71 737 37 22 biuro@sobotajachira.pl

Pojedynczy kredytobiorca stojący samotnie w konfrontacji z bankiem to sytuacja klarowna. Ale życie potrafi być znacznie bardziej skomplikowane. Młodzi małżonkowie, którzy wzięli kredyt z rodzicami, para po rozwodzie, albo nawet spadkobiercy po zmarłym kredytobiorcy – każda z tych sytuacji nasuwa pytanie, czy wszyscy muszą być zaangażowani w sprawę sądową. Banki chciałyby wymogu uczestnictwa wszystkich kredytobiorców w procesie unieważnienia umowy. Czy to jest jednak usankcjonowanie prawnie i tak po ludzku sprawiedliwe?

W słynnym wyroku TSUE w sprawie C-260/18 z października 2019 r., czyli w tzw. sprawie polskiej – Państwa Dziubaków, przesądzono, że klauzule abuzywne w umowach kredytowych waloryzowanych do waluty obcej muszą zostać z umowy wyeliminowane, a sąd nie może tej luki uzupełnić. W konsekwencji ich wyeliminowania  umowa upada i należy stwierdzić jej nieważność, bo nie ma już w niej zasad, według których powinno następować przeliczanie kwoty kredytu i raty do waluty obcej.

Ten przełomowy wyrok otworzył drzwi do walki o swoje prawa rzeszy kredytobiorcom posiadającym kredyty powiązane z walutą obcą – w przeważającej większości frankiem szwajcarskim, ale również w walucie euro, dolarach amerykańskich czy jenach japońskich. Głównym kierunkiem tych spraw i oczekiwaniem w wyroku było stwierdzenie przez sąd nieważności umowy kredytu, jednak z biegiem lat po drodze powstawały (i powstają nadal) kolejne zagadnienia związane z tą tematyką.

Wśród licznych zagadnień z obszaru zarówno prawa materialnego jak i procedury cywilnej, wyłonił się w praktyce sądowniczej problem sprowadzający się do tytułowego pytania: ilu powodów potrzeba do unieważnienia umowy kredytu?

Sprawa jest oczywiście jasna, gdy jedna osoba zawiera umowę kredytu, spłaca raty a następnie decyduje się wystąpić na drogę sądową przeciwko bankowi. Życie jednak nie zawsze jest tak proste.

Więcej niż jeden kredytobiorca

Wraz z falą nowych pozwów po wyroku TSUE ws. Dziubak sądownictwo dość szybko musiało zmierzyć się z „problemem” spraw, w których lista kredytobiorców na umowie nie zgadzała się z listą powodów występujących do sądu o unieważnienie umowy.

Może być bowiem tak, że młodzi małżonkowie zaciągnęli kredyt wspólnie z rodzicami jednego z nich lub innym członkiem rodziny, bo usłyszeli w banku, że samodzielnie nie posiadają zdolność kredytowej. Może być tak, że małżonkowie zaciągnęli kredyt „wspólnie i w porozumieniu”, jednak aktualnie są po rozwodzie i kredyt spłaca tylko jedno z nich, a porozumienia już nie ma. Może być również tak, że kredytobiorca zaciągnął kredyt samodzielnie – ale zmarł, zanim kredyt zdążył spłacić i zobowiązanie przejęli po nim spadkobiercy, niekoniecznie chcący ze sobą współpracować. I znajduje się w gronie tych osób jedna zdeterminowana osoba, aby umowę unieważnić. Zleca sprawę pełnomocnikowi, pozew trafia do sądu.

Jak było do tej pory….?

We wszystkich tych sprawach banki dość szybko dostrzegły potencjał na rzucenie przysłowiowych kłód i zaczęły dość powszechnie podnosić, że w sprawie o unieważnienie umowy konieczny jest udział wszystkich kredytobiorców łącznie. Sądy zaś, w większości przychylając się do tego poglądu, stosowały w takich przypadkach art. 195 Kodeksu postępowania cywilnego. Najpierw więc zobowiązywały do wskazania danych imiennych i adresowych wszystkich pozostałych kredytobiorców, a potem zawiadamiały ich o toczącym się procesie i możliwości wstąpienia do niego w charakterze powoda. No właśnie – tylko o „możliwości” wstąpienia, bo nie można nikogo zmusić, aby do takiej sprawy wstąpił jako powód.

W razie niechęci takiej osoby zawiadamianej, procedura cywilna nie daje żadnych narzędzi przymusu ani sądowi ani powodowi już działającemu w sprawie. Dodatkowo, wstąpienie do procesu możliwe jest tylko w obiektywnie krótkim terminie 14 dni od otrzymania pisma z sądu w tej materii. Cała jednak procedura z tym związana mogła w praktyce przedłużyć sprawę o co najmniej kilka miesięcy.

Nietrudno zatem sobie wyobrazić, że w wielu przypadkach i z wielu różnych życiowych względów nie było możliwe doprowadzenie do takiej sytuacji, aby wszyscy kredytobiorcy formalnie dołączyli do procesu przeciwko bankowi.

Jak wówczas wyglądały wyroki sądów? Sąd co prawda dostrzegał w uzasadnieniu wyroku wszelkie przesłanki nieważności umowy i zasądzał zwrot zapłaconych rat, jednakże w samej sentencji orzekał oddalenie powództwa o stwierdzenie nieważności umowy. Zatem interes naszego powoda na przyszłość nie był należycie zabezpieczony, a bank chcąc działać po złości mógłby nadal pobierać raty.

Nadto, skoro nasz powód częściowo – a czasem nawet w połowie (patrząc na wartość roszczenia o zapłatę i roszczenia o stwierdzenie nieważności) „przegrywał” w ocenie sądu, to sąd obciążał go w odpowiedniej części kosztami procesu, nierzadko sięgającymi kwot kilkunastu tysięcy złotych.

… i jak będzie dalej?

U źródeł tej praktyki orzeczniczej leży pytanie o charakter współuczestnictwa wszystkich kredytobiorców w procesie o unieważnienie umowy kredytu. Czy naprawdę albo wszyscy, albo nikt? Dlaczego powód ma być „karany” oddaleniem powództwa o stwierdzenie nieważności umowy, tylko dlatego, że ktoś inny, często osoba obca, nie chce występować w procesie obok niego po tej samej stronie sali rozpraw? Zarówno w piśmiennictwie prawniczym, jak i orzecznictwie sądów powszechnych brak było szerszych wywodów w tym zakresie odnoszących się konkretnie do spraw o unieważnienie umów „frankowych”.

Już pierwsza nasza apelacja od takiego właśnie wyroku wydanego przez Sąd Okręgowy w Warszawie w słynnym XXVIII „Wydziale Frankowym” (sygn. akt: XXVIII C 2321/21) zaowocowała pełnym sukcesem. Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 21.10.2022 r. (sygn. I ACa 93/22) w całości uwzględnił apelację złożoną w imieniu klienta i zmienił zaskarżony wyrok. Jednoznacznie ustalił nieważność umowy w treści wyroku oraz całością kosztów procesu przed sądem I instancji obciążył wyłącznie bank. Pozwoliło to na sprawne rozliczenie klienta z bankiem zarówno w zakresie zwrotu wszystkich spłaconych do tej pory rat jak i likwidacji salda zadłużenia na przyszłość.

Sąd Apelacyjny w Warszawie potwierdził podnoszone w apelacji argumenty wywiedzione zarówno z przepisów polskich, jak i unijnych (w szczególności Dyrektywy 93/13/EWG) przeciwko poglądowi o konieczności zgromadzenia wszystkich kredytobiorców w jednym procesie.

Co ciekawe, dopiero niemal dokładnie rok później Sąd Najwyższy potwierdził prezentowany przez Kancelarię Sobota Jachira pogląd o braku konieczności współuczestnictwa wszystkich kredytobiorców w procesie o unieważnienie umowy kredytu „frankowego”. Co jeszcze ciekawsze – w odstępie zaledwie kilku dni zapadły w Sądzie Najwyższym dwie uchwały wydane w różnych sprawach i w różnych składach sędziowskich o tożsamej treści (uchwała SN z dnia 19.10.2023 r., III CZP 12/23 oraz uchwała SN z dnia 26.10.2023 r., III CZP 156/22).

Czy to oznacza definitywne rozwiązanie tej kwestii w orzecznictwie?

Od jesiennych uchwał Sądu Najwyższego nie minęło jeszcze wiele czasu. W polskim systemie prawnym opartym na civil law uchwały te mają oficjalnie moc wiążącą tylko w sprawach, w których zostały wydane. Niemniej, stanowią one w praktyce bardzo istotną wskazówkę interpretacyjną dla sądów powszechnych w całej Polsce, a zarazem mogą przekonać tych jeszcze nieprzekonanych o tym, że warto walczyć o swoje prawa w sądzie.

Prawnicy reprezentujący kredytobiorców mają nadzieję, że sądy w całej Polsce nie będą poświęcały więcej czasu i energii na poszukiwanie adresów pozostałych kredytobiorców i zawiadamianie ich o toczącej się sprawie. Mają nadzieję, że jedna osoba w sądzie wystarczy do unieważnienia umowy kredytowej, nawet jeśli podpisało ją więcej osób.


Autorką tekstu jest adwokat Dominika Wilczyńska-Gaj, która od kilku lat reprezentuje kredytobiorców przed sądami w sprawach frankowych.

Absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka Rektora dla najlepszych studentów. Tytuł zawodowy uzyskała w Izbie Adwokackiej we Wrocławiu uzyskując bardzo dobre oceny na egzaminie adwokackim. Doświadczenie zawodowe zdobywała współpracując z renomowanymi kancelariami w Poznaniu i Wrocławiu.

Specjalizuje się w prawie cywilnym, w szczególności w sprawach kredytów waloryzowanych do walut obcych, a także prawie odszkodowań, spadkowym, rzeczowym, rodzinnym, medycznym i ubezpieczeń społecznych. Cechuje ją indywidualne i wnikliwe podejście do każdej sprawy, dzięki czemu osiąga liczne sukcesy w sprawach o wyjątkowo skomplikowanym stanie faktycznym i prawnym. Z powodzeniem reprezentuje klientów przed sądami wszystkich instancji w całej Polsce.

Aktualności