Stalking jest już w Polsce pojęciem dobrze znanym, ale jego potoczne rozumienie często odbiega od definicji z Kodeksu karnego. Rodzime prawo definiuje go jako uporczywe nękanie, które wzbudza u pokrzywdzonego uzasadnione poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia albo istotnie narusza jego prywatność. W praktyce może chodzić o setki wiadomości, nachodzenie pod domem, kontrolowanie aktywności w internecie, śledzenie, podszywanie się pod inną osobę lub nękanie jej bliskich. Dla osoby pokrzywdzonej to często długotrwały stan napięcia, utraty bezpieczeństwa i braku kontroli nad własnym życiem. I choć świadomość na temat tego, czym jest stalking, jak go udowodnić i co za niego grozi, stale rośnie, to wiele osób wciąż nie wie, że w bezpośredniej walce ze stalkerem nie są na przegranej pozycji.

Czym jest stalking w polskim prawie?

Stalking jest pojęciem potocznym. Takie sformułowanie nie pojawia się w polskim Kodeksie karnym. W świetle obowiązujących przepisów należy stalking rozumieć jako uporczywe nękanie – uregulowane w art. 190a § 1 k.k. Przepis ten penalizuje zachowanie polegające na uporczywym nękaniu innej osoby lub osoby dla niej najbliższej, jeżeli skutkiem takiego działania jest wzbudzenie uzasadnionego okolicznościami poczucia zagrożenia, poniżenia lub udręczenia albo istotne naruszenie prywatności. Oznacza to, że samo niechciane zachowanie nie zawsze wystarczy do przypisania odpowiedzialności karnej. Musi mieć ono charakter uporczywy, a więc powtarzalny, natrętny i świadczący o konsekwentnym naruszaniu sfery wolności pokrzywdzonego. Ważny jest również skutek po stronie ofiary, przy czym nie chodzi wyłącznie o jej subiektywne odczucie. Sąd ocenia, czy w danych okolicznościach poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia było uzasadnione.

Jakie zachowania mogą zostać uznane za uporczywe nękanie?

Uporczywe nękanie może przybrać bardzo różne formy. Najczęściej są to powtarzające się telefony, SMS-y, wiadomości w komunikatorach, e-maile, komentarze w mediach społecznościowych, nachodzenie w miejscu zamieszkania lub pracy, śledzenie, obserwowanie, wypytywanie osób trzecich, wysyłanie niechcianych prezentów albo publikowanie informacji dotyczących życia prywatnego pokrzywdzonego. Stalking kojarzy się przede wszystkim z działalnością nękającą w przestrzeni cyfrowej. W takim wydaniu polega zwykle na zakładaniu fałszywych kont, uporczywym komentowaniu aktywności ofiary, podszywaniu się pod nią (przy czym ten czyn może już kwalifikować się pod art. 190a § 2 k.k.), publikowaniu jej danych lub wykorzystywaniu prywatnych zdjęć w celu wywołania presji psychicznej. Nie jest konieczne, aby sprawca groził przemocą fizyczną. W wielu sprawach istotą nękania jest właśnie stała, natarczywa obecność sprawcy w życiu pokrzywdzonego, mimo wyraźnego braku zgody na kontakt.

Sprawdź: Znęcanie psychiczne – jak definiuje je polskie prawo?

Kiedy konflikt nie jest jeszcze stalkingiem?

Nie każdy konflikt, nieprzyjemna wiadomość lub jednorazowe nachodzenie będzie przestępstwem z art. 190a k.k. Stalking wymaga uporczywości, a więc powtarzalności i pewnej trwałości zachowań. Jednorazowe zdarzenie, nawet przykre lub niestosowne, co do zasady nie będzie wystarczające do uznania, że doszło do uporczywego nękania. Granica bywa jednak cienka. Jeżeli pojedyncze działania zaczynają układać się w ciąg zdarzeń, a sprawca ignoruje sprzeciw pokrzywdzonego i kontynuuje kontakt, sytuacja może nabrać charakteru karnego. Istotne jest także to, czy działania sprawcy realnie ingerują w prywatność ofiary, ograniczają jej poczucie bezpieczeństwa lub prowadzą do stanu udręczenia. Dlatego w sprawach o stalking tak ważna jest analiza całego kontekstu, a nie pojedynczych incydentów wyrwanych z ciągu zdarzeń.

Stalking wobec osoby najbliższej

Art. 190a § 1 k.k. chroni nie tylko osobę bezpośrednio nękaną, ale również osobę jej najbliższą. Ma to istotne znaczenie w sprawach rodzinnych, po rozstaniach, rozwodach lub w konfliktach okołopartnerskich. Sprawca może bowiem wywierać presję nie tylko na byłego partnera czy byłą partnerkę, ale również na dzieci, rodziców, rodzeństwo lub inne bliskie osoby. Nękanie osoby najbliższej może być sposobem obejścia odmowy kontaktu albo formą dalszej kontroli nad pokrzywdzonym. Z punktu widzenia prawa nie ma znaczenia, czy działania sprawcy są kierowane bezpośrednio do głównej ofiary, czy do jej bliskich, jeśli spełnione są ustawowe przesłanki uporczywego nękania.

Podszywanie się pod inną osobę jako odrębna forma odpowiedzialności

Art. 190a § 2 k.k. przewiduje odpowiedzialność za podszywanie się pod inną osobę z wykorzystaniem jej wizerunku, danych osobowych lub innych danych, za pomocą których jest ona publicznie identyfikowana, jeżeli skutkiem jest wyrządzenie szkody majątkowej lub osobistej. To przepis szczególnie istotny w realiach współczesnego internetu. Chodzi np. o zakładanie fałszywych profili w mediach społecznościowych, publikowanie treści pod cudzym nazwiskiem, wykorzystywanie zdjęcia ofiary do kompromitujących wpisów albo podszywanie się pod nią w kontaktach z innymi osobami. Nie zawsze takie zachowanie musi być połączone z klasycznym nękaniem, choć w praktyce często oba zjawiska występują równolegle. Ustawodawca traktuje podszywanie się równie poważnie jak uporczywe nękanie, ponieważ może ono prowadzić do utraty dobrego imienia, szkód zawodowych, problemów rodzinnych i poważnego naruszenia prywatności.

Jak udowodnić stalking?

Udowodnienie stalkingu wymaga pokazania schematu działania sprawcy. Największe znaczenie mają dowody potwierdzające powtarzalność, uporczywość i skutki nękania. W praktyce należy zabezpieczać wiadomości SMS, e-maile, zrzuty ekranu z komunikatorów, historię połączeń, nagrania poczty głosowej, zdjęcia, nagrania z monitoringu, potwierdzenia zgłoszeń na policję, dokumentację medyczną lub psychologiczną oraz dane świadków. Warto prowadzić chronologiczny opis zdarzeń, z datami, godzinami i krótkim wskazaniem, co się wydarzyło. Taki dziennik może pomóc uporządkować materiał dowodowy i wykazać, że zachowania nie były przypadkowe. Szczególnie ważne jest także zachowanie dowodów wyrażenia sprzeciwu wobec kontaktu. Jeżeli pokrzywdzony jasno zakomunikował, że nie życzy sobie dalszych wiadomości, telefonów czy wizyt, a sprawca mimo to kontynuował swoje działania, wzmacnia to argumentację o uporczywości nękania.

Czy nagrania mogą być dowodem w sprawie o stalking?

Jak najbardziej tak. Nagrania mogą mieć znaczenie dowodowe, ale ich wykorzystanie wymaga ostrożności. W postępowaniu karnym sąd ocenia dowody swobodnie, zgodnie z zasadami procedury karnej, biorąc pod uwagę ich wiarygodność, sposób pozyskania i znaczenie dla sprawy. Nagranie rozmowy, wiadomości głosowej, awantury pod domem czy zachowania sprawcy na klatce schodowej może potwierdzać uporczywe nękanie, groźby, nachodzenie lub naruszenie prywatności. Trzeba jednak pamiętać, że nie każde nagrywanie będzie prawnie neutralne, zwłaszcza gdy dotyczy osób trzecich lub sytuacji objętych szczególną ochroną. Dlatego przed przekazaniem takich materiałów warto skonsultować się z prawnikiem. Pełnomocnik pomoże ocenić, które dowody są przydatne, jak je opisać i w jaki sposób przedstawić je organom ścigania, aby nie osłabić sprawy błędami formalnymi.

Jak zgłosić stalking?

Stalking z art. 190a § 1 k.k. oraz podszywanie się z art. 190a § 2 k.k. są co do zasady ścigane na wniosek pokrzywdzonego. Oznacza to, że samo zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa powinno zawierać również wyraźny wniosek o ściganie sprawcy. Zgłoszenia można dokonać na policji albo w prokuraturze. W zawiadomieniu należy możliwie konkretnie opisać zachowania sprawcy, wskazać okres ich trwania, częstotliwość, skutki dla pokrzywdzonego oraz załączyć lub wskazać dowody. Nie warto ograniczać się do ogólnego stwierdzenia, że ktoś „nęka” albo „nie daje spokoju”. Organy ścigania potrzebują faktów: dat, treści wiadomości, opisów zdarzeń, danych świadków i informacji o wcześniejszych próbach zakończenia kontaktu. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa należy reagować natychmiast i wezwać policję.

Co grozi za stalking?

Za stalking w typie podstawowym, czyli czyn z art. 190a § 1 k.k., grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Taka sama kara przewidziana jest za podszywanie się pod inną osobę z art. 190a § 2 k.k. Jeżeli następstwem uporczywego nękania albo podszywania się jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, odpowiedzialność sprawcy jest znacznie surowsza. Art. 190a § 3 k.k. przewiduje w takim przypadku karę pozbawienia wolności od 2 do 15 lat. Poza karą zasadniczą sąd może orzec środki służące ochronie pokrzywdzonego, np. zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym, zakaz zbliżania się do niego, zakaz przebywania w określonych miejscach albo inne rozstrzygnięcia ograniczające możliwość dalszego nękania. W praktyce środki te mają często kluczowe znaczenie, ponieważ dla pokrzywdzonego najważniejsze jest nie tylko ukaranie sprawcy, ale przede wszystkim realne przerwanie kontaktu.

Stalking a groźby karalne, zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych

Stalking może występować równolegle z innymi naruszeniami prawa. Jeżeli sprawca zapowiada popełnienie przestępstwa na szkodę pokrzywdzonego lub jego bliskich, może wchodzić w grę odpowiedzialność za groźby karalne z art. 190 k.k. Jeżeli rozpowszechnia nieprawdziwe informacje, które mogą poniżyć ofiarę w opinii publicznej lub narazić ją na utratę zaufania, sprawa może zahaczać o zniesławienie z art. 212 k.k. Nękanie może również naruszać dobra osobiste chronione przez Kodeks cywilny, takie jak prywatność, cześć, dobre imię, nietykalność mieszkania czy poczucie bezpieczeństwa. W niektórych przypadkach pokrzywdzony może zatem korzystać nie tylko z instrumentów prawa karnego, ale również dochodzić roszczeń cywilnych, w tym zadośćuczynienia lub zobowiązania sprawcy do usunięcia skutków naruszeń.

Zobacz również: Fałszywe oskarżenie – czym jest w świetle prawa?

Obrona w sprawie o stalking

Nie każda sprawa zgłoszona jako stalking rzeczywiście spełnia przesłanki z art. 190a k.k. Zdarzają się sytuacje, w których tłem zawiadomienia jest konflikt rodzinny, spór sąsiedzki, relacja biznesowa albo emocjonalne rozstanie. Dla podejrzanego kluczowe jest wykazanie, że jej działania nie miały charakteru uporczywego nękania, nie były bezprawne albo nie wywołały skutków wymaganych przez ustawę. Obrona może polegać na analizie komunikacji między stronami, kontekstu zdarzeń, wzajemności kontaktu, treści wiadomości oraz tego, czy pokrzywdzony rzeczywiście i jednoznacznie sprzeciwiał się dalszym kontaktom. Istotne może być także odróżnienie natarczywego, ale incydentalnego zachowania od długotrwałego prześladowania. W sprawach tego rodzaju nie wystarczy proste zaprzeczenie zarzutom. Potrzebna jest spójna linia obrony i rzetelna analiza dowodów.

Dlaczego pomoc prawna ma znaczenie w sprawach o uporczywe nękanie?

Sprawy o stalking są trudne dowodowo i bardzo wrażliwe emocjonalnie. Pokrzywdzony często potrzebuje nie tylko zgłoszenia sprawy, ale także prawidłowego uporządkowania dowodów, przygotowania zawiadomienia, wniosku o ściganie i wniosków o środki służące ochronie pokrzywdzonego. Z kolei osoba podejrzana lub oskarżona musi szybko ocenić, czy zachowanie rzeczywiście wypełnia znamiona przestępstwa, czy też doszło do nadinterpretacji konfliktu. Prawnik specjalizujący się w sprawach karnych pomaga dobrać właściwą strategię, wskazać najmocniejsze dowody i uniknąć działań, które mogłyby pogorszyć sytuację procesową. W praktyce profesjonalna pomoc jest szczególnie ważna tam, gdzie stalking łączy się z konfliktem rodzinnym, przemocą domową, naruszeniem prywatności w internecie, groźbami albo podszywaniem się pod inną osobę.

Jeśli potrzebują Państwo profesjonalnej pomocy prawnej, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią:

[email protected]

71 737 37 22

Kancelaria prawna Wrocław Sobota Jachira

Kara pozbawienia wolności kojarzy się przede wszystkim z pobytem w zakładzie karnym. Nie w każdym przypadku musi być jednak wykonywana w warunkach izolacji penitencjarnej. W niektórych przypadkach sąd może zezwolić skazanemu na odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego.

Oznacza to, że zamiast przebywać w izolacji, skazany może wykonywać karę we własnym domu, pozostając jednocześnie pod stałą kontrolą i na zasadach ściśle określonych przez sąd. Już na samym wstępnie należy zasygnalizować, że kluczowe jest, aby zgodzili się na to pozostali domownicy. Ponadto ważne, aby warunki techniczne umożliwiały instalację urządzeń rejestrujących obecność skazanego w wyznaczonych mu harmonogramem miejscach. Te dwie kwestie to jednak dopiero podstawa do dalszych rozważań zastosowania tej instytucji.

Dozór elektroniczny nie oznacza uchylenia wymierzonej już kary. Nie jest też równoznaczne z możliwością swobodnego funkcjonowania. Skazany ma obowiązek przebywać w miejscu zamieszkania w wyznaczonych godzinach, a jego obecność jest kontrolowana za pomocą wyżej wspomnianych urządzeń elektronicznych. Opuszczanie domu jest możliwe jedynie w zakresie wynikającym z również wspomnianego przedtem harmonogramu. Harmonogram ustala sąd penitencjarny, przy czym skazany może już we wniosku o udzielenie zezwolenia na odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego przedstawić własną propozycję, uwzględniającą m.in. czas niezbędny do wykonywania pracy, nauki, leczenia, rehabilitacji lub realizacji obowiązków rodzinnych.

Kto może ubiegać się o dozór elektroniczny?

Co do zasady możliwość odbywania kary w systemie dozoru elektronicznego dotyczy osób skazanych na karę pozbawienia wolności nieprzekraczającą roku i sześciu miesięcy. W przypadku kilku kar podlegających wykonaniu kolejno ich łączny wymiar również nie powinien przekraczać tego okresu. Odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego jest jednak możliwe również wtedy, gdy suma orzeczonych kar jest niższa niż trzy lata, pod warunkiem że do odbycia w zakładzie karnym pozostało nie więcej niż sześć miesięcy. Zgody udziela sąd penitencjarny właściwy ze względu na miejsce przebywania skazanego, a jeżeli skazany przebywa już w zakładzie karnym, to wówczas decyzję o możliwości odbywania kary w systemie dozoru podejmuje komisja penitencjarna.

Jednak sam wymiar kary, warunki techniczne i zgoda pozostałych domowników nie przesądzają jeszcze o zielonym świetle dla dozoru elektronicznego.

Sąd (lub komisja penitencjarna) podejmuje decyzję po indywidualnej ocenie, czy odbywanie kary w domu będzie wystarczające do osiągnięcia jej celów.

Znaczenie w takiej ocenie mogą mieć w szczególności:

Sąd bierze więc pod uwagę nie tylko treść wyroku, lecz także całokształt okoliczności sprawy oraz aktualną sytuację życiową skazanego.

Odbywanie kary w domu nadal jest wykonywaniem kary

Skazany musi przebywać w domu w wyznaczonych godzinach, właściwie korzystać z urządzeń monitorujących oraz przestrzegać wszystkich nałożonych na niego obowiązków. Naruszenie zasad dozoru może prowadzić do uchylenia zezwolenia i konieczności dalszego odbywania kary w zakładzie karnym.

Jest to zatem realna i dolegliwa forma wykonywania kary, wymagająca zdyscyplinowania i podporządkowania się ustalonemu porządkowi. Jednocześnie w odpowiednio ocenionych przypadkach pozwala na wykonywanie kary bez całkowitego zerwania więzi rodzinnych, zawodowych i społecznych.

Czy można uniknąć pobytu w zakładzie karnym?

W zależności od etapu sprawy możliwe może być rozpoczęcie odbywania kary od razu w systemie dozoru elektronicznego. Jak zostało powyżej zasygnalizowane w określonych przypadkach również osoba, która już przebywa w zakładzie karnym, może ubiegać się o możliwość opuszczenia jednostki penitencjarnej i wykonywania pozostałej części kary we własnym domu.

Nie następuje to jednak automatycznie. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy, a znaczenie mają zarówno treść wyroku, jak i sytuacja osobista skazanego, jego dotychczasowa postawa oraz możliwość prawidłowego wykonywania dozoru pod wskazanym adresem.

Dlatego po otrzymaniu wyroku albo już po rozpoczęciu odbywania kary warto skonsultować sytuację z prawnikiem. Odpowiednio wczesna analiza może pozwolić ustalić, czy istnieją podstawy do ubiegania się o wykonywanie kary we własnym domu zamiast w zakładzie karnym.

Zasiedzenie służebności przesyłu w praktyce rozstrzyga o tym, czy właściciel nieruchomości otrzyma wynagrodzenie za linie energetyczne, gazociąg lub inne urządzenia znajdujące się na jego działce. Jeżeli przedsiębiorstwo przesyłowe skutecznie wykaże zasiedzenie, obowiązek zapłaty może w ogóle nie powstać. Jakie jest aktualne orzecznictwo Sądu Najwyższego oraz najnowsze rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego? Co warto wiedzieć o zasiedzeniu służebności przesyłu i dlaczego dla wielu właścicieli gruntów kluczowy może okazać się rok 2028?

Czym jest zasiedzenie służebności?

Zasiedzenie to sposób nabycia prawa przez jego długotrwałe wykonywanie. W przypadku służebności oznacza to, że podmiot, który przez wiele lat faktycznie korzysta z cudzej nieruchomości w określony sposób, może nabyć prawo do takiego korzystania z mocy prawa.

Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego, kluczowe znaczenie ma czas oraz charakter posiadania. Okres zasiedzenia wynosi 20 lat, jeśli posiadanie uzyskano w dobrej wierze. Jeśli natomiast uzyskano je w wierze złej, wówczas zasiedzenie następuje po upływie 30 lat. Warunkiem jest nieprzerwane i widoczne wykonywanie uprawnień odpowiadających treści służebności.

Zasiedzenie służebności przesyłu – na czym polega problem?

Na wstępie należałoby wyjaśnić, czym w ogóle jest służebność przesyłu. To szczególny rodzaj służebności wprowadzony do polskiego prawa w 2008 r. Umożliwia przedsiębiorstwom przesyłowym korzystanie z cudzych nieruchomości w zakresie niezbędnym do budowy, eksploatacji i konserwacji urządzeń infrastrukturalnych.

W praktyce obejmuje to m.in. prawo do:

Jeżeli przedsiębiorca odmawia zawarcia umowy o ustanowienie służebności przesyłu, a służebność jest konieczna do korzystania z urządzeń, właściciel nieruchomości może żądać jej ustanowienia za odpowiednim wynagrodzeniem. Roszczenie to nie przysługuje jednak, jeżeli przedsiębiorca ma już skuteczny tytuł prawny do korzystania z nieruchomości w odpowiednim zakresie.

Spory o zasiedzenie służebności przesyłu dotyczą przede wszystkim sytuacji, w których na prywatnych nieruchomościach od lat znajdują się urządzenia infrastruktury technicznej, takie jak linie energetyczne, gazociągi czy sieci przesyłowe. W wielu przypadkach zostały one posadowione jeszcze w czasach, gdy kwestie własnościowe nie były precyzyjnie regulowane, a właściciele gruntów nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia.

Dziś właściciele coraz częściej dochodzą swoich praw, domagając się ustanowienia służebności przesyłu za odpowiednim wynagrodzeniem. Przedsiębiorstwa przesyłowe bronią się natomiast, podnosząc zarzut zasiedzenia, który – jeśli okaże się skuteczny – całkowicie wyłącza obowiązek zapłaty.

Wynagrodzenie za służebność przesyłu – dlaczego jest kluczowe?

Właściciel nieruchomości może domagać się wynagrodzenia za ustanowienie służebności przesyłu.  Co do zasady – reguluje ono korzystanie z nieruchomości przez zewnętrzny podmiot w przyszłości. Ponadto w określonych przypadkach może właścicielowi działki przysługiwać wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z nieruchomości – dotyczące określonego okresu korzystania bez skutecznego tytułu prawnego oraz odszkodowanie za zaistniałe szkody w trakcie bezumownego korzystania z nieruchomości. Wysokość każdego tego świadczenia powinna odpowiadać rzeczywistemu ograniczeniu prawa własności i uwzględniać aktualne warunki rynkowe (w przypadku wynagrodzenia za ustanowienie służebności).

Przełomowe znaczenie ma najnowsze orzecznictwo, które odchodzi od stosowania sztywnych stawek i ryczałtów. Obecnie podkreśla się konieczność indywidualnej wyceny, uwzględniającej m.in. zakres ingerencji w nieruchomość oraz wpływ infrastruktury na jej wartość.

Jednocześnie przedsiębiorstwa przesyłowe coraz częściej powołują się na zasiedzenie, aby uniknąć obowiązku zapłaty. To właśnie ten element czyni spór szczególnie istotnym z punktu widzenia właścicieli gruntów.

Sprawdź: Ustanowienie służebności – na czym polega?

Dlaczego rok 2028 może zamknąć drogę do wynagrodzenia?

Kluczowe znaczenie ma data 3 sierpnia 2008 r., kiedy wprowadzono do polskiego prawa instytucję służebności przesyłu. Jeżeli przyjmie się, że przedsiębiorstwa przesyłowe działały w dobrej wierze, termin zasiedzenia wynoszący 20 lat upłynie w 2028 r.

W praktyce oznacza to, że po tej dacie część przedsiębiorstw może skutecznie podnosić zarzut zasiedzenia, co pozbawi właścicieli nieruchomości możliwości dochodzenia wynagrodzenia za korzystanie z ich gruntów.

Jeżeli natomiast uznana zostanie zła wiara przedsiębiorstw, zastosowanie znajdzie 30-letni termin zasiedzenia, co przesuwa granicę czasową i daje właścicielom więcej czasu na podjęcie działań prawnych.

Zasiedzenie służebności przesyłu – aktualne stanowisko Sądu Najwyższego

Orzecznictwo Sądu Najwyższego w sprawach dotyczących zasiedzenia służebności przesyłu ewoluowało na przestrzeni lat, jednak pewne kluczowe tezy pozostają aktualne. W szczególności w uchwale z dnia 7 października 2008 r. (sygn. III CZP 89/08) Sąd Najwyższy dopuścił możliwość nabycia przez zasiedzenie służebności gruntowej odpowiadającej treścią służebności przesyłu jeszcze przed wprowadzeniem tej instytucji do Kodeksu cywilnego.

Stanowisko to zostało rozwinięte m.in. w uchwale z dnia 22 maja 2013 r. (sygn. III CZP 18/13), w której wskazano, że przedsiębiorca może nabyć przez zasiedzenie służebność przesyłu lub służebność o analogicznej treści, jeżeli faktycznie korzystał z nieruchomości w sposób odpowiadający jej funkcji.

Jednocześnie w nowszym orzecznictwie Sąd Najwyższy wyraźnie podkreśla konieczność rygorystycznego wykazywania przesłanek zasiedzenia. W postanowieniu z dnia 24 maja 2013 r. (sygn. V CSK 287/12) wskazano, że samo istnienie urządzeń przesyłowych nie przesądza o posiadaniu służebności. Konieczne jest udowodnienie rzeczywistego, trwałego i widocznego korzystania z nieruchomości w określonym zakresie.

W praktyce oznacza to odejście od automatycznego przyjmowania zasiedzenia na rzecz szczegółowej analizy każdej sprawy, w tym zakresu ingerencji w prawo własności oraz charakteru posiadania.

Dla właścicieli nieruchomości, których dotyczy kwestia służebności przesyłu i ewentualnego zasiedzenia, kluczowe wydaje się postanowienie z 24 lutego 2023 r. (III CZP 108/22). W nim Sąd Najwyższy uznał, że bieg zasiedzenia służebności przesyłu nie mógł rozpocząć się przed 3 sierpnia 2008 r., czyli przed wejściem w życie przepisów wprowadzających tę instytucję do kodeksu cywilnego. Oznacza to, że dopiero od tej daty można liczyć okres potrzebny do stwierdzenia zasiedzenia. I to rozwiązanie daje właścicielom działek realne szanse na uzyskanie wynagrodzenia z tytułu służebności przesyłu.

Zasiedzenie służebności przesyłu – wpływ najnowszego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego

Istotne znaczenie dla aktualnej praktyki ma również wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 2 grudnia 2025 roku (sygn. P 10/16) , który odnosi się do problematyki ochrony prawa własności w kontekście zasiedzenia służebności przesyłu.

Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że przepisy art. 285 §1–2 k.c. stosowane w praktyce razem z art. 292 k.c. w rozumieniu pozwalającym na zasiedzenie służebności odpowiadającej treścią służebności przesyłu sprzed 2008 r. bez decyzji wywłaszczeniowej są niezgodne z Konstytucją RP i standardem ochrony własności.

Co to oznacza w praktyce? Niemożliwe jest „zasiedzenie” prawa do korzystania z cudzej działki, jeśli państwo nigdy formalnie nie ograniczyło własności decyzją administracyjną. Zdaniem Trybunału przed 3 sierpnia 2008 r. właściciel nieruchomości nie mógł przewidzieć, że tolerowanie znajdujących się na jego gruncie urządzeń przesyłowych doprowadzi do utraty części uprawnień właścicielskich wskutek zasiedzenia prawa, którego ustawodawca jeszcze nie przewidywał.

Wyrok TK należy uznać za przełomowy, szczególnie dla właścicieli działek obciążonych urządzeniami przemysłowymi. Jeśli bowiem przedsiębiorstwo nie ma umowy ani decyzji wywłaszczeniowej, wówczas zarzut dotyczący zasiedzenia może być kompletnie nieskuteczny, a właściciel działki ma otwartą drogę prawną do dochodzenia wynagrodzenia lub/i odszkodowania.

Co to oznacza dla właścicieli nieruchomości?

Aktualna sytuacja prawna jest dynamiczna, ale jedno pozostaje pewne. Zasiedzenie służebności przesyłu nie jest już argumentem tak łatwym do zastosowania jak wcześniej. Właściciele nieruchomości mają realne narzędzia do kwestionowania roszczeń przedsiębiorstw oraz dochodzenia wynagrodzenia.

Jednocześnie upływ czasu działa na ich niekorzyść. Zbliżający się rok 2028 może być momentem granicznym dla wielu spraw. Brak reakcji przed upływem terminu zasiedzenia może prowadzić do trwałej utraty możliwości uzyskania jakiejkolwiek rekompensaty.

Dlatego w praktyce kluczowe jest szybkie podjęcie działań i dokładna analiza sytuacji prawnej konkretnej nieruchomości.

Więcej informacji na ten temat można znaleźć na https://www.sobotajachira.pl/odszkodowanie-sluzebnosc-przesylu/.

Jeśli podejrzewasz, że może Ci się należeć wynagrodzenie za służebność przesyłu, zgłoś się do naszej Kancelarii. Napisz wiadomość na adres [email protected] – dokonamy bezpłatnej analizy, zweryfikujemy księgę wieczystą oraz dokumenty oraz ocenimy ryzyko ewentualnego zasiedzenia i poinformujemy Cię, czy i jakiego wynagrodzenia możesz żądać od firmy przesyłowej.

Zobacz również: Zasiedzenie służebności – rodzaje i zasady. Co na to prawo?

Znęcanie psychiczne jest przestępstwem z art. 207 Kodeksu karnego i może polegać m.in. na stałym poniżaniu, zastraszaniu, kontrolowaniu, izolowaniu, szantażu emocjonalnym albo wywoływaniu u pokrzywdzonego poczucia bezradności. Sprawcy grozi za nie kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a w poważniejszych przypadkach nawet do 15 lat. W praktyce najtrudniejsze bywa udowodnienie nie pojedynczej awantury, lecz całego mechanizmu przemocy psychicznej: powtarzalności, przewagi sprawcy i skutków dla osoby pokrzywdzonej.

Czym jest znęcanie psychiczne według Kodeksu karnego?

Podstawą odpowiedzialności karnej za znęcanie psychiczne jest art. 207 Kodeksu karnego. Przepis ten nie zawiera katalogu konkretnych zachowań, które automatycznie należy uznać za znęcanie. Wskazuje natomiast, wobec kogo może zostać popełnione to przestępstwo. Zgodnie z art. 207 § 1 k.k. odpowiedzialności podlega osoba, która znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą albo nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy. Odrębnie, w art. 207 § 1a k.k., ustawodawca przewidział znęcanie się nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny.

Samo pojęcie „znęcania się” nie zostało w Kodeksie karnym zdefiniowane poprzez zamknięte wyliczenie czynności sprawcy. Jego znaczenie jest więc ustalane z uwzględnieniem charakteru i całokształtu konkretnych zachowań. Znęcanie psychiczne może polegać przykładowo na poniżaniu, wyszydzaniu, grożeniu, zastraszaniu, uporczywym kontrolowaniu czy innych formach zadawania cierpienia psychicznego. Nie oznacza to jednak, że każda kłótnia, obraźliwa wypowiedź albo konflikt pomiędzy bliskimi osobami stanowi przestępstwo z art. 207 k.k. Zachowanie musi osiągnąć taki stopień intensywności i dolegliwości, aby w świetle okoliczności konkretnej sprawy można było zakwalifikować je jako znęcanie. Najczęściej jest ono procesem obejmującym powtarzające się zachowania rozciągnięte w czasie, choć w orzecznictwie dopuszcza się również możliwość zakwalifikowania jako znęcania zachowania jednorazowego, jeżeli jest ono odpowiednio intensywne i rozciągnięte w czasie.

Kto może być pokrzywdzonym w sprawie o znęcanie psychiczne?

Art. 207 Kodeksu karnego nie chroni każdej osoby w każdej relacji społecznej. Przepis dotyczy przede wszystkim osób najbliższych oraz osób pozostających w zależności od sprawcy. Osobą najbliższą może być m.in. małżonek, były małżonek, partner, dziecko, rodzic, rodzeństwo, osoba pozostająca we wspólnym pożyciu albo inna osoba wskazana w definicji ustawowej. W praktyce najczęściej chodzi o przemoc psychiczną w rodzinie, w związku, wobec dziecka, rodzica, osoby starszej lub osoby zależnej od sprawcy mieszkaniowo, finansowo albo opiekuńczo.

Znaczenie ma także relacja zależności. Może być ona stała albo przemijająca. Nie musi wynikać wyłącznie z więzi rodzinnej. Istotne jest to, czy sprawca ma realną przewagę nad pokrzywdzonym i może ją wykorzystywać do wywierania presji, kontroli lub poniżania.

Jakie zachowania mogą stanowić znęcanie psychiczne?

Znęcanie psychiczne może przyjmować wiele form. Do najczęściej spotykanych należą stałe wyzwiska, poniżanie, ośmieszanie, grożenie, szantażowanie, kontrolowanie kontaktów z innymi osobami, ograniczanie dostępu do pieniędzy, wzbudzanie strachu, izolowanie, manipulowanie dziećmi, uporczywe krytykowanie, niszczenie rzeczy należących do pokrzywdzonego albo celowe wywoływanie poczucia bezradności. W sprawach rodzinnych często pojawia się również kontrola telefonu, sprawdzanie wiadomości, zakazywanie kontaktów z bliskimi, śledzenie, wymuszanie określonego zachowania lub grożenie odebraniem dzieci.

Nie ma zamkniętego katalogu zachowań, które mogą zostać uznane za znęcanie psychiczne. O kwalifikacji prawnej decyduje nie etykieta nadana przez strony, ale rzeczywisty charakter działań. Jeżeli zachowania są powtarzalne, nacechowane przewagą sprawcy i prowadzą do cierpienia psychicznego, poniżenia, strachu lub podporządkowania pokrzywdzonego, mogą wypełniać znamiona przestępstwa z art. 207 k.k.

Czy pojedyncza kłótnia wystarczy do uznania znęcania psychicznego?

Co do zasady nie. Znęcanie psychiczne zakłada pewną rozciągłość w czasie i powtarzalność zachowań. Jednorazowa awantura, nawet bardzo przykra, zwykle nie będzie wystarczająca do przypisania sprawcy odpowiedzialności z art. 207 k.k. Może natomiast stanowić inne przestępstwo, np. groźbę karalną, naruszenie nietykalności cielesnej, zniewagę albo zniszczenie mienia, jeśli spełnione są warunki odpowiednich przepisów.

W praktyce sprawy o znęcanie psychiczne opierają się na wykazaniu pewnego schematu. Chodzi o powtarzalne działania, które w dłuższym okresie tworzą atmosferę strachu, upokorzenia, kontroli lub psychicznego podporządkowania. Sąd nie analizuje pojedynczych wypowiedzi w oderwaniu od całości relacji. Bada, czy poszczególne zdarzenia łączą się w jeden mechanizm przemocy.

Znęcanie psychiczne a konflikt rodzinny. Gdzie przebiega granica?

O tym, czy dane zachowanie będzie mogło być zakwalifikowane jako forma znęcania się, w dużej mierze będą decydować takie czynniki, jak stopień natężenia tychże zachowań, przewaga jednej strony oraz skutki odczuwalne przez pokrzywdzonego. Konflikt zakłada pewną wzajemność, nawet jeśli przebiega ostro. Znęcanie psychiczne opiera się natomiast na dominacji sprawcy i systematycznym krzywdzeniu drugiej osoby.

Dlatego w sprawach z art. 207 k.k. tak ważne jest dokładne odtworzenie relacji. Sąd będzie badał, czy strony pozostawały w konflikcie, czy jedna z nich konsekwentnie wykorzystywała przewagę. Znaczenie mają nie tylko słowa, ale też kontekst: zależność finansowa, wspólne mieszkanie, obecność dzieci, stan zdrowia pokrzywdzonego, wcześniejsze interwencje policji, próby szukania pomocy oraz reakcje sprawcy na sprzeciw.

Jak udowodnić znęcanie psychiczne?

Udowodnienie znęcania psychicznego wymaga zebrania materiału pokazującego długotrwały i powtarzalny charakter przemocy. Najważniejsze są dowody, które pozwalają odtworzyć przebieg zdarzeń oraz ich wpływ na pokrzywdzonego. W praktyce podstawowe znaczenie mają zeznania osoby pokrzywdzonej, zeznania świadków, korespondencja, nagrania, dokumentacja medyczna, dokumentacja psychologiczna, notatki z interwencji policji, dokumenty z procedury Niebieskiej Karty oraz wszelkie materiały potwierdzające przebieg przemocy.

Warto prowadzić chronologiczny opis zdarzeń. Powinien zawierać daty, miejsca, opis zachowania sprawcy, obecność świadków i skutki dla pokrzywdzonego. Taki zapis nie zastępuje innych dowodów, ale pomaga uporządkować sprawę i później precyzyjnie przedstawić ją organom ścigania lub sądowi. W sprawach o przemoc psychiczną znaczenie mają także szczegóły. Pojedyncza wiadomość może nie przesądzać sprawy, ale kilkadziesiąt wiadomości, połączonych z nagraniami, zeznaniami świadków i dokumentacją leczenia, może stworzyć spójny obraz znęcania.

Jakie dowody są najważniejsze w sprawie o znęcanie psychiczne?

Nie istnieje jeden dowód, który zawsze przesądza sprawę. Najczęściej skuteczna jest kombinacja kilku źródeł. Zeznania pokrzywdzonego mają duże znaczenie, ale z perspektywy procesowej warto je wzmacniać innymi materiałami. Mogą to być wiadomości SMS, e-maile, komunikatory, nagrania awantur, zdjęcia zniszczonych rzeczy, dokumentacja z wizyt u psychologa lub psychiatry, zaświadczenia lekarskie, informacje o leczeniu, dokumenty z ośrodka pomocy społecznej, notatki policyjne i dokumentacja Niebieskiej Karty.

Istotne są również zeznania osób, które widziały przemoc albo obserwowały jej skutki. Świadkiem może być członek rodziny, sąsiad, znajomy, nauczyciel dziecka, pracownik socjalny, policjant albo psycholog. W wielu sprawach osoby z zewnątrz nie widzą bezpośrednio przemocy, ale mogą potwierdzić zmianę zachowania pokrzywdzonego, jego lęk, izolację, pogorszenie stanu zdrowia lub relacje o konkretnych zdarzeniach przekazywane na bieżąco.

Czym jest Niebieska Karta i jakie ma znaczenie dowodowe?

Procedura Niebieskiej Karty służy dokumentowaniu i przeciwdziałaniu przemocy domowej. Nie zastępuje postępowania karnego i sama w sobie nie przesądza o winie sprawcy, ale może mieć duże znaczenie dowodowe. Pokazuje, kiedy problem został zgłoszony, jakie okoliczności opisano, jakie działania podjęły instytucje oraz czy sytuacja miała charakter powtarzalny.

W praktyce dokumentacja Niebieskiej Karty może pomóc wykazać, że przemoc nie była incydentalna. Jest szczególnie ważna wtedy, gdy pokrzywdzony przez długi czas nie składał zawiadomienia o przestępstwie, ale wcześniej szukał pomocy w policji, ośrodku pomocy społecznej, szkole, placówce medycznej lub u członków zespołu interdyscyplinarnego.

Gdzie zgłosić znęcanie psychiczne?

Znęcanie psychiczne można zgłosić na policji albo w prokuraturze. Zawiadomienie powinno możliwie precyzyjnie opisywać zachowania sprawcy, czas ich trwania, częstotliwość, świadków, skutki oraz dostępne dowody. Warto unikać ogólnych sformułowań bez opisania konkretnych zdarzeń. Organy ścigania potrzebują faktów: dat, treści gróźb, opisów awantur, informacji o interwencjach i wskazania osób, które mogą potwierdzić relację pokrzywdzonego.

Jeżeli istnieje bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa, należy niezwłocznie wezwać policję. W sprawach związanych z przemocą domową funkcjonariusze mogą zastosować wobec sprawcy nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania oraz jego bezpośredniego otoczenia albo zakaz zbliżania się do mieszkania i jego otoczenia, zakaz zbliżania się do osoby doznającej przemocy, zakaz kontaktowania się z nią lub zakaz wstępu do określonych miejsc. Środki te mogą zostać zastosowane, jeżeli w toku interwencji zostanie stwierdzone, że zachowanie sprawcy stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej przemocą domową. Podstawę prawną stanowią przepisy ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy domowej oraz ustawy o Policji. Ocenę, jakie środki mogą zostać zastosowane w konkretnej sprawie, warto skonsultować z pełnomocnikiem lub bezpośrednio z organami prowadzącymi postępowanie.

Co grozi za znęcanie psychiczne?

Za znęcanie psychiczne w typie podstawowym z art. 207 § 1 Kodeksu karnego grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jeżeli pokrzywdzonym jest osoba nieporadna ze względu na wiek, stan psychiczny lub fizyczny, odpowiedzialność jest surowsza i wynosi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Jeżeli czyn połączony jest ze szczególnym okrucieństwem, sprawcy grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Najsurowsza odpowiedzialność dotyczy sytuacji, w której następstwem znęcania jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie. W takim przypadku ustawowe zagrożenie wynosi od 2 do 15 lat pozbawienia wolności.

Oprócz kary sąd może stosować środki służące ochronie pokrzywdzonego – np. zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym, zakaz zbliżania się, nakaz opuszczenia wspólnie zajmowanego lokalu albo inne rozstrzygnięcia mające zabezpieczyć ofiarę. W praktyce dla osoby pokrzywdzonej często równie ważne jak kara jest realne przerwanie przemocy i odzyskanie poczucia bezpieczeństwa.

Czy znęcanie psychiczne jest ścigane z urzędu?

Znęcanie psychiczne z art. 207 Kodeksu karnego jest przestępstwem ściganym z urzędu. Oznacza to, że jeżeli policja lub prokuratura uzyskają wiarygodną informację o możliwości popełnienia tego przestępstwa, mają obowiązek podjąć czynności i ocenić, czy istnieją podstawy do wszczęcia oraz prowadzenia postępowania. Sam fakt, że osoba pokrzywdzona po złożeniu zawiadomienia zdecyduje się wycofać zawiadomienie, nie powoduje automatycznego zakończenia postępowania. Ma to szczególne znaczenie w sprawach przemocy domowej, w których ofiary nierzadko pozostają pod wpływem sprawcy, obawiają się konsekwencji zgłoszenia lub liczą na poprawę sytuacji po jego przeprosinach.

Ściganie z urzędu nie oznacza jednak, że stanowisko pokrzywdzonego pozostaje bez znaczenia. Jego zeznania, przedstawione dowody, wskazanie świadków oraz aktywny udział w postępowaniu często mają istotny wpływ na możliwość udowodnienia zarzutów. Przepisy przewidują również określone uprawnienia procesowe pokrzywdzonego. Przykładowo osoba najbliższa dla oskarżonego może odmówić składania zeznań na podstawie art. 182 Kodeksu postępowania karnego, a każdy świadek ma prawo odmówić odpowiedzi na konkretne pytanie, jeżeli mogłaby ona narazić jego lub osobę mu najbliższą na odpowiedzialność karną (art. 183 k.p.k.). Zakres tych uprawnień zależy jednak od okoliczności konkretnej sprawy i sytuacji procesowej pokrzywdzonego.

Znęcanie psychiczne a przemoc psychiczna. Czy to to samo?

Pojęcia te są często używane zamiennie, ale nie zawsze oznaczają to samo. Przemoc psychiczna jest pojęciem szerszym i może opisywać różne zachowania naruszające godność, spokój, poczucie bezpieczeństwa i autonomię drugiej osoby. Znęcanie psychiczne w rozumieniu art. 207 k.k. jest natomiast kategorią prawa karnego. Aby zachowanie zostało uznane za przestępstwo, musi spełniać konkretne przesłanki ustawowe.

W praktyce oznacza to, że każde znęcanie psychiczne jest formą przemocy psychicznej, ale nie każda przemoc psychiczna automatycznie będzie przestępstwem z art. 207 k.k. Czasem możliwe jest jednak zastosowanie innych przepisów, np. dotyczących gróźb karalnych, uporczywego nękania, zniewagi, naruszenia nietykalności cielesnej, niszczenia mienia albo naruszenia dóbr osobistych.

Fałszywe oskarżenie o znęcanie psychiczne. Dlaczego sprawy z art. 207 k.k. wymagają ostrożności?

Osoba niesłusznie oskarżona również powinna reagować procesowo. W takiej sytuacji istotne jest zabezpieczenie korespondencji, nagrań, danych świadków, dokumentów potwierdzających przebieg relacji oraz wszelkich materiałów pokazujących kontekst sprawy. Obrona przed zarzutem z art. 207 k.k. nie powinna opierać się na prostym zaprzeczaniu. Wymaga analizy dowodów i przedstawienia alternatywnego, wiarygodnego przebiegu zdarzeń.

Jak chronić się przed fałszywymi oskarżeniami o znęcanie psychiczne?

Zarzut znęcania psychicznego z art. 207 Kodeksu karnego może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych i osobistych. Jednocześnie samo zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa nie oznacza automatycznie, że doszło do popełnienia czynu zabronionego. Organy ścigania oraz sąd mają obowiązek ustalić rzeczywisty przebieg zdarzeń i ocenić, czy konkretne zachowania rzeczywiście wyczerpują znamiona przestępstwa znęcania.

Osoba, wobec której pojawiają się zarzuty znęcania psychicznego, powinna przede wszystkim zachować ostrożność w kontaktach z organami prowadzącymi postępowanie i nie podejmować działań pod wpływem emocji. Istotne znaczenie ma zabezpieczenie własnych dowodów, które mogą potwierdzać rzeczywisty charakter relacji między stronami. Mogą to być między innymi wiadomości tekstowe, korespondencja elektroniczna, nagrania, dokumentacja dotycząca kontaktów z drugą stroną, a także zeznania świadków, którzy znają sytuację rodzinną lub zawodową stron.

W sprawach o znęcanie psychiczne szczególne znaczenie ma kontekst całej relacji. Przestępstwo z art. 207 k.k. wymaga ustalenia, że zachowanie sprawcy miało charakter umyślny, powtarzalny lub szczególnie dotkliwy oraz przybrało formę znęcania, a nie jedynie zwykłego konfliktu interpersonalnego.

W przypadku uzyskania informacji o zawiadomieniu lub wszczęciu postępowania warto skonsultować sytuację z adwokatem lub radcą prawnym zajmującym się sprawami karnymi. Obrońca może pomóc ocenić materiał dowodowy, przygotować odpowiednią strategię procesową oraz zadbać o prawidłową realizację praw osoby podejrzewanej lub podejrzanej. Szybka reakcja ma znaczenie, ponieważ już pierwsze czynności w postępowaniu przygotowawczym mogą wpływać na dalszy kierunek sprawy.

Rola prawnika w sprawie o znęcanie psychiczne

Profesjonalna pomoc prawna w sprawach o znęcanie psychiczne jest niezwykle ważna. Pokrzywdzony często potrzebuje wsparcia w przygotowaniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, uporządkowaniu materiału dowodowego, sformułowaniu wniosków dowodowych oraz dochodzeniu swoich praw w toku postępowania. Prawnik pomaga również ocenić, jakie środki ochrony mogą zostać zastosowane w konkretnej sprawie.

Z kolei osoba, wobec której prowadzone są czynności sprawdzające lub przygotowawcze, powinna jak najwcześniej uzyskać profesjonalną ocenę swojej sytuacji procesowej. Pomoc obrońcy już na wstępnych etapach postępowania, pozwala właściwie przygotować linię obrony, ocenić zgromadzony materiał dowodowy oraz uniknąć działań, które mogłyby niekorzystnie wpłynąć na dalszy przebieg postępowania. Nie każdy konflikt rodzinny czy trudna relacja wyczerpuje bowiem znamiona przestępstwa z art. 207 k.k., dlatego każda sprawa wymaga indywidualnej analizy.

Jeśli potrzebują Państwo profesjonalnej pomocy prawnej, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią:

[email protected]

71 737 37 22

Kancelaria prawna Wrocław Sobota Jachira

Przez lata kwestia utajniania zarobków była traktowana jako norma rynkowa i jeden z kluczowych elementów zachowania poufności w firmie. Zbliżający się termin uchwalenia polskiej ustawy implementującej przepisy Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 z dnia 10 maja 2023 r. definitywnie kończy tę erę. Dla zarządów i działów HR nie oznacza to jednak wyłącznie konieczności zmiany siatki płac – to głęboka transformacja kultury organizacyjnej, wpisująca się bezpośrednio w wymogi raportowania ESG.

Od haseł PR-owych do twardych wskaźników „S” i „G” w ESG

Jawność i równość wynagrodzeń przestały być jedynie domeną deklaracji wizerunkowych – stały się fundamentem filarów społecznych „Social” oraz ładu korporacyjnego „Governance”. Przepisy unijne nadają im konkretną, prawnie egzekwowalną treść, w której równość oznacza sprawiedliwe płace bez względu na płeć, wiek czy inne czynniki niezwiązane z kwalifikacjami, a jawność – pełną przejrzystość zasad i struktur wynagradzania.

W kontekście ESG włączenie tych wartości do strategii przynosi wymierne korzyści biznesowe:

ESG a ryzyka prawne wewnątrz organizacji

Wielu pracodawców błędnie zakłada, że zmiana ograniczy się do wymogów rekrutacyjnych. Warto jednak pamiętać, że zgodnie z Dyrektywą kandydaci do pracy zyskują prawo do informacji o początkowym wynagrodzeniu lub jego przedziale (np. w publikowanym ogłoszeniu o pracę) jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną, co ma zapewnić świadome i przejrzyste negocjacje.

Jednak prawdziwe wyzwanie prawno-organizacyjne kryje się wewnątrz firmy. Najważniejszym zadaniem staje się rzetelne wartościowanie stanowisk pracy w oparciu o kryteria neutralne pod względem płci – takie jak poziom odpowiedzialności, złożoność zadań czy wymagane kompetencje.

Bez gruntownego przeglądu i modyfikacji regulaminów wynagradzania oraz układów zbiorowych, przedsiębiorstwo wystawia się na roszczenia pracowników dotyczące odszkodowań za pracę o jednakowej wartości.

Najważniejsze kroki wdrożeniowe dla zarządów i HR

Transparentność i równość wynagrodzeń przestały być kwestią wyboru – stały się nowym standardem odpowiedzialnego prowadzenia biznesu.

W Kancelarii Sobota Jachira pomagamy organizacjom sprawnie i bezpiecznie przejść przez cały proces: od audytu prawnego i analizy ryzyka, po kompleksową przebudowę dokumentacji pracowniczej i wsparcie w integracji polityki płacowej ze strategią ESG.

Przez działkę przebiega droga dojazdowa dla sąsiada, nad nieruchomością biegnie linia energetyczna albo pod ziemią znajduje się gazociąg. W każdej z tych sytuacji właściciel gruntu może mieć do czynienia ze służebnością, ale jej charakter prawny i skutki będą zupełnie różne. Często mylone są dwa pojęcia: służebność gruntowa oraz służebność przesyłu. Choć obie instytucje ograniczają prawo własności, mają odmienny cel, inną konstrukcję prawną i wywołują różne konsekwencje dla właścicieli nieruchomości.

Czym jest służebność gruntowa?

Służebność gruntowa została uregulowana w art. 285–295 Kodeksu cywilnego. Polega na tym, że jedna nieruchomość, zwana nieruchomością obciążoną, zostaje obciążona na rzecz właściciela innej nieruchomości określonym prawem.

Najczęściej chodzi o możliwość korzystania z części cudzej działki w określonym zakresie. Typowym przykładem jest służebność drogi koniecznej, czyli prawo przejazdu i przechodu przez nieruchomość sąsiada.

Zgodnie z art. 285 § 1 k.c. służebność gruntowa może polegać:

Kluczowe znaczenie ma to, że służebność gruntowa jest zawsze związana z inną nieruchomością, tzw. nieruchomością władnącą. Oznacza to, że służy poprawie użyteczności konkretnego gruntu.

Czym jest służebność przesyłu?

Służebność przesyłu to odrębna instytucja prawa cywilnego wprowadzona do Kodeksu cywilnego w 2008 roku. Została uregulowana w art. 305¹–305⁴ k.c.

Jej celem jest umożliwienie przedsiębiorstwom przesyłowym korzystania z cudzych nieruchomości w związku z budową i eksploatacją urządzeń przesyłowych, o których mowa w art. 49 § 1 k.c. Chodzi m.in. o:

W przeciwieństwie do służebności gruntowej, służebność przesyłu ustanawiana jest nie na rzecz właściciela innej nieruchomości, lecz na rzecz przedsiębiorcy przesyłowego.

To zasadnicza różnica konstrukcyjna między tymi instytucjami.

Najważniejsza różnica – kto korzysta ze służebności?

Podstawowa różnica dotyczy podmiotu uprawnionego.

W przypadku służebności gruntowej uprawnionym jest każdoczesny właściciel nieruchomości władnącej. Prawo to pozostaje związane z konkretną działką i co do zasady nie może istnieć samodzielnie.

Natomiast służebność przesyłu przysługuje przedsiębiorcy przesyłowemu prowadzącemu działalność gospodarczą związaną z przesyłem mediów lub energii.

Oznacza to, że:

Inny cel obu służebności

Służebność gruntowa ma poprawić funkcjonalność lub użyteczność jednej nieruchomości względem drugiej. Najczęściej chodzi o zapewnienie dostępu do drogi publicznej albo umożliwienie korzystania z określonych urządzeń.

Służebność przesyłu ma natomiast umożliwić funkcjonowanie infrastruktury technicznej o charakterze publicznym lub gospodarczym.

W praktyce oznacza to, że:

Czy służebność przesyłu może zastąpić służebność gruntową?

Przed wprowadzeniem przepisów o służebności przesyłu przedsiębiorstwa energetyczne czy gazowe często korzystały ze służebności gruntowych o treści odpowiadającej służebności przesyłu. Potwierdzało to wielokrotnie orzecznictwo Sądu Najwyższego.

Obecnie jednak są to odrębne instytucje prawne. Służebność przesyłu została stworzona właśnie po to, aby uporządkować sytuację prawną urządzeń przesyłowych i wyeliminować wcześniejsze wątpliwości interpretacyjne.

W praktyce stare służebności gruntowe ustanowione dla infrastruktury przesyłowej nadal mogą obowiązywać.

Jak ustanawia się służebność gruntową i przesyłu?

Obie służebności mogą powstać:

W przypadku umowy konieczna jest forma aktu notarialnego zgodnie z art. 245 § 2 k.c.

Przy służebności przesyłu szczególne znaczenie ma art. 305² k.c., który pozwala właścicielowi nieruchomości żądać ustanowienia służebności za odpowiednim wynagrodzeniem.

Wynagrodzenie – kiedy właściciel może żądać pieniędzy?

Temat wynagrodzenia najczęściej pojawia się właśnie przy służebności przesyłu. Właściciel nieruchomości może domagać się zapłaty za ograniczenie prawa własności wynikające z obecności urządzeń przesyłowych.

Wysokość wynagrodzenia zależy m.in. od:

W przypadku służebności gruntowej wynagrodzenie również jest możliwe, ale nie zawsze występuje w praktyce. Często relacje między właścicielami nieruchomości mają charakter sąsiedzki i opierają się na wzajemnych ustaleniach.

Zasiedzenie służebności – istotne różnice

Zarówno służebność gruntowa, jak i służebność przesyłu mogą zostać nabyte przez zasiedzenie.

Podstawę stanowi art. 292 k.c. w związku z art. 172 k.c.

Termin zasiedzenia wynosi:

W sprawach dotyczących służebności przesyłu ogromne znaczenie ma obecnie problem zasiedzenia przez przedsiębiorstwa przesyłowe. Wiele firm energetycznych podnosi zarzut zasiedzenia, aby uniknąć obowiązku zapłaty wynagrodzenia właścicielom nieruchomości.

Więcej na ten temat znajdą Państwo w artykule: Zasiedzenie służebności – na czym polega?

Roszczenia za służebność przesyłu a rok 2028 – dlaczego to tak ważna data?

Dla wielu właścicieli nieruchomości rok 2028 może okazać się momentem granicznym w dochodzeniu wynagrodzenia za służebność przesyłu. Chodzi o problem zasiedzenia służebności przez przedsiębiorstwa przesyłowe, przede wszystkim firmy energetyczne, gazowe czy telekomunikacyjne, które od lat korzystają z cudzych gruntów pod linie przesyłowe, kable i inne urządzenia infrastrukturalne.

Służebność przesyłu została formalnie wprowadzona do Kodeksu cywilnego 3 sierpnia 2008 r. To właśnie od tej daty wiele przedsiębiorstw zaczyna liczyć termin prowadzący do zasiedzenia. Zgodnie z art. 172 k.c. w zw. z art. 292 k.c. zasiedzenie może nastąpić po 20 latach w przypadku dobrej wiary albo po 30 latach przy złej wierze. Oznacza to, że już w 2028 roku część przedsiębiorców może próbować wykazać przed sądami, że nabyła służebność przesyłu przez zasiedzenie.

Dla właściciela nieruchomości skutki mogą być bardzo poważne. Jeżeli sąd uzna zarzut zasiedzenia, właściciel co do zasady traci możliwość żądania wynagrodzenia za ustanowienie służebności przesyłu. Przedsiębiorstwo zachowuje prawo do dalszego korzystania z nieruchomości bez konieczności zawierania umowy i bez obowiązku wypłaty rekompensaty za samo ustanowienie służebności.

Problem dotyczy tysięcy nieruchomości w całej Polsce, szczególnie tych, przez które od lat przebiegają:

Wielu właścicieli nawet nie zdaje sobie sprawy, że czas działa na ich niekorzyść. Im później podejmą działania prawne, tym większe ryzyko, że przedsiębiorstwo skutecznie podniesie zarzut zasiedzenia.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w orzecznictwie nadal pojawiają się spory dotyczące dobrej i złej wiary przedsiębiorstw przesyłowych. Jeżeli sądy uznają, że przedsiębiorca działał w dobrej wierze, termin zasiedzenia może upłynąć właśnie w 2028 roku. Jeśli natomiast przyjęta zostanie zła wiara, termin wydłuży się do 30 lat.

Dlatego właściciele nieruchomości, na których znajdują się urządzenia przesyłowe, powinni możliwie szybko przeanalizować swoją sytuację prawną. W wielu przypadkach nadal istnieje możliwość dochodzenia wynagrodzenia albo przerwania biegu zasiedzenia poprzez podjęcie odpowiednich działań prawnych.

Więcej informacji na ten temat znajdą Państwo na stronie: https://www.sobotajachira.pl/odszkodowanie-sluzebnosc-przesylu/.

Zobacz również: Na czym polega ustanowienie służebności?

Już wkrótce wejdą w życie przepisy, które wprowadzają automatyczne wstrzymanie obowiązku spłaty rat kredytu dla kredytobiorców dochodzących swoich praw przed sądem.

To jedna z najważniejszych zmian dla frankowiczów.

Kto skorzysta z nowych przepisów?

1. Klienci, których sprawy już toczą się w sądzie

Jeżeli bankowi został już doręczony pozew, po wejściu ustawy w życie:

Wystarczy, że pozew został doręczony bankowi.

2. Klienci, którzy dopiero będą składać pozew

Jeżeli pozew zostanie wniesiony po wejściu ustawy w życie, obowiązek spłaty rat również zostanie wstrzymany.

Nastąpi to z chwilą doręczenia pozwu bankowi – bez konieczności składania wniosku o zabezpieczenie i bez oczekiwania na decyzję sądu.

Co oznacza „z mocy prawa”?

To oznacza, że:

Czy bank może potraktować brak spłaty jako zaległość?

Nie.

Nowe przepisy wprost stanowią, że:

Kiedy nowe przepisy zaczną obowiązywać?

Ustawa zacznie obowiązywać po upływie 14 dni od dnia jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Na dzień dzisiejszy ustawa nie została jeszcze opublikowana, dlatego obowiązek spłaty rat nadal istnieje.

Jeżeli publikacja nastąpi w najbliższych dniach, nowe przepisy mogą objąć już raty sierpniowe, a z pewnością będą miały zastosowanie do rat przypadających we wrześniu.

Do czasu wejścia ustawy w życie prosimy o dalszą terminową spłatę rat zgodnie z umową.

Po publikacji ustawy i ustaleniu dokładnej daty jej wejścia w życie będziemy informować Państwa na bieżąco, których spraw dotyczą nowe przepisy i od kiedy można skorzystać z ustawowego wstrzymania spłaty rat.

Więcej o kulisach wdrażania ustawy pisał r.pr. Marek Szpak: https://www.sobotajachira.pl/co-faktycznie-zmieni-ustawa-frankowa/

W dniu 24 czerwca 2026 r. Izba Cywilna Sądu Najwyższego podjęła uchwałę o sygn. akt III CZP 8/26, która może mieć istotny wpływ na dalszy kierunek orzecznictwa w sprawach dotyczących kredytów indeksowanych i denominowanych do walut obcych, w szczególności kredytów frankowych.

Przedmiotem rozstrzygnięcia było pytanie, czy możliwe jest uznanie za niedozwolone jedynie tej części mechanizmu ustalania kursów walut, która przewiduje stosowanie marży banku, przy jednoczesnym pozostawieniu średniego kursu Narodowego Banku Polskiego jako obowiązującego elementu mechanizmu przeliczeniowego.

Sąd Najwyższy udzielił odpowiedzi negatywnej, wskazując, że mechanizm ustalania kursu waluty stanowi jedno, nierozerwalne postanowienie umowne i nie może być dzielony na elementy podlegające odrębnej ocenie pod kątem abuzywności.

Koniec koncepcji „odfrankowienia” poprzez zastąpienie marży banku kursem NBP

Od wielu lat w sporach dotyczących kredytów frankowych pojawiały się argumenty, że nawet jeśli bank nie mógł dowolnie kształtować kursów walut poprzez stosowanie własnej marży, to umowa mogłaby nadal obowiązywać po zastąpieniu tego elementu średnim kursem NBP.

Uchwała III CZP 8/26 wyraźnie odrzuca taką możliwość. Zdaniem Sądu Najwyższego mechanizm ustalania kursu waluty został skonstruowany jako całość. Marża banku oraz kurs bazowy nie funkcjonują samodzielnie, lecz wspólnie tworzą sposób określania wysokości zobowiązania kredytobiorcy.

Oznacza to, że sąd nie może „usunąć” wyłącznie marży banku i pozostawić pozostałej części klauzuli kursowej w mocy.

Zgodność z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE

Stanowisko Sądu Najwyższego wpisuje się w utrwaloną linię orzeczniczą Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącą dyrektywy 93/13/EWG. TSUE wielokrotnie wskazywał, że sądy krajowe nie mogą modyfikować treści nieuczciwych postanowień umownych ani zastępować ich nowymi rozwiązaniami tylko po to, aby utrzymać umowę w mocy.

Wyjątek od tej zasady może mieć miejsce jedynie wtedy, gdy zastąpienie postanowienia wynika wprost z przepisu dyspozytywnego prawa krajowego oraz służy ochronie konsumenta przed szczególnie niekorzystnymi skutkami nieważności umowy.

Uchwała Sądu Najwyższego wzmacnia zatem pogląd, że eliminacja niedozwolonego mechanizmu kursowego nie może prowadzić do stworzenia przez sąd nowej treści umowy.

Znaczenie dla toczących się postępowań

Uchwała ma istotne znaczenie praktyczne zarówno dla kredytobiorców, jak i banków.

Po pierwsze, ogranicza możliwość formułowania argumentacji zmierzającej do utrzymania umowy poprzez zastąpienie tabel kursowych banku średnim kursem NBP.

Po drugie, wzmacnia stanowisko prezentowane w wielu wyrokach sądów powszechnych, zgodnie z którym wadliwy mechanizm indeksacji lub denominacji należy oceniać jako całość.

Po trzecie, może przyczynić się do większej jednolitości orzecznictwa w sprawach frankowych, eliminując jedną z najczęściej podnoszonych koncepcji obrony stosowanej przez banki.

Podsumowanie

Uchwała Sądu Najwyższego z 24 czerwca 2026 r. (III CZP 8/26) stanowi kolejny ważny etap rozwoju orzecznictwa dotyczącego kredytów walutowych. Potwierdza ona, że klauzula kursowa jest jednolitym mechanizmem umownym, którego nie można dzielić na elementy podlegające odrębnej ocenie.

W praktyce oznacza to odejście od koncepcji utrzymywania umów kredytowych poprzez eliminację wyłącznie marży banku i zastąpienie jej średnim kursem NBP. Rozstrzygnięcie to wzmacnia ochronę konsumentów wynikającą z dyrektywy 93/13/EWG oraz potwierdza, że sąd nie może kreować nowej treści umowy w miejsce postanowień uznanych za niedozwolone.

Choć każda sprawa wymaga indywidualnej oceny, uchwała III CZP 8/26 będzie stanowiła istotny punkt odniesienia dla sądów rozpoznających spory dotyczące kredytów indeksowanych i denominowanych do walut obcych oraz może wyznaczyć kierunek dalszego orzecznictwa w tego rodzaju sprawach.

Elektroniczne listy przewozowe e-CMR coraz śmielej wchodzą do praktyki transportowej. To nie tylko wygodniejsza forma dokumentu, ale także narzędzie, które może przyspieszyć rozliczenia i ograniczyć spory dowodowe.

W artykule wyjaśniamy, czym e-CMR różni się od skanu dokumentu, jakie ma znaczenie prawne, jakie korzyści daje przewoźnikom i załadowcom oraz dlaczego wdrożenie warto rozpocząć etapowo.

Cyfryzacja dokumentów transportowych przestała być wyłącznie tematem „na przyszłość”. Coraz więcej załadowców, spedytorów i przewoźników testuje albo wdraża elektroniczne listy przewozowe e-CMR. Pytanie nie brzmi już więc, czy e-CMR pojawi się w codziennej praktyce, ale kiedy i na jakich zasadach warto przejść z dokumentu papierowego na elektroniczny.

e-CMR to elektroniczna wersja międzynarodowego listu przewozowego CMR, stosowanego w drogowym przewozie towarów. Jego podstawą jest Protokół dodatkowy do Konwencji CMR dotyczący elektronicznego listu przewozowego. Co istotne, e-CMR nie jest zwykłym skanem papierowego dokumentu ani plikiem PDF przesłanym e-mailem. Aby dokument mógł pełnić funkcję elektronicznego listu przewozowego, musi zapewniać m.in. autentyczność, integralność danych, możliwość identyfikacji stron oraz odtworzenia treści dokumentu.

Z perspektywy prawnej kluczowe znaczenie ma to, że prawidłowo wystawiony e-CMR może mieć taką samą wartość dowodową jak tradycyjny list przewozowy. Nadal jednak trzeba pamiętać o podstawowej funkcji dokumentu CMR: potwierdza on warunki przewozu, przyjęcie towaru przez przewoźnika, ewentualne zastrzeżenia dotyczące stanu przesyłki oraz wydanie towaru odbiorcy. W razie sporu o uszkodzenie, opóźnienie, braki ilościowe czy wysokość frachtu, jakość danych w e-CMR może mieć istotne znaczenie dowodowe.

Największą zaletą wdrożenia e-CMR jest przyspieszenie obiegu dokumentów. W praktyce papierowy list CMR często wraca do przewoźnika lub spedytora po kilku, kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu dniach. To opóźnia fakturowanie, rozliczenia z podwykonawcami i obsługę reklamacji. Przy e-CMR potwierdzenie odbioru towaru może być dostępne niemal natychmiast po zakończeniu dostawy. Dla firm realizujących dużą liczbę przewozów oznacza to realną poprawę płynności i redukcję pracy administracyjnej.

Istotne są również korzyści organizacyjne. Elektroniczny obieg dokumentów ogranicza ryzyko zagubienia listu przewozowego, nieczytelnych wpisów, błędów przy przepisywaniu danych i sporów o to, która wersja dokumentu jest aktualna. Systemy e-CMR pozwalają często rejestrować czas załadunku i rozładunku, zastrzeżenia kierowcy lub odbiorcy, zdjęcia uszkodzeń, podpisy elektroniczne oraz historię zmian. To może znacząco ułatwić dochodzenie roszczeń lub obronę przed nimi.

Nie oznacza to jednak, że wdrożenie e-CMR jest pozbawione ryzyk. Po pierwsze, nie każdy kontrahent, odbiorca lub organ kontrolny w praktyce jest gotowy na pełną obsługę dokumentów elektronicznych. Po drugie, e-CMR najlepiej sprawdza się w relacjach z państwami, które akceptują rozwiązania wynikające z Protokołu e-CMR. Po trzecie, konieczne jest ustalenie jasnych procedur: kto wystawia dokument, kto może go zmieniać, w jaki sposób składane są zastrzeżenia, jak następuje potwierdzenie odbioru i kto ma dostęp do danych.

Wdrożenie powinno więc zacząć się nie od zakupu aplikacji, lecz od analizy prawnej i procesowej. Warto sprawdzić, na jakich trasach e-CMR będzie stosowany, czy kluczowi kontrahenci akceptują taki model oraz czy umowy przewozu, zlecenia transportowe i ogólne warunki współpracy przewidują elektroniczny obieg dokumentów. Dobrą praktyką jest wprowadzenie postanowień określających skuteczność e-CMR, zasady autoryzacji użytkowników, archiwizacji dokumentów, dostępu do danych i trybu postępowania w razie awarii systemu.

Nie można pominąć także kwestii bezpieczeństwa. E-CMR zawiera dane handlowe, logistyczne, a niekiedy również dane osobowe kierowców lub osób kontaktowych. Dlatego wybór dostawcy systemu powinien obejmować ocenę bezpieczeństwa IT, zgodności z RODO, lokalizacji przechowywania danych, kopii zapasowych oraz możliwości eksportu dokumentów na potrzeby kontroli lub postępowania sądowego. Warto też zadbać o szkolenie kierowców i pracowników operacyjnych – nawet najlepszy system nie zadziała prawidłowo, jeśli użytkownicy nie będą wiedzieli, kiedy i jak zgłaszać zastrzeżenia.

Czy zatem warto wdrożyć e-CMR już teraz? Tak, ale najlepiej etapowo. Dobrym rozwiązaniem jest pilotaż na wybranych trasach, z wybranymi klientami i przewoźnikami, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości wygenerowania dokumentu papierowego tam, gdzie jest to nadal potrzebne. Takie podejście pozwala ograniczyć ryzyka, sprawdzić procedury i przygotować organizację na szerszą cyfryzację transportu.

E-CMR nie jest wyłącznie narzędziem technologicznym. To zmiana w sposobie dokumentowania odpowiedzialności stron przewozu. Firmy, które przygotują się wcześniej, mogą zyskać przewagę organizacyjną, szybsze rozliczenia i lepszą kontrolę nad dowodami w razie sporu. Wdrożenie e-CMR warto więc potraktować jako inwestycję w bezpieczeństwo prawne i efektywność operacyjną, a nie tylko jako rezygnację z papieru.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

Kupiłeś bilety lotnicze, zarezerwowałeś hotel, a pracodawca nie zgadza się na urlop? Taka sytuacja może wywołać frustrację, ale nie zawsze oznacza naruszenie prawa. Choć urlop wypoczynkowy jest jednym z podstawowych uprawnień pracownika, pracodawca nie ma obowiązku zaakceptowania każdego wniosku urlopowego. W określonych sytuacjach może odmówić udzielenia urlopu, przesunąć jego termin, a nawet odwołać pracownika z rozpoczętego już wypoczynku. Kiedy jest to dopuszczalne? Sprawdź, co na ten temat mówi Kodeks pracy.

Odmowa urlopu wypoczynkowego – kiedy pracodawca ma do tego prawo?

Wysłałeś wniosek urlopowy i uznałeś sprawę za załatwioną? To częsty błąd. Wielu pracowników wychodzi z założenia, że skoro mają niewykorzystane dni urlopu, mogą wykorzystać je w dowolnym terminie. Tymczasem rzeczywistość wygląda nieco inaczej.

Prawo do urlopu wypoczynkowego podlega szczególnej ochronie, ale nie oznacza prawa do samodzielnego decydowania o terminie wypoczynku. Ustawodawca stara się bowiem zachować równowagę pomiędzy interesem pracownika a potrzebą zapewnienia niezakłóconego funkcjonowania przedsiębiorstwa.

Sam wniosek nie wystarczy

Zgodnie z Kodeksem pracy terminy urlopów są ustalane z uwzględnieniem wniosków pracowników, ale również potrzeb organizacyjnych pracodawcy. W wielu organizacjach funkcjonują plany urlopów, natomiast w innych terminy wypoczynku ustalane są indywidualnie po porozumieniu z pracownikiem.

W praktyce oznacza to jedno – pracownik nie może jednostronnie zdecydować, kiedy skorzysta z urlopu. Wniosek urlopowy jest propozycją terminu, którą pracodawca powinien rozpatrzyć, ale nie zawsze musi zaakceptować.

Kiedy pracodawca może powiedzieć „nie”?

Najczęściej przyczyną odmowy są względy organizacyjne.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której kilka osób z tego samego działu chce jednocześnie skorzystać z urlopu albo firma wchodzi właśnie w okres szczególnie intensywnej pracy. W takich przypadkach nieobecność kolejnego pracownika mogłaby sparaliżować realizację bieżących zadań.

Właśnie dlatego przepisy przewidują, że pracodawca może odmówić udzielenia urlopu w konkretnym terminie, jeśli wymaga tego zapewnienie normalnego toku pracy.

Nie oznacza to jednak pełnej swobody. Odmowa powinna być uzasadniona rzeczywistymi potrzebami organizacyjnymi, a nie wynikać wyłącznie z wygody przełożonego czy niechęci do udzielenia wolnego.

Nawet ustalony urlop nie zawsze jest gwarancją

Nie każdy zdaje sobie sprawę, że również wcześniej uzgodniony termin urlopu może zostać zmieniony.

Kodeks pracy dopuszcza przesunięcie urlopu z powodu szczególnych potrzeb pracodawcy, jeżeli nieobecność pracownika mogłaby spowodować poważne zakłócenia toku pracy.

Co istotne, nie chodzi tutaj o zwykłe trudności organizacyjne. Przesunięcie urlopu powinno mieć charakter wyjątkowy i być uzasadnione sytuacją, której pracodawca nie był w stanie wcześniej racjonalnie przewidzieć.

Są sytuacje, gdy przesunięcie urlopu jest obowiązkowe

Prawo chroni także pracownika.

Jeżeli przed rozpoczęciem urlopu pracownik zachoruje, zostanie objęty obowiązkową izolacją, rozpocznie korzystanie z urlopu macierzyńskiego albo wystąpią inne okoliczności wskazane w Kodeksie pracy, pracodawca musi przesunąć urlop na późniejszy termin. Podobnie dzieje się wtedy, gdy takie zdarzenia wystąpią już podczas trwania urlopu. Niewykorzystana część wypoczynku nie przepada – powinna zostać udzielona w innym

Czy można zostać odwołanym z wakacji?

Tak, choć powinno zdarzać się to wyjątkowo.

Pracodawca może odwołać pracownika z urlopu wyłącznie wtedy, gdy jego obecności wymagają okoliczności nieprzewidziane w chwili rozpoczynania urlopu.

Może to być na przykład nagła awaria, nieoczekiwany kryzys operacyjny czy inne zdarzenie, którego nie dało się przewidzieć wcześniej.

Co ważne, pracownik nie powinien ponosić negatywnych konsekwencji finansowych takiej decyzji. Dlatego pracodawca ma obowiązek zwrócić koszty pozostające w bezpośrednim związku z odwołaniem z urlopu.

A co z urlopem na żądanie?

Dla wielu pracowników jest to „awaryjne koło ratunkowe”.

Urlop na żądanie pozwala skorzystać z maksymalnie czterech dni wolnych w roku bez wcześniejszego planowania. Wniosek należy jednak zgłosić najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu, przed rozpoczęciem pracy.

Choć co do zasady pracodawca powinien taki urlop uwzględnić, również w tym przypadku orzecznictwo dopuszcza wyjątkowe sytuacje, w których odmowa może być uzasadniona ochroną istotnych interesów pracodawcy.

Co warto zapamiętać?

Prawo do urlopu jest gwarantowane, ale termin jego wykorzystania nie zawsze zależy wyłącznie od pracownika.

Najważniejsze zasady są proste:

Dlatego zanim kupisz bilety lotnicze lub wpłacisz zaliczkę na wymarzone wakacje, upewnij się, że termin urlopu został skutecznie uzgodniony z pracodawcą. To prosty krok, który może uchronić przed kosztownym rozczarowaniem.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

W dobie powszechnego dostępu do smartfonów nagranie rozmowy można wykonać w kilka sekund. Rosnąca dostępność technologii sprawia, że rejestrowanie rozmów stanowi obecnie jeden ze sposobów gromadzenia materiału dowodowego na potrzeby przyszłych sporów i postępowań.

Nie każda rejestracja rozmowy jest jednak dopuszczalna na tych samych zasadach. Ocena prawna zależy od tego, kto dokonuje nagrania, czy uczestniczy w rozmowie oraz w jakim celu wykorzystuje utrwalony materiał. W artykule wyjaśniamy, kiedy nagrywanie rozmów jest zgodne z prawem i jakie obowiązki spoczywają na przedsiębiorcach.

Wraz z upowszechnieniem smartfonów nagrywanie rozmów stało się czynnością łatwą do wykonania i powszechnie stosowaną w relacjach zawodowych oraz biznesowych. Rejestrowanie przebiegu rozmowy bywa postrzegane jako sposób na utrwalenie ustaleń i zabezpieczenie interesów na wypadek późniejszych nieporozumień lub sporów. Nie każda taka praktyka jest jednak oceniana jednakowo na gruncie prawa. Kluczowe znaczenie mają okoliczności nagrania, w szczególności to, czy osoba rejestrująca rozmowę w niej uczestniczy oraz w jakim celu utrwala jej przebieg.

Podstawy prawne dotyczące nagrywania rozmów – gdzie ich szukać w przepisach?

Dopuszczalność nagrywania rozmów w Polsce uregulowana jest w kilku różnych aktach prawnych. Warto sięgnąć przede wszystkim do Konstytucji RP, Kodeksu cywilnego, Kodeksu karnego oraz przepisów o RODO, a w przypadku pracodawców również do Kodeksu pracy.  Obowiązujące przepisy nie wprowadzają generalnego zakazu rejestrowania rozmów, jednak przewidują określone ograniczenia służące ochronie prywatności oraz tajemnicy komunikowania się.

Konstytucja RP gwarantuje ochronę prywatności, obejmującą życie prywatne, tajemnicę komunikowania się oraz dobre imię. Rejestrowanie rozmów może prowadzić do naruszenia tych dóbr, w szczególności gdy nagranie zostaje uzyskane niezgodnie z prawem albo ujawnione bez zgody uczestników. Z tego względu kluczowe znaczenie ma nie tylko sam sposób dokonania nagrania, lecz również jego cel oraz dalsze wykorzystanie utrwalonego materiału.

Ochrona prywatności znajduje również swoje umocowanie w regulacjach prawa europejskiego – przykładowo w art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który obejmuje ochroną tajemnicę korespondencji jako jeden z elementów prawa do poszanowania życia prywatnego. Zakres tej ochrony nie ogranicza się wyłącznie do tradycyjnej korespondencji pisemnej realizowanej za pośrednictwem usług pocztowych, lecz obejmuje również komunikację elektroniczną i głosową, w tym rozmowy telefoniczne, wiadomości e-mail oraz SMS.

Kiedy nagranie jest nielegalne?

Istotne jest przede wszystkim to, czy dana osoba bierze udział w rozmowie, czy też rejestruje komunikację, której nie jest stroną. Zgodnie z art. 267 Kodeksu karnego odpowiedzialność ponosi ten, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji, m.in. przy użyciu urządzeń lub oprogramowania służącego do podsłuchu, co w praktyce obejmuje potajemne nagrywanie rozmów osób trzecich. W takich przypadkach ryzyko odpowiedzialności karnej jest szczególnie wysokie.

Inaczej należy oceniać sytuację uczestnika rozmowy, który dokonuje jej rejestracji – co do zasady nie dochodzi wtedy do pozyskania informacji „nieprzeznaczonej dla niego” w rozumieniu tego przepisu, jak przy klasycznym podsłuchu. Nie oznacza to jednak pełnej dowolności, ponieważ samo nagranie może być dopuszczalne, natomiast jego późniejsze wykorzystanie wciąż może prowadzić do odpowiedzialności cywilnej lub skutków procesowych.

Najbezpieczniejsza sytuacja występuje zazwyczaj wtedy, gdy nagrywasz rozmowę, w której bierzesz udział, robisz to w celu zabezpieczenia dowodu na wypadek ewentualnego sporu, a następnie korzystasz z nagrania wyłącznie dla ochrony własnych interesów i nie udostępniasz go publicznie.

Warto mieć na uwadze, że nawet w przypadku braku naruszenia art. 267 Kodeksu karnego, wykonanie nagrania może wiązać się z odpowiedzialnością na gruncie przepisów Kodeksu cywilnego za naruszenie dóbr osobistych, takich jak prywatność, dobre imię czy swoboda komunikowania się. Osoba, której prawa zostały naruszone, może w takiej sytuacji domagać się m.in. zaprzestania naruszeń, usunięcia ich skutków oraz odpowiedniej rekompensaty finansowej. Największe ryzyko pojawia się zwłaszcza wtedy, gdy nagranie zostaje ujawnione osobom trzecim, opublikowane w sieci lub użyte w sposób wykraczający poza ochronę własnych interesów, np. w celu wywarcia presji lub zdyskredytowania drugiej strony. W praktyce to właśnie sposób wykorzystania nagrania, a nie samo jego wykonanie, najczęściej prowadzi do sporów prawnych.

Granice uprawnień pracodawcy

Nagrywanie pracowników nie jest pozostawione wyłącznie decyzji pracodawcy, ponieważ zasady w tym zakresie wynikają z Kodeksu pracy, przepisów RODO oraz regulacji chroniących prywatność pracowników. Zgodnie z art. 11 1 Kodeksu pracy pracodawca ma obowiązek szanować godność i dobra osobiste zatrudnionych osób, dlatego potajemne rejestrowanie ich rozmów może zostać uznane za naruszenie prawa. Takie działania mogą prowadzić nie tylko do sporów z pracownikami, ale również do odpowiedzialności związanej z naruszeniem przepisów o ochronie danych osobowych.

W dalszych przepisach Kodeksu pracy dopuszczono stosowanie określonych form monitoringu wizyjnego, jednak nie oznacza to swobody w zakresie rejestrowania dźwięku. Monitoring umożliwiający rejestrację obrazu może być stosowany wyłącznie w konkretnym celu spośród tych wskazanych w art. 22 2 Kodeksu pracy, takim jak zapewnienie bezpieczeństwa pracowników, ochrona mienia, kontrola procesu produkcji czy ochrona informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Pracodawca ma obowiązek poinformować pracowników o planowanym wprowadzeniu monitoringu co najmniej 2 tygodnie wcześniej. Informacja ta powinna obejmować cel monitoringu, jego zakres oraz sposób, w jaki będzie prowadzona rejestracja. Szczegółowe zasady jego stosowania powinny zostać określone w regulaminie pracy lub innym wewnętrznym akcie obowiązującym w zakładzie pracy.

W praktyce największe wątpliwości budzi nagrywanie rozmów, ponieważ przepisy nie przewidują ogólnego uprawnienia do stałego rejestrowania dźwięku w miejscu pracy. Zdaniem Prezesa UODO rejestracja dźwięku może zostać uznana za nadmiarową formę przetwarzania danych i wiązać się z odpowiedzialnością administracyjną i cywilną, a nawet karną. Niedopuszczalne jest również stosowanie monitoringu wizyjnego w miejscach, w których pracownicy mają prawo oczekiwać szczególnej ochrony prywatności, takich jak toalety, szatnie czy pomieszczenia socjalne.

Podsumowując, naruszenie tych zasad może skutkować odpowiedzialnością pracodawcy na kilku płaszczyznach. Pracownik może dochodzić ochrony swoich dóbr osobistych przed sądem cywilnym, a Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych może nałożyć sankcje za niezgodne z prawem przetwarzanie danych osobowych. W skrajnych przypadkach zastosowanie mogą znaleźć również przepisy prawa karnego, jeżeli sposób pozyskania nagrania będzie odpowiadał znamionom czynu zabronionego.

Wprowadzając monitoring w miejscu pracy, pracodawca powinien pamiętać o obowiązujących przepisach oraz poszanowaniu prywatności pracowników. Prawidłowe wdrożenie takich rozwiązań pozwala ograniczyć ryzyko sporów i uniknąć niepotrzebnych konsekwencji prawnych. W razie pytań lub wątpliwości związanych z legalnym wdrożeniem monitoringu pomocne może okazać się wsparcie kancelarii specjalizującej się w prawie pracy i ochronie danych osobowych.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

Zmiana formy prowadzenia biznesu może ograniczyć ryzyko, poprawić wizerunek i otworzyć nowe możliwości podatkowe – ale nie zawsze się opłaca.

Sprawdź, kiedy przekształcenie JDG w spółkę z o.o. jest racjonalną decyzją, a kiedy może generować niepotrzebne koszty i obowiązki.

Wybór formy prowadzenia działalności gospodarczej pozostaje jedną z kluczowych decyzji o charakterze biznesowym. W praktyce obrotu coraz częściej obserwuje się przekształcanie jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Zmiana ta nie powinna być jednak traktowana jako rozwiązanie uniwersalne – jej zasadność zależy od szeregu przesłanek prawnych, podatkowych i ekonomicznych.

Podstawową różnicą pomiędzy JDG a spółką z o.o. jest zakres odpowiedzialności przedsiębiorcy. W przypadku działalności jednoosobowej przedsiębiorca odpowiada za zobowiązania całym swoim majątkiem, bez ograniczeń. Tymczasem w spółce z o.o. co do zasady ryzyko wspólnika ogranicza się do wniesionego wkładu, co istotnie redukuje ekspozycję majątku prywatnego. W realiach rosnącej liczby postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych aspekt ten ma istotne znaczenie.

Nie oznacza to jednak zupełnego uchylenia się od odpowiedzialności. Członkowie zarządu spółki z o.o. ponoszą subsydiarną odpowiedzialność za zobowiązania spółki, w szczególności w sytuacji niezgłoszenia wniosku o upadłość w ustawowym terminie. W praktyce wymaga to wdrożenia odpowiednich mechanizmów nadzoru finansowego oraz bieżącej analizy płynności.

Z perspektywy podatkowej przekształcenie JDG w spółkę z o.o. może przynieść zarówno korzyści, jak i dodatkowe obciążenia. Spółka z o.o. podlega opodatkowaniu CIT, co w połączeniu z opodatkowaniem dywidendy prowadzi do tzw. podwójnego opodatkowania. Niemniej jednak dostępność estońskiego CIT czy możliwość optymalizacji wynagrodzeń członków zarządu sprawiają, że efektywne opodatkowanie może być konkurencyjne względem JDG, zwłaszcza przy wyższych dochodach.

Istotnym czynnikiem jest również skala prowadzonej działalności. Spółka z o.o. jest rozwiązaniem szczególnie uzasadnionym w przypadku zwiększonego ryzyka gospodarczego, prowadzenia działalności inwestycyjnej, zatrudniania pracowników czy współpracy z większymi kontrahentami. Forma ta sprzyja także budowaniu wiarygodności rynkowej oraz ułatwia pozyskiwanie finansowania zewnętrznego.

Z kolei zaś, w przypadku działalności o niewielkiej skali, niskim ryzyku oraz ograniczonych przychodach, JDG pozostaje rozwiązaniem bardziej elastycznym i mniej sformalizowanym. Spółka z o.o. wiąże się bowiem z wyższymi kosztami operacyjnymi, obowiązkiem prowadzenia pełnej księgowości oraz bardziej rozbudowanymi wymogami korporacyjnymi.

Na szczególną uwagę zasługuje także aspekt sukcesji oraz planowania majątkowego. Spółka z o.o. umożliwia łatwiejsze przenoszenie udziałów oraz kontynuację działalności niezależnie od osoby wspólnika, co w praktyce stanowi istotny argument w długofalowym planowaniu prowadzenia biznesu.

Reasumując, decyzja o przekształceniu JDG w spółkę z o.o. powinna być poprzedzona wieloaspektową analizą. Nie jest to wyłącznie wybór formy prawnej, lecz element strategii zarządzania ryzykiem, podatkami i rozwojem przedsiębiorstwa. W praktyce doradczej kluczowe znaczenie ma indywidualizacja rekomendacji – uwzględniająca zarówno aktualną sytuację przedsiębiorcy, jak i jego cele długoterminowe.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

W małych firmach pomoc rodziny jest czymś naturalnym. Rodzic odbierze telefon, małżonek pomoże przy dokumentach, dorosłe dziecko obsłuży klienta czy pojedzie po towar. Gdy taka pomoc jest nieodpłatna, przedsiębiorcy często pytają, czy w ogóle trzeba ją rozliczać. Odpowiedź zależy od tego, o jakie rozliczenie chodzi. Na gruncie ZUS kluczowy jest status „osoby współpracującej”, a w PIT – zasady dotyczące nieodpłatnych świadczeń oraz zwolnienie dla świadczeń otrzymanych od najbliższej rodziny.

Kiedy członek rodziny jest osobą współpracującą?

Za osobę współpracującą uważa się m.in. małżonka, dzieci, rodziców, macochę, ojczyma oraz osoby przysposabiające, jeżeli pozostają z przedsiębiorcą we wspólnym gospodarstwie domowym i współpracują przy prowadzeniu działalności. Warunki te muszą wystąpić łącznie, a więc sam fakt pokrewieństwa nie wystarczy.

W praktyce przykładowo rodzic pomagający dziecku w firmie może być osobą współpracującą, ale tylko wtedy, gdy prowadzi z nim wspólne gospodarstwo domowe i realnie uczestniczy w działalności. Jeżeli rodzice mieszkają osobno i nie prowadzą z przedsiębiorcą wspólnego gospodarstwa domowego, ich nieodpłatna pomoc co do zasady nie tworzy statusu osoby współpracującej dla celów ZUS. Nie ma wówczas również podstaw do zgłoszenia ich do ubezpieczeń.

Trzeba jednak pamiętać o istotnym zastrzeżeniu. Jeżeli strony zawrą umowę o pracę, zlecenie albo inną odpłatną umowę, obowiązki składkowe należy oceniać według właściwego tytułu ubezpieczenia. Nieodpłatna, rodzinna pomoc to zupełnie inna sytuacja niż formalne zatrudnienie członka rodziny.

Nieodpłatność nie zawsze wyłącza ZUS

Częstym błędem jest założenie, że skoro członek rodziny nie otrzymuje wynagrodzenia, to ZUS w ogóle nie wystąpi. Tak nie jest. Jeżeli dana osoba spełnia definicję osoby współpracującej, obowiązek ubezpieczeniowy może powstać również przy pomocy nieodpłatnej. Dotyczy to na przykład małżonka albo rodzica, który mieszka z przedsiębiorcą i stale pomaga przy prowadzeniu firmy.

W takiej sytuacji przedsiębiorca powinien zgłosić osobę współpracującą do ZUS i opłacać składki na zasadach właściwych dla osoby prowadzącej działalność gospodarczą – w praktyce mówimy więc o pełnym „dużym ZUS-ie”.

Jak wygląda rozliczenie w PIT?

Z perspektywy podatku dochodowego nieodpłatna pomoc może być traktowana jako nieodpłatne świadczenie otrzymane przez przedsiębiorcę. Co do zasady wartość świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń może stanowić przychód z działalności gospodarczej.

Nie oznacza to jednak automatycznie podatku do zapłaty. Ustawa o PIT przewiduje zwolnienie dla wartości świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń otrzymanych od osób zaliczonych do I i II grupy podatkowej w rozumieniu przepisów o podatku od spadków i darowizn. Do I grupy należą m.in. małżonek, dzieci, rodzice, rodzeństwo, ojczym, macocha, zięć, synowa i teściowie. Rodzice przedsiębiorcy są więc objęci tą grupą.

W konsekwencji, jeżeli matka lub ojciec nieodpłatnie pomagają dziecku w prowadzeniu firmy, wartość tej pomocy może być przychodem z działalności, ale przychodem zwolnionym z PIT. W praktyce oznacza to brak podatku dochodowego od wartości takiej rodzinnej pomocy.

Przykład: rodzice pomagają, ale mieszkają osobno

Jeżeli rodzice pomagają w firmie nieodpłatnie, lecz nie prowadzą z przedsiębiorcą wspólnego gospodarstwa domowego, nie spełniają definicji osoby współpracującej dla celów ZUS. Nie ma więc obowiązku zgłoszenia ich do ubezpieczeń wyłącznie z tytułu takiej rodzinnej pomocy.

Jednocześnie wartość ich wsparcia – np. pomoc przy obsłudze zamówień, kontakcie z klientami czy czynnościach organizacyjnych – mieści się w kategorii nieodpłatnych świadczeń. Ponieważ rodzice należą do I grupy podatkowej, zastosowanie znajdzie zwolnienie z PIT. Efekt podatkowy jest więc neutralny – powstaje kategoria przychodu, ale nie powstaje podatek do zapłaty.

Co warto zapamiętać?

Najważniejsze jest rozdzielenie dwóch porządków. Dla ZUS decyduje to, czy członek rodziny spełnia definicję osoby współpracującej, w tym czy pozostaje z przedsiębiorcą we wspólnym gospodarstwie domowym. Jeżeli tego warunku nie ma, sama nieodpłatna pomoc rodziców nie rodzi obowiązku zgłoszenia ich do ZUS.

Dla PIT istotne jest natomiast to, od kogo przedsiębiorca otrzymuje świadczenie. Wsparcie od najbliższej rodziny może być nieodpłatnym świadczeniem, ale w przypadku osób z I i II grupy podatkowej korzysta ze zwolnienia. Dlatego w typowej sytuacji, gdy rodzice pomagają dorosłemu dziecku w firmie nieodpłatnie i nie prowadzą z nim wspólnego gospodarstwa domowego, pomoc ta nie rodzi obowiązku wobec ZUS, a jej wartość jest zwolniona z podatku dochodowego.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

Prezydent podpisał ustawę o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego (dalej: ustawa frankowa). Co konkretnie przewiduje ustawa frankowa? Z założenia nowe przepisy mają na celu prowadzić do przyspieszenia postępowań i zmniejszenia obciążenia sądów powszechnych. Czy rzeczywiście tak będzie?

Trzeba podkreślić, że ustawa frankowa obejmie wyłącznie konsumentów, którzy zawarli umowy kredytów lub pożyczek hipotecznych waloryzowane (denominowane lub indeksowane) kursem waluty franka szwajcarskiego (CHF) – dotyczy to również ich spadkobierców i osób, które przystąpiły do długu lub poręczyły za dług wynikający z umowy frankowej. Ustawa znajdzie zastosowanie zarówno w sprawach toczących się w momencie jej wejścia w życie, jak i w tych, które zostaną rozpoczęte po jej wprowadzeniu. To ważne założenie, bowiem w istocie każdy „frankowicz”, który już zdecydował się na postępowanie sądowe albo dopiero rozważa złożenie pozwu do sądu, zostanie objęty poniższymi zmianami.

Do najważniejszych rozwiązań przewidzianych w ustawie należy zaliczyć: 

Komentarz eksperta: 

Ustawa frankowa ma przede wszystkim odciążyć wymiar sprawiedliwości i sądy powszechne, czemu sprzyjać ma umożliwienie szybszego procedowania spraw frankowych. Nowe przepisy nie wprowadzają fundamentalnych zmian o charakterze materialnoprawnym, a regulacje służą jedynie usprawnieniu procedur bez ingerowania w kierunek wydawanych wyroków.  

Z pewnością pozytywnie trzeba ocenić wstrzymanie konieczności zapłaty przez kredytobiorcę bieżących rat na rzecz banku z chwilą doręczenia bankowi pozwu wniesionego przez konsumenta – w wielu przypadkach to zasadniczo odciąży budżety domowe i nakłoni do złożenia pozwów kolejnych kredytobiorców.  

Po wejściu w życie ustawy postępowania sądowe przed sądami pierwszej i drugiej instancji powinny trwać krócej i przebiegać sprawniej niż do tej pory, co ma fundamentalne znaczenie zwłaszcza dla konsumentów. Kredytobiorcy dzięki tej ustawie mogą liczyć nie tylko na szybciej zapadające orzeczenia, ale i na korzystniejsze dla nich propozycje ugodowe od pozwanych banków.  

Banki powinny czuć się zniechęcone przedłużaniem postępowań sądowych za wszelką cenę, co obecnie stanowi nagminną praktykę przed sądami wszystkich apelacji w kraju. Co warte podkreślenia, nowe przepisy nie znajdą zastosowania ani w przypadku umów waloryzowanych kursem dolara, euro, jena japońskiego, funta i innych walut, ani względem spraw toczących się przeciwko bankom objętym postępowaniem restrukturyzacyjnym czy upadłościowym, co może rodzić pytania o równe traktowanie konsumentów-kredytobiorców zawierających kilkanaście lat temu zbieżne co do klauzul abuzywnych umowy.  

Dodatkowo w środowisku podnosi się spóźniony charakter wprowadzanych zmian, jak i całej ustawy.  

Co kluczowe, w pracach nad ustawą parlament nie wyraził zgody na postanowienie wydłużające czas na skuteczne złożenie przez banki zarzutu potrącenia, co znacznie osłabiłoby sytuację kredytobiorców – w tym kontekście ustawa frankowa wzmacnia sytuację konsumentów. 

Autor: radca prawny Marek Szpak

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2 lipca 2026 r. w sprawie C-261/25 (Ścierbek) należy do najważniejszych rozstrzygnięć dotyczących rozliczeń po stwierdzeniu nieważności umów kredytów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego. Po kilku latach sporów dotyczących skutków abuzywności postanowień umownych, TSUE odpowiedział na pytanie prejudycjalne odnoszące się do początku biegu przedawnienia roszczeń banku o zwrot wypłaconego kapitału.

Choć wyrok nie zmienia zasad odpowiedzialności stron po stwierdzeniu nieważności umowy, ma ogromne znaczenie praktyczne. Rozstrzyga bowiem, od jakiego momentu bank może utracić możliwość skutecznego dochodzenia zwrotu kapitału z powodu upływu terminu przedawnienia.

Problem prawny

W polskiej praktyce orzeczniczej przez wiele lat prezentowano konkurencyjne koncepcje dotyczące początku biegu przedawnienia roszczeń banków.

Pierwsza zakładała, że termin powinien być liczony już od chwili wypłaty kredytu. Drugie stanowisko wiązało początek biegu przedawnienia z prawomocnym wyrokiem stwierdzającym nieważność umowy. Trzecia koncepcja – która stopniowo zyskiwała przewagę zarówno w orzecznictwie Sądu Najwyższego, jak i sądów powszechnych – wskazywała, że termin rozpoczyna się dopiero w chwili, gdy konsument zakwestionuje związanie umową i wyrazi wolę skorzystania z ochrony wynikającej z dyrektywy 93/13.

To właśnie zgodność tej ostatniej koncepcji z prawem Unii stała się przedmiotem pytań prejudycjalnych skierowanych do TSUE.

Stanowisko Trybunału

Trybunał uznał, że dyrektywa 93/13 nie sprzeciwia się rozwiązaniu, zgodnie z którym termin przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału rozpoczyna swój bieg dopiero od chwili, gdy konsument po raz pierwszy zakwestionuje wiążący charakter nieuczciwych warunków umowy. Dopóki konsument nie zdecyduje się skorzystać z ochrony przewidzianej przez prawo Unii, bank nie dysponuje skutecznym roszczeniem restytucyjnym wynikającym z nieważności umowy.

Jednocześnie TSUE podkreślił, że takie rozwiązanie nie narusza zasady skuteczności ani zasady równoważności prawa Unii. Bank uzyskuje bowiem wiedzę o stanowisku konsumenta już w chwili zakwestionowania przez niego umowy i od tego momentu może racjonalnie podjąć decyzję o dochodzeniu swoich roszczeń.

Znaczenie dla polskiego prawa

Rozstrzygnięcie TSUE stanowi przede wszystkim potwierdzenie kierunku wyznaczonego wcześniej przez polskie orzecznictwo, w szczególności uchwałę pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z 25 kwietnia 2024 r. (III CZP 25/22). Trybunał nie stworzył nowej konstrukcji prawnej, lecz potwierdził zgodność przyjętego w Polsce rozwiązania z wymogami prawa Unii.

Oznacza to, że sądy krajowe nie powinny już wiązać początku biegu przedawnienia z datą wypłaty kredytu ani z chwilą wydania prawomocnego wyroku ustalającego nieważność umowy. Istotne znaczenie ma pierwsze jednoznaczne zakwestionowanie przez konsumenta obowiązywania umowy lub jej nieuczciwych postanowień.

Co oznacza „zakwestionowanie umowy”?

Wyrok nie ogranicza tej czynności wyłącznie do wniesienia pozwu.

W praktyce może nią być:

  1. reklamacja skierowana do banku,
  2. wezwanie do zapłaty,
  3. przedsądowe oświadczenie o nieważności umowy,
  4. pozew o ustalenie nieważności albo o zapłatę,
  5. inne jednoznaczne oświadczenie konsumenta, z którego wynika zamiar powołania się na nieważność umowy.

Kluczowe znaczenie ma zatem nie forma czynności, lecz jej treść oraz możliwość ustalenia momentu, w którym bank został poinformowany o stanowisku konsumenta.

Konsekwencje dla banków

Wyrok oznacza, że banki nie utraciły prawa do dochodzenia zwrotu kapitału. Przeciwnie – TSUE wyraźnie zaakceptował możliwość dochodzenia takich roszczeń, o ile mieszczą się one w krajowych terminach przedawnienia.

Jednocześnie sektor bankowy uzyskał jasny sygnał, że zwlekanie z podjęciem działań procesowych po otrzymaniu od konsumenta informacji o kwestionowaniu umowy może prowadzić do przedawnienia roszczeń.

W praktyce można oczekiwać:

  1. szybszego wytaczania powództw wzajemnych,
  2. częstszego składania odrębnych pozwów o zwrot kapitału,
  3. większego znaczenia dat reklamacji i pierwszych wezwań kierowanych przez kredytobiorców.

Znaczenie dla kredytobiorców

Dla konsumentów wyrok oznacza przede wszystkim większą przewidywalność.

Moment rozpoczęcia biegu przedawnienia nie zależy od długości procesu sądowego ani od daty wydania wyroku. Kredytobiorca może więc stosunkowo precyzyjnie ustalić, kiedy rozpoczął się bieg terminu przedawnienia roszczenia banku.

Nie oznacza to jednak automatycznego przedawnienia wszystkich roszczeń banków. Każda sprawa wymaga ustalenia konkretnej daty pierwszego zakwestionowania umowy oraz oceny, czy termin przedawnienia nie został następnie przerwany przez czynności procesowe banku.

Wyrok na tle wcześniejszego orzecznictwa TSUE

Sprawa C-261/25 wpisuje się w konsekwentnie rozwijaną linię orzeczniczą dotyczącą skutków stosowania nieuczciwych postanowień umownych.

W poprzednich wyrokach Trybunał akcentował przede wszystkim:

  1. konieczność zapewnienia wysokiego poziomu ochrony konsumenta,
  2. brak możliwości uzupełniania nieważnych klauzul rozwiązaniami korzystnymi dla przedsiębiorcy,
  3. obowiązek przywrócenia równowagi kontraktowej po wyeliminowaniu postanowień abuzywnych.

Wyrok z 2 lipca 2026 r. koncentruje się natomiast nie na samej nieważności umowy, lecz na konsekwencjach procesowych tej nieważności dla obu stron stosunku prawnego. Stanowi on próbę pogodzenia skutecznej ochrony konsumenta z zasadą pewności prawa oraz prawem banku do dochodzenia zwrotu wypłaconego kapitału.

Ocena

Orzeczenie należy ocenić pozytywnie.

Trybunał odrzucił zarówno rozwiązanie skrajnie korzystne dla banków, polegające na liczeniu przedawnienia od prawomocnego wyroku, jak i koncepcję rozpoczynania biegu terminu już w chwili wypłaty kredytu. Przyjęte rozwiązanie odpowiada logice roszczenia restytucyjnego – dopóki konsument nie powoła się na nieważność umowy, bank nie ma podstaw do dochodzenia zwrotu świadczenia wynikającego z tej nieważności.

Jednocześnie wyrok wzmacnia zasadę pewności prawa. Bank zna moment rozpoczęcia biegu terminu i może odpowiednio zaplanować działania procesowe. Konsument z kolei nie pozostaje przez wiele lat w stanie niepewności co do potencjalnych roszczeń banku.

Wnioski

Wyrok TSUE w sprawie C-261/25 nie stanowi rewolucji, lecz istotne potwierdzenie kierunku wypracowanego przez polskie sądy. Jego znaczenie polega przede wszystkim na ujednoliceniu wykładni prawa unijnego i krajowego oraz zakończeniu wieloletniego sporu dotyczącego początku biegu przedawnienia roszczeń banków.

W praktyce orzeczenie zwiększy przewidywalność rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych, ograniczy liczbę sporów dotyczących samego początku biegu terminu przedawnienia i stanie się jednym z podstawowych punktów odniesienia dla przyszłego orzecznictwa w sprawach frankowych.

Ustawa zmieniająca przepisy dotyczące mobbingu i dyskryminacji została już uchwalona i przekazana do podpisu Prezydenta. Niezależnie od tego czy i kiedy wejdzie w życie, wyznacza to ważną tendencje, z którą pracodawcy muszą pozostać na bieżąco.

W dużym skrócie: pracownikowi będzie łatwiej dochodzić roszczeń, a pracodawca będzie miał więcej obowiązków. I to nie tylko „na papierze”, ale w praktyce funkcjonowania organizacji.

Z perspektywy pracodawcy nie będzie to tylko abstrakcyjna zmiana definicji, ale konkretne ryzyko organizacyjne i procesowe.

W naszej praktyce najczęściej spotykamy się z perspektywą pracodawcy, tam gdzie albo dobrze planując, albo przez wzgląd na wystąpienie jakiegoś zjawiska pojawiła się potrzeba zabezpieczenia organizacji przed jego skutkami.

Dotychczas mobbing był trudny do udowodnienia. Definicja wymagała wykazania wielu elementów jednocześnie, w tym uporczywości, długotrwałości, określonych zachowań i ich skutków. W praktyce powodowało to, że pracownik często musiał dochodzić równolegle także naruszenia dóbr osobistych, godności, zdrowia, reputacji albo prawa do równego traktowania.

Projektowane przepisy częściowo porządkują ten problem w samym Kodeksie pracy. Mobbing ma zostać zdefiniowany prościej, jako zachowania polegające na uporczywym nękaniu pracownika. Jednocześnie obowiązkiem pracodawcy będzie również przeciwdziałanie naruszaniu godności oraz innych dóbr osobistych pracownika rozszerzając kategorię naruszeń i potencjalnie zakres sporów sądowych.

Co zmienia się dla pracodawcy?

Pracodawca ma aktywnie i stale przeciwdziałać mobbingowi, dyskryminacji i naruszeniom zasady równego traktowania. Ma nie tylko reagować wtedy, gdy pojawi się formalna skarga, ale również prowadzić działania prewencyjne, wykrywać naruszenia, właściwie na nie odpowiadać, podejmować działania naprawcze i wspierać osoby dotknięte naruszeniami.

To bardzo istotna zmiana praktyczna. Sama procedura antymobbingowa nie wystarczy, jeżeli jest dokumentem, którego nikt nie zna, nikt nie stosuje i nikt nie traktuje jako realnego narzędzia zarządzania ryzykiem.

W pracy z pracodawcami często podkreślamy, że z perspektywy organizacji nie warto czekać do momentu, w którym można już bezpiecznie powiedzieć: „tak, to jest mobbing”, „Tak to jest dyskryminacja”. Ten moment bardzo często oznacza, że problem trwał zbyt długo, eskalował i zdążył już wyrządzić szkody organizacyjne.

Dlatego znacznie lepszym rozwiązaniem jest komunikowanie o zachowaniach o charakterze mobbingowym, dyskryminacyjnym albo naruszającym godność pracownika. To właśnie one powinny uruchamiać reakcję pracodawcy.

Praktyka pokazuje, że zachowania o charakterze mobbingowym mogą prowadzić nie tylko do naruszenia praw pracowników, lecz również do istotnych zakłóceń w funkcjonowaniu organizacji.

Przykładem może być sytuacja, w której osoba zarządzająca zespołem stosowała nadmiernie restrykcyjny model nadzoru nad pracownikami.

Monitorowaniu podlegały nie tylko wskaźniki związane z wykonywaniem obowiązków służbowych, ale również przerwy, czas pomiędzy połączeniami, aktywność w systemach informatycznych czy nawet wyjścia do toalety. Pracownicy niespełniający oczekiwań byli poddawani publicznej krytyce, nieproporcjonalnej presji oraz formom dyscyplinowania wykraczającym poza standardowe i akceptowalne metody zarządzania personelem.

Przez dłuższy czas problem nie został odpowiednio zidentyfikowany ani objęty skutecznym nadzorem ze strony organizacji. W konsekwencji doszło do sytuacji, w której znaczna część zespołu jednocześnie zaprzestała świadczenia pracy, co spowodowało poważne zakłócenia w obsłudze klientów.

Nawet krótkotrwała dezorganizacja procesów operacyjnych okazała się wystarczająca, aby doprowadzić do wzrostu niezadowolenia klientów, pojawienia się negatywnych opinii oraz utraty części kontraktów i relacji biznesowych.

Na uwagę zasługuje również fakt, że osoba odpowiedzialna za opisane działania uzasadniała swoje metody koniecznością realizacji celów biznesowych oraz dążeniem do utrzymania wysokiej efektywności zespołu.

Weryfikacja sytuacji po interwencji organizacji wykazała jednak, że zakładane wyniki mogą być osiągane przy wykorzystaniu profesjonalnych metod zarządzania, opartych na jasnych wymaganiach, odpowiedzialności i monitorowaniu rezultatów, bez stosowania nadmiernej presji, poniżania pracowników czy naruszania ich godności.

Przykład ten pokazuje, że skuteczne zarządzanie nie może być utożsamiane z działaniami naruszającymi dobrostan pracowników. Brak odpowiednich mechanizmów nadzorczych i reakcji na sygnały o nieprawidłowościach może prowadzić nie tylko do odpowiedzialności prawnej pracodawcy, lecz także do wymiernych strat operacyjnych, finansowych i reputacyjnych.

Zachowania mobbingowe i dyskryminacyjne – ich wpływ na zespół

W praktyce konsekwencje niewłaściwych zachowań w miejscu pracy często wykraczają daleko poza indywidualny konflikt pomiędzy pracownikiem a przełożonym. W jednej z organizacji usługowych niepożądane zachowania osoby pełniącej funkcję kierowniczą, obejmujące m.in. naruszanie granic interpersonalnych, niestosowne komentarze oraz niechciane formy komunikacji wobec członków zespołu, doprowadziły do odejścia kilku kluczowych pracowników.

Pomimo braku formalnego sporu sądowego skutki dla pracodawcy okazały się wymierne – wzrosła rotacja personelu, utracono cenne kompetencje, a część klientów zakończyła współpracę, podążając za odchodzącymi opiekunami lub specjalistami.

Przykład ten pokazuje, że przeciwdziałanie mobbingowi i dyskryminacji nie powinno być postrzegane wyłącznie przez pryzmat formalnych skarg pracowniczych lub potencjalnych sporów sądowych. Jest to obszar stanowiący element stałego obowiązku organizacyjnego pracodawcy oraz jeden z istotnych komponentów zarządzania ryzykiem w organizacji.

Skuteczny system przeciwdziałania niepożądanym zachowaniom wymaga nie tylko wdrożenia odpowiednich procedur, lecz także jasnego określenia odpowiedzialności za ich realizację, regularnego komunikowania obowiązujących zasad, prowadzenia szkoleń dla kadry zarządzającej i pracowników, zapewnienia bezpiecznych kanałów zgłaszania nieprawidłowości oraz właściwego dokumentowania podejmowanych działań. Równie istotne jest monitorowanie skuteczności zastosowanych środków i weryfikowanie, czy zgłoszony problem został rzeczywiście rozwiązany.

Podsumowanie

Należy przy tym pamiętać, że osobą doświadczającą mobbingu, dyskryminacji lub innych form naruszeń może być każdy pracownik – niezależnie od płci, wieku, stanowiska, doświadczenia zawodowego, cech osobowości, pochodzenia czy przynależności do określonej grupy społecznej. Chociaż niektóre zjawiska mogą częściej dotyczyć określonych grup, obowiązek zapewnienia bezpiecznego i wolnego od naruszeń środowiska pracy obejmuje wszystkich uczestników organizacji.

Znaczenie tych zagadnień dodatkowo wzrasta w kontekście projektowanych zmian legislacyjnych. Zakładają one m.in. uproszczenie definicji mobbingu oraz silniejsze powiązanie ochrony dóbr osobistych pracownika z regulacjami prawa pracy.

W konsekwencji pracownikom może być łatwiej dochodzić swoich roszczeń, natomiast pracodawcy będą musieli wykazać nie tylko brak własnych naruszeń, ale również realne i skuteczne działania podejmowane w celu przeciwdziałania takim zjawiskom w organizacji.

Z tej perspektywy procedury antymobbingowe, procedury antydyskryminacyjne oraz szkolenia dla kadry zarządzającej nie stanowią wyłącznie elementów polityki HR. Są częścią szerszego systemu compliance i zarządzania ryzykiem, służącego ochronie organizacji przed konsekwencjami prawnymi, finansowymi, reputacyjnymi i kadrowymi.

Kluczowe znaczenie ma nie samo stworzenie dokumentacji, lecz jej rzeczywiste funkcjonowanie w organizacji. Obejmuje to skuteczną komunikację zasad, budowanie świadomości pracowników, odpowiednie przygotowanie osób zarządzających, reagowanie na sygnały o nieprawidłowościach oraz rzetelne dokumentowanie podejmowanych działań.

To właśnie praktyczna skuteczność tych mechanizmów często decyduje o tym, czy problem zostanie rozwiązany na etapie wewnętrznym, czy też przekształci się w spór sądowy, kryzys kadrowy lub poważne zagrożenie dla funkcjonowania całej organizacji.

W praktyce firmy rodzinne rzadko tracą na rynku. Znacznie częściej tracą na etapie sukcesji. Zamiast płynnego przekazania sterów pojawia się podział udziałów, różne wizje rozwoju i napięcia między spadkobiercami. Biznes, który przez lata był budowany jako jedna, spójna całość, zaczyna się rozwarstwiać i traci kierunek.

Fundacja rodzinna odwraca ten schemat. Zamiast dzielenia majątku pomiędzy spadkobierców pozwala zatrzymać go w jednej strukturze, która działa według jasno określonych zasad. Firma nie jest już traktowana jako zbiór udziałów do podziału, ale jako projekt, który ma trwać przez pokolenia. Dzięki temu wizja firmy pozostaje spójna niezależnie od tego, ile osób korzysta z efektów jej działalności.

Kontrola, która nie znika wraz z sukcesją

Dla wielu właścicieli najważniejsze pytanie brzmi: co stanie się z firmą, gdy przestaną być w centrum decyzji? W fundacji rodzinnej odpowiedź jest jasna: to fundator projektuje reguły działania na przyszłość. Określa, kto zarządza, jak podejmowane są decyzje i kto korzysta z wypracowanych zysków. W praktyce oznacza to, że kontrola nad kierunkiem firmy nie znika, lecz przyjmuje bardziej uporządkowaną formę. Firma może zmieniać pokolenia, ale nie traci swojej logiki działania.

Ciągłość jako najcenniejszy zasób firmy rodzinnej

Przykłady dużych polskich firm rodzinnych, takich jak Drutex, pokazują jedno: siła nie wynika wyłącznie ze skali czy oferty, ale z ciągłości. To zdolność utrzymania jednego kierunku przez lata jest największą przewagą konkurencyjną. Bez niej nawet dobrze prosperujący biznes może stracić stabilność przy zmianie pokolenia. Fundacja rodzinna pozwala szczególnie zachować spójność decyzji i wizji, niezależnie od tego, kto aktualnie uczestniczy w zarządzaniu.

Sukcesja jako proces, a nie jednorazowe wydarzenie

Jednym z największych błędów w firmach rodzinnych jest traktowanie sukcesji jako jednego momentu. W praktyce to proces, który powinien być rozłożony w czasie. Fundacja rodzinna umożliwia etapowe wdrażanie kolejnych pokoleń. Następcy mogą stopniowo przejmować odpowiedzialność najpierw ucząc się, następnie współdecydując, a dopiero na końcu zarządzając całością. Takie podejście znacząco ogranicza ryzyko błędów i napięć, a jednocześnie pozwala lepiej przygotować przyszłych liderów.

Porządek zamiast improwizacji

W wielu firmach rodzinnych największym problemem, poza konfliktami, jest brak jasnych zasad. Kto podejmuje decyzje? Kto ma prawo do zysków? Jak rozdzielić role między rodziną a biznesem? Fundacja rodzinna wprowadza porządek tam, gdzie wcześniej dominowała improwizacja. Rozdziela funkcje właścicielskie, zarządcze i beneficjenckie, co pozwala uniknąć nieporozumień i wzmacnia stabilność całej organizacji.

Bezpieczeństwo i długoterminowe podejście

Wniesienie majątku do fundacji oznacza jego oddzielenie od osoby właściciela. Dzięki temu aktywa są lepiej chronione przed ryzykami związanymi z życiem prywatnym czy działalnością operacyjną. Jednocześnie fundacja rodzinna sprzyja myśleniu w długim horyzoncie. Kluczowe jest traktowanie jej jako platformy długoterminowego zarządzania majątkiem, a nie narzędzia optymalizacji krótkoterminowej. Umożliwia reinwestowanie zysków i kontrolowanie momentu ich wypłaty, co pozwala budować wartość firmy w czasie, zamiast ją stopniowo rozpraszać.

Rozwiązanie, które dojrzewa razem z rynkiem

W 2026 roku mijają trzy lata od wejścia w życie przepisów o fundacji rodzinnej w Polsce. To wystarczający czas, aby zobaczyć, że rozwiązanie to sprawdza się w praktyce i znajduje zastosowanie u przedsiębiorców, którzy patrzą na firmę w perspektywie wykraczającej poza jedno pokolenie. Fundacja rodzinna coraz częściej pojawia się w rozmowach o strategii właścicielskiej obok inwestycji, rozwoju i struktury grupy kapitałowej.

Rozwiązanie szyte na miarę

Fundacja rodzinna nie jest rozwiązaniem uniwersalnym. Wymaga świadomego zaprojektowania i dopasowania do konkretnej sytuacji biznesowej oraz rodzinnej.

Warto przy tym spojrzeć na nią nie jak na abstrakcyjną konstrukcję prawną, lecz jako praktyczne narzędzie realizacji określonego celu właścicielskiego. Fundacja rodzinna nie jest rozwiązaniem zarezerwowanym wyłącznie dla największych majątków czy pierwszej setki rankingu Forbes. W rzeczywistości coraz częściej sięgają po nią przedsiębiorcy, którzy chcą uporządkować swoją firmę i zabezpieczyć ją na przyszłość – bez względu na skalę biznesu.  

Podsumowanie

Fundacja rodzinna to nie tylko mechanizm przekazania firmy. To przede wszystkim narzędzie budowania jej trwałości. Dziś pytanie nie brzmi już, czy sukcesja nastąpi, ale czy będzie zaplanowana, czy wydarzy się przypadkiem. Mit trzeciego pokolenia roztrwaniającego rodzinny majątek nie musi się spełnić. Może zostać po prostu… zaplanowany na niepowodzenie – zanim będzie miał szansę zmaterializować się w rzeczywistości.

Jeżeli zastanawiasz się, czy takie rozwiązanie miałoby zastosowanie w Twojej firmie lub chcesz uporządkować kwestie sukcesji, warto zacząć od rozmowy. Zapraszamy do kontaktu z naszą Kancelarią – wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie dopasowane do Twojej sytuacji. 


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

Upał w biurze potrafi rozgrzać nie tylko emocje, ale i spór o to, kto właściwie ustala granice letniego dress code’u. W gorące letnie dni wielu pracowników zadaje sobie pytanie czy może zamienić codzienny, formalny ubiór na krótkie spodenki czy przewiewny top.

Również pracodawcy głowią się nad tym, jak pogodzić komfort pracowników z profesjonalnym wizerunkiem organizacji. Warto już teraz – zanim termometry wskażą temperaturę powyżej 30 stopni – zastanowić się co w kwestii ubioru pracodawca może narzucić pracownikowi, a gdzie kończą się jego uprawnienia.

Czy pracodawca ma prawo do określania dress code’u?

Kodeks pracy nie przyznaje wprost pracodawcy uprawnienia do określenia sposobu ubioru i wyglądu pracowników. Pracodawca może jednak ustalić zasady dotyczące wyglądu i stroju, jeśli są one uzasadnienie charakterem wykonywanej pracy, bezpieczeństwem czy reprezentowaniem firmy na zewnątrz. Z drugiej strony, obowiązkiem pracownika jest dbałość o szeroko rozumiane interesy pracodawcy w tym o jego dobre imię i wizerunek. W praktyce oznacza to, że zasady dotyczące dress code’u mogą zostać zapisane w regulaminie pracy, polityce HR lub nawet przekazane w formie poleceń służbowych.

Co ważne w wielu profesjach wygląd jest związany z tradycją wykonywania danego zawodu. Odpowiedni strój pomaga pielęgnować związane z danym zawodem zwyczaje i zachować powagę (np. pracownicy służb mundurowych). W przypadku pracowników zajmujących się  kontaktem z klientem, sprzedażą czy reprezentacją firmy na zewnątrz, dress code stanowi istotny element konsekwentnie budowanego prestiżu danej organizacji. W takich przypadkach pracodawca może wymagać noszenia określonego stroju, a nawet konkretnych elementów, jak koszula, marynarka czy zakryte buty.

Granice ingerencji w wygląd pracownika

Choć pracodawca ma szerokie możliwości regulowania dress code’u, nie są one nieograniczone. Zgodnie z aktualną linią orzeczniczą, przy ustalaniu zasad dress code’u pracodawca ma przede wszystkim obowiązek poszanowania dóbr osobistych pracownika, przestrzegania zasady równego traktowania i zakazu dyskryminacji w zatrudnieniu. Wśród dóbr osobistych kluczowych z perspektywy wprowadzenia zaleceń co do stroju w miejscu pracy należy wymienić zdrowie, godność pracownika, swobodę sumienia oraz swobodę ekspresji. Oznacza to, że pracodawca nie powinien ingerować w wygląd pracownika w sposób nieuzasadniony charakterem pracy.

W czasie upałów szczególnego znaczenia nabiera obowiązek pracodawcy zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Gdy temperatura w pomieszczeniach rośnie, pracodawca powinien zapewnić pracownikom dostęp do wody pitnej i podjąć inne odpowiednie działania poprawiające komfort pracy (np. zapewnić klimatyzację czy przerwy). Jeśli jednak wykonywane w związku z pracą obowiązki wiążą się z ryzykiem urazu, pracodawca może wymagać odpowiedniego stroju ochronnego niezależnie od temperatury – priorytetem pozostaje bezpieczeństwo pracownika.

„Letnie ulgi” w ubiorze – podejście pracodawców do tzw. „summer dress code”

Obecnie w wielu miejscach pracy podejście do dress code’u staje się coraz bardziej elastyczne. Popularyzacja pracy hybrydowej znacząco wpłynęła na poluzowanie dotychczasowych sztywnych zasad na rzecz bardziej swobodnego stylu ubierania się. Nie oznacza to jednak, że pracodawca musi automatycznie zgadzać się na krótkie spodenki czy klapki. Zazwyczaj pracodawcy w ramach tzw. summer dress code dopuszczają lżejsze materiały czy mniej formalne kroje – jeżeli takie luźniejsze stroje nadal zachowują profesjonalny charakter. Kluczowy jest kompromis pomiędzy profesjonalnym wizerunkiem organizacji a komfortem pracowników.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

Wielu właścicieli stron internetowych koncentruje się przede wszystkim na polityce prywatności, komunikatach cookies oraz obowiązkach wynikających z RODO. Regulamin strony internetowej bywa natomiast traktowany jako dokument drugorzędny, przygotowywany wyłącznie „na wszelki wypadek”. W praktyce takie podejście może okazać się błędne.

Regulamin strony WWW nie zawsze jest obowiązkowy, ale w wielu przypadkach stanowi jeden z najważniejszych dokumentów chroniących przedsiębiorcę przed ryzykiem prawnym i organizacyjnym.

Kiedy regulamin jest obowiązkowy?

Odpowiedź zależy od charakteru strony internetowej i świadczonych za jej pośrednictwem usług.

Jeżeli za pośrednictwem strony przedsiębiorca umożliwia użytkownikom korzystanie z usług drogą elektroniczną, zastosowanie znajdują przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Za taką usługę można uznać nie tylko prowadzenie sklepu internetowego, ale również udostępnianie formularza kontaktowego, formularza rejestracji, konta użytkownika, newslettera czy systemu rezerwacji.

W takich sytuacjach usługodawca co do zasady powinien określić regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną i udostępnić go użytkownikom przed zawarciem umowy o świadczenie tych usług.

Oznacza to, że w wielu przypadkach regulamin nie jest wyłącznie dobrowolnym dodatkiem, lecz realizuje konkretny obowiązek ustawowy.

Dlaczego regulamin jest tak ważny?

Nawet jeśli przepisy nie nakładają wprost obowiązku posiadania regulaminu, jego brak może prowadzić do licznych problemów.

Przede wszystkim regulamin pozwala określić:

W przypadku sporu z użytkownikiem regulamin często staje się jednym z kluczowych dowodów pozwalających wykazać, jakie zasady obowiązywały strony w chwili korzystania z serwisu.

Brak takich postanowień oznacza natomiast konieczność opierania się wyłącznie na przepisach ogólnych, które nie zawsze odpowiadają specyfice danego biznesu.

Regulamin a odpowiedzialność przedsiębiorcy

W praktyce jednym z najważniejszych celów regulaminu jest właściwe uregulowanie odpowiedzialności za funkcjonowanie serwisu.

Strony internetowe mogą doświadczać awarii, przerw technicznych, błędów systemowych czy problemów związanych z działaniem podmiotów trzecich. Odpowiednio przygotowany regulamin pozwala określić zasady postępowania w takich sytuacjach oraz poinformować użytkowników o możliwych ograniczeniach funkcjonowania serwisu.

Należy jednak pamiętać, że regulamin nie może dowolnie wyłączać odpowiedzialności przedsiębiorcy wobec konsumentów. Postanowienia naruszające prawa konsumentów mogą zostać uznane za niedozwolone klauzule umowne i nie będą wywoływały skutków prawnych.

Dlatego dokument ten powinien być przygotowany z uwzględnieniem aktualnych przepisów oraz orzecznictwa.

Czy wystarczy skopiować regulamin z innej strony?

To jeden z najczęściej popełnianych błędów.

Każda strona internetowa funkcjonuje w oparciu o inny model biznesowy, oferuje inne usługi i przetwarza inne dane. Skopiowany regulamin często nie odpowiada rzeczywistemu sposobowi działania serwisu, a niekiedy zawiera postanowienia odnoszące się do usług, których przedsiębiorca w ogóle nie świadczy.

Co więcej, kopiowanie cudzych dokumentów może prowadzić do naruszenia praw autorskich oraz generować dodatkowe ryzyka prawne.

Regulamin powinien być dostosowany do konkretnej działalności, sposobu funkcjonowania strony oraz kategorii użytkowników, do których jest kierowany.

Regulamin i RODO – dwa różne dokumenty

Warto podkreślić, że regulamin strony internetowej nie zastępuje polityki prywatności ani innych dokumentów związanych z ochroną danych osobowych.

Regulamin określa zasady korzystania z serwisu oraz relacje pomiędzy przedsiębiorcą a użytkownikiem. Polityka prywatności natomiast wyjaśnia, w jaki sposób przetwarzane są dane osobowe użytkowników.

Posiadanie jedynie polityki prywatności nie oznacza więc automatycznie spełnienia wszystkich obowiązków związanych z prowadzeniem strony internetowej.

Podsumowanie

Regulamin strony WWW nie zawsze jest wyłącznie formalnością. W wielu przypadkach stanowi realizację obowiązków wynikających z przepisów prawa, a niemal zawsze pełni funkcję praktycznego narzędzia ograniczającego ryzyko prawne prowadzonej działalności.

Dobrze przygotowany regulamin porządkuje relacje z użytkownikami, zwiększa bezpieczeństwo prawne przedsiębiorcy i ułatwia rozwiązywanie potencjalnych sporów. Z kolei jego brak lub wykorzystanie przypadkowego wzoru z Internetu może prowadzić do konsekwencji, których można było łatwo uniknąć.

Dlatego przed uruchomieniem strony internetowej warto zweryfikować, czy publikowane dokumenty rzeczywiście odpowiadają sposobowi działania serwisu oraz aktualnym wymaganiom prawnym.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością co do zasady odpowiada za swoje zobowiązania wyłącznie własnym majątkiem. Nie oznacza to jednak całkowitego wyłączenia ryzyka po stronie osób zarządzających spółką.

Art. 299 Kodeksu spółek handlowych przewiduje bowiem istotny wyłom od tej zasady. W poniższym wpisie omawiamy, w jakich okolicznościach wierzyciel może skutecznie sięgnąć do prywatnego majątku członka zarządu, jakie przesłanki muszą zostać w tym przypadku spełnione oraz jakie działania pozwolą członkowi zarządu uwolnić się od tej odpowiedzialności.

Zasada ogólna – spółka odpowiada własnym majątkiem

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością posiada osobowość prawną, co oznacza, że dysponuje odrębnym majątkiem i samodzielnie odpowiada nim za zaciągnięte zobowiązania. Wspólnicy oraz członkowie zarządu co do zasady nie ponoszą odpowiedzialności za długi spółki – ich ryzyko finansowe ogranicza się do wartości wniesionych wkładów. Jest to jedna z fundamentalnych zalet tej formy prowadzenia działalności i przyczyna jej ogromnej popularności w polskim obrocie gospodarczym.

Istota i charakter prawny art. 299 k.s.h.

Od opisanej powyżej reguły ustawodawca przewidział jednak istotny wyjątek. Zgodnie z art. 299 § 1 Kodeksu spółek handlowych (dalej: k.s.h.), jeżeli egzekucja prowadzona przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania. W takim przypadku wierzyciel może dochodzić zapłaty należności bezpośrednio od członków zarządu spółki z o.o., sięgając do ich prywatnego majątku. W praktyce jest to jeden z najczęściej wykorzystywanych przez wierzycieli instrumentów ochrony, szczególnie w sytuacji niewypłacalności spółki. Na zarządzie spoczywa więc obowiązek zachowania należytej staranności w celu uniknięcia powstania zobowiązań, których spółka nie będzie w stanie uregulować (czyli doprowadzenia do stanu niewypłacalności) oraz bieżące monitorowanie jej płynności finansowej.

Odpowiedzialność z art. 299 k.s.h.

Zgodnie z art. 299 § 1 k.s.h., jeżeli egzekucja prowadzona przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania. Powyższe oznacza, iż wypełnione zostaną przesłanki odpowiedzialności członka zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością za zobowiązania spółki swoim majątkiem osobistym, w przypadkach, gdy:

  1. zaistnieje wymagalność pieniężnego zobowiązania spółki,
  2. egzekucja z majątku spółki okaże się bezskuteczna,
  3. pozwany był członkiem zarządu w czasie, gdy dług powstał (lub istniał).

Odpowiedzialność przewidziana w omawianym przepisie charakteryzuje się trzema fundamentalnymi właściwościami:

Subsydiarność oznacza, że wierzyciel nie może skierować roszczeń bezpośrednio do członka zarządu, pomijając samą spółkę. Warunkiem koniecznym do wytoczenia powództwa z art. 299 k.s.h. jest uprzednie wykazanie bezskuteczności egzekucji z majątku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W takim wypadku wystarczy każdy wiarygodny dowód potwierdzający brak majątku spółki zdolnego zaspokoić roszczenie, np. postanowienie komornika o umorzeniu egzekucji z majątku spółki (w związku z informacją o jej bezskuteczności), postanowienie sądu o umorzeniu postępowania upadłościowego w związku z brakiem majątku wystarczającego na zaspokojenie kosztów postępowania czy bilans spółki wykazujący brak możliwości zaspokojenia wierzyciela.

Solidarność oznacza, że gdy funkcję pełni więcej niż jeden członek zarządu, wierzyciel może wedle własnego wyboru dochodzić całej należności od wszystkich z nich łącznie, od kilku z nich lub wyłącznie od jednego. Zaspokojenie przez jednego z członków zarządu zwalnia pozostałych z odpowiedzialności. Solidarność zachodzi jednak wyłącznie między samymi członkami zarządu – nie obejmuje relacji między nimi a spółką.

Osobisty i nieograniczony kwotowo charakter odpowiedzialności oznacza natomiast, że każdy z członków zarządu odpowiada całym swoim majątkiem prywatnym (m.in.  nieruchomościami, środkami pieniężnymi czy posiadanymi ruchomościami) – bez górnego limitu takiej odpowiedzialności.

Przepis art. 299 k.s.h. obejmuje zarówno aktualnych, jak i byłych członków zarządu, a złożenie rezygnacji z funkcji członka zarządu nie zwalnia automatycznie z tej odpowiedzialności. Odpowiedzialność członka zarządu obejmuje okres faktycznego pełnienia przez niego funkcji, tj. od chwili jego powołania aż do momentu wygaśnięcia mandatu.  Odpowiedzialność ta dotyczy wszystkich osób, które pełniły funkcję członka zarządu w czasie powstania zobowiązania spółki, a także te, które pełniły funkcję w czasie, w którym powinien być zgłoszony wniosek o ogłoszenie upadłości. Bez znaczenia w tym przypadku pozostaje także wewnętrzny podział obowiązków w zarządzie czy przykładowo nieangażowanie się w sprawy finansowe spółki.

Jak uwolnić się od odpowiedzialności? Tzw. przesłanki egzoneracyjne z art. 299 § 2 k.s.h.

Ustawodawca przewidział trzy niezależne od siebie przesłanki egzoneracyjne, a wykazanie choćby jednej z nich jest wystarczające do uwolnienia się przez członka zarządu od odpowiedzialności przewidzianej na podstawie art. 299 k.s.h. Co istotne, ciężar dowodu w zakresie spełnienia którejkolwiek z przesłanek wyłączających odpowiedzialność spoczywa każdorazowo na członku zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Terminowe złożenie wniosku zgodnie z przepisami prawa upadłościowego

Aby członek zarządu mógł uniknąć odpowiedzialności w związku z treścią art. 299 k.s.h. musi wykazać, że odpowiednio wcześnie podjął działania wymagane przez przepisy prawa upadłościowego, m.in. złożył wniosek o ogłoszenie upadłości, wniosek o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego, czy też podjął czynności związane z postępowaniem o zatwierdzenie układu.

Zgodnie z art. 11 Prawa Upadłościowego (dalej: PrUp) spółka jest niewypłacalna, jeśli:

W doktrynie i orzecznictwie brak jest jednomyślności co do wykładni zawartego w art. 299 § 2 k.s.h. określenia „właściwego czasu” do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Najbezpieczniej więc przyjąć, że wniosek powinien wpłynąć do sądu w terminie 30 dni od dnia zaistnienia podstawy ogłoszenia upadłości, zgodnie z art. 21 ust. 1 PrUp. Równoznaczne jest z tym wydanie w tym czasie postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo zatwierdzeniu układu.

Co istotne, samo złożenie wniosku nie jest wystarczające, konieczne jest podejmowanie wszelkich dalszych czynności procesowych umożliwiających kontynuowanie postępowania.

Brak winy w niezłożeniu wniosku o upadłość

Jest to w praktyce najtrudniejsza do udowodnienia podstawa zwolnienia z odpowiedzialności członka zarządu. Ocena winy odbywa się na podstawie podwyższonego standardu staranności właściwego dla osób prowadzących sprawy spółki handlowej. Za okoliczności wyłączające winę w związku z brakiem złożenia wniosku o upadłość we właściwym czasie mogą być uznane wyłącznie sytuacje obiektywne i niezależne od członka zarządu, np. ciężka choroba uniemożliwiająca faktyczne wykonywanie obowiązków, długi wyjazd, bądź niedopuszczenie członka zarządu do informacji finansowych spółki wbrew jego woli. Braku winy nie uzasadniają natomiast: brak odpowiedniego wykształcenia kierunkowego, czy nieznajomość przepisów prawa ani także wewnętrzny podział kompetencji w zarządzie oraz niezajmowanie się sprawami finansowymi spółki.

Brak szkody po stronie wierzyciela mimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo niezatwierdzenia układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu

Członek zarządu może w takim przypadku wykazać, że nawet przy terminowym zgłoszeniu wniosku o upadłość czy przeprowadzenia postępowania układowego lub restrukturyzacyjnego wierzyciel i tak nie uzyskałby zaspokojenia swojej wierzytelności z masy upadłości spółki. W takim przypadku brak złożenia wniosku nie pozostaje w adekwatnym związku przyczynowym ze szkodą wierzyciela, co wyklucza odpowiedzialność odszkodowawczą członka zarządu. Ta przesłanka wymaga szczegółowego wykazania faktycznej sytuacji finansowej spółki oraz braku związku pomiędzy zaniechaniem zarządu, a szkodą poniesioną przez wierzyciela.

Jak się zabezpieczyć przed odpowiedzialnością z art. 299 k.s.h.?

Zapisy art. 299 k.s.h. stanowią istotne ryzyko dla członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, gdyż przewidują możliwość osobistego i solidarnego odpowiadania za długi spółki, gdy egzekucja z jej majątku okaże się bezskuteczna.

Mając na uwadze powyższe ryzyka, każdy członek zarządu powinien systematycznie monitorować kondycję finansową spółki i reagować bez zbędnej zwłoki na pierwsze sygnały utraty płynności, bądź zadłużenie spółki. W razie zaistnienia przesłanek niewypłacalności niezbędne jest niezwłoczne podjęcie działań związanych ze złożeniem wniosku o upadłość lub restrukturyzację spółki.

Dodatkowo możliwym jest objęcie członków zarządu tak zwanym ubezpieczeniem OC członków zarządu, tj. ubezpieczeniem D&O (Directors and Officers). Ubezpieczenie to może stanowić istotną ochronę finansową w przypadku skierowania roszczeń do majątku osobistego.

Podsumowanie

Pełnienie funkcji członka zarządu spółki z o.o. wiąże się z realnym ryzykiem odpowiedzialności osobistej, mogącym dotknąć prywatnego majątku. Art. 299 k.s.h. nie jest przepisem martwym – wierzyciele coraz częściej i coraz skuteczniej korzystają z przewidzianych w nim uprawnień. Dlatego tak istotne jest, by każdy członek zarządu na bieżąco monitorował kondycję finansową spółki, rozumiał sygnały ostrzegawcze niewypłacalności i wiedział, kiedy oraz w jaki sposób podjąć właściwe działania prawne.

Jeśli dostrzegają Państwo pierwsze trudności finansowe w spółce, mają wątpliwości co do zakresu swojej odpowiedzialności lub chcą się odpowiednio zabezpieczyć na przyszłość – zapraszamy do kontaktu z Kancelarią.


W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

[email protected]