SPRAWY CHF/EUR/USD
WIBOR

Na rzecz małoletniego pacjenta zasądzono 200 000 zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami. Sąd ustalił również odpowiedzialność szpitala i jego ubezpieczyciela na przyszłość.
Sprawa dotyczyła małego pacjenta, u którego po porodzie rozpoznano zakażenie gronkowcem złocistym (MRSA) – szczepem bakterii opornym na wiele powszechnie stosowanych antybiotyków, często wiązanym z opieką zdrowotną, zwłaszcza hospitalizacją. Zakażenie doprowadziło do sepsy noworodkowej, poważnych powikłań ortopedycznych oraz trwałego uszczerbku na zdrowiu.
Postępowanie zakończyło się prawomocnym zasądzeniem na rzecz dziecka 200 000 zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami. Sąd ustalił również odpowiedzialność pozwanych – szpitala i jego ubezpieczyciela – na przyszłość, co ma szczególne znaczenie w przypadku dziecka, u którego skutki zakażenia mogą ujawniać się stopniowo wraz z jego rozwojem.
Po porodzie stan dziecka oceniono jako bardzo dobry. Ze względu na żółtaczkę noworodkową jego pobyt w placówce został przedłużony w celu zastosowania fototerapii. Następnie dziecko zostało wypisane do domu w stanie dobrym.
Po kilku dniach konieczna była jednak ponowna hospitalizacja. U noworodka wystąpiła wysoka gorączka, a przeprowadzone badania wykazały stan zapalny stawów oraz obecność gronkowca złocistego.
U dziecka rozpoznano sepsę noworodkową, gronkowcowe zapalenie stawów oraz inne powikłania zdrowotne. Leczenie było długotrwałe i obciążające. Obejmowało liczne badania diagnostyczne, antybiotykoterapię, wielokrotne wkłucia, dalsze leczenie oraz rehabilitację.
Przed skierowaniem sprawy do sądu roszczenie o zadośćuczynienie zostało zgłoszone szpitalowi oraz jego ubezpieczycielowi. Oba podmioty odmówiły wypłaty.
Placówka twierdziła, że leczenie przebiegało prawidłowo, a procedury przeciwdziałania zakażeniom były przestrzegane. Ubezpieczyciel również odmówił uznania odpowiedzialności, powołując się na brak uchybień po stronie personelu medycznego.
W tej sytuacji konieczne było skierowanie sprawy na drogę sądową.
Sprawy dotyczące zakażeń szpitalnych należą do trudnych dowodowo. Pacjent najczęściej nie dysponuje bezpośrednim dowodem wskazującym na konkretny moment zakażenia. Kluczowe jest więc zbudowanie takiego materiału dowodowego, który pozwoli wykazać wysokie prawdopodobieństwo, że do zakażenia doszło właśnie w szpitalu.
Jeszcze przed wniesieniem pozwu zgromadzono szeroki materiał dowodowy. To pozwoliło przekonać sąd, że w sprawie konieczne jest przeprowadzenie specjalistycznych opinii biegłych – zarówno z zakresu zakażeń szpitalnych, jak i z zakresu chirurgii dziecięcej oraz ortopedii. Jedna z opinii miała charakter zespołowy, co było szczególnie istotne dla oceny długofalowych następstw zakażenia u dziecka.
W pozwie wskazano również nieoczywiste kierunki dowodzenia. Wnioskowano między innymi o pozyskanie dokumentacji i danych od Państwowej Inspekcji Sanitarnej, w tym informacji dotyczących zakażeń oraz kontroli sanitarno-epidemiologicznych. Zawnioskowano także o przesłuchanie osoby, która w zbliżonym okresie i podobnych okolicznościach zetknęła się z analogicznym problemem zakażenia w tym szpitalu.
Takie działania pozwoliły przedstawić sprawę szerzej – nie tylko jako jednostkowy przypadek choroby dziecka, ale również jako sprawę wymagającą oceny organizacji pracy placówki oraz realnego funkcjonowania procedur przeciwdziałania zakażeniom.
Przez cały tok postępowania konsekwentnie uzupełniano materiał dowodowy. Przedkładano kolejną dokumentację medyczną dotyczącą leczenia, rehabilitacji i następstw zakażenia. Dzięki temu krzywda dziecka nie była przedstawiana jako zamknięte zdarzenie z przeszłości, ale jako aktualny i dotkliwy problem zdrowotny, wpływający na codzienne funkcjonowanie oraz dalszy rozwój małoletniego pacjenta.
Ważne znaczenie miała opinia biegłego z zakresu zakażeń szpitalnych. Biegły wskazał, że zakażenie pozostawało w związku z udzielanymi dziecku świadczeniami medycznymi, a do zakażenia doszło z wysokim prawdopodobieństwem wskutek niezachowania odpowiednich warunków.
Kolejna istotna opinia dotyczyła skutków zakażenia dla zdrowia dziecka. Biegli z zakresu chirurgii dziecięcej i ortopedii wskazali, że zakażenie przebyte w okresie noworodkowym zaburzyło rozwój narządu ruchu i może wymagać dalszego, wieloetapowego leczenia operacyjnego.
Dla oceny sprawy istotne było więc nie tylko samo zakażenie MRSA, ale również jego długofalowe konsekwencje: wpływ na rozwój dziecka, sprawność ruchową, rehabilitację, codzienne funkcjonowanie oraz ryzyko kolejnych zabiegów w przyszłości.
W konsekwencji sąd zasądził na rzecz małoletniego pacjenta 200 000 zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami. Odpowiedzialność została przypisana szpitalowi oraz ubezpieczycielowi.
Szczególnie istotne było również ustalenie odpowiedzialności pozwanych na przyszłość. Dzięki temu, jeżeli w kolejnych latach ujawnią się dalsze następstwa zakażenia, dziecko będzie mogło dochodzić kolejnych roszczeń związanych z tym samym zdarzeniem.
Pozwani zaskarżyli wyrok, kwestionując między innymi opinie biegłych, odpowiedzialność placówki oraz związek zakażenia z udzielaniem świadczeń medycznych. Sąd drugiej instancji podkreślił, że dla przypisania odpowiedzialności placówce medycznej wystarczające jest wykazanie wysokiego prawdopodobieństwa, że do zakażenia doszło w związku z pobytem pacjenta w placówce i udzielanymi mu świadczeniami medycznymi. W konsekwencji sąd oddalił apelacje, a wyrok zasądzający zadośćuczynienie stał się prawomocny.
Sprawy dotyczące zakażeń szpitalnych dzieci są szczególnie trudne dla rodzin. Rodzice mierzą się nie tylko z leczeniem, rehabilitacją i codzienną opieką nad dzieckiem, ale także z niepewnością dotyczącą jego dalszego rozwoju.
Postępowanie sądowe nie powinno być dla nich dodatkowym ciężarem, z którym zostają sami. Rolą kancelarii jest nie tylko reprezentacja przed sądem, ale także uporządkowanie dokumentacji, przygotowanie strategii, wyjaśnianie kolejnych etapów sprawy i konsekwentne dbanie o zabezpieczenie interesów dziecka.
Ta sprawa pokazuje, że właściwie przygotowane postępowanie dowodowe, opinie biegłych i systematyczne dokumentowanie skutków zdrowotnych mogą doprowadzić do korzystnego rozstrzygnięcia nawet w trudnych dowodowo postępowaniach.
Sprawę prowadziła adwokat Olga Dec – Partner kierujący Działem Prawa Cywilnego.

Zdjęcie znalezione w Internecie nie staje się automatycznie wolne do użycia. Na pytanie postawione w tytule należy odpowiedzieć jednoznacznie: co do zasady przedsiębiorca nie może legalnie wykorzystać na stronie firmowej zdjęcia pobranego z Internetu tylko dlatego, że jest ono dostępne online. Publiczna dostępność fotografii nie prowadzi ani do wygaśnięcia ochrony prawnoautorskiej, ani do powstania po stronie przedsiębiorcy uprawnienia do swobodnego posługiwania się takim materiałem na własnej stronie internetowej.
W praktyce należy odróżnić dostępność techniczną pliku od dopuszczalności prawnej jego wykorzystania. To, że fotografia jest widoczna w wyszukiwarce internetowej lub została opublikowana na cudzej stronie, nie oznacza jeszcze, że może zostać bezpiecznie skopiowana i umieszczona na stronie przedsiębiorcy, np. w zakładce „o nas”, na stronie głównej, stronie produktu, blogu firmowym albo w banerze promocyjnym.
Punktem wyjścia jest ustalenie, że fotografia może stanowić utwór w rozumieniu ustawy z dnia 04 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jeżeli zdjęcie spełnia przesłanki działalności twórczej o indywidualnym charakterze, korzysta z ochrony prawnej, a twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji.
Umieszczenie cudzego zdjęcia na stronie internetowej firmy stanowi co do zasady formę korzystania z utworu, a zatem wymaga odpowiedniego tytułu prawnego. Nie ma przy tym znaczenia, że fotografia była już wcześniej dostępna w Internecie. Sam fakt wcześniejszej publikacji nie znosi wyłącznego prawa do korzystania.
Praktyczne znaczenie tej zasady jest następujące: nie można przyjąć, że skoro zdjęcie „już krąży w sieci”, to jego wykorzystanie na stronie firmowej jest prawnie obojętne. Przeciwnie, opublikowanie fotografii na własnej stronie internetowej oznacza wejście w sferę eksploatacji cudzego utworu.
Z punktu widzenia prawa autorskiego zasadnicze znaczenie ma odróżnienie odesłania do cudzej treści od ponownego zamieszczenia fotografii na własnej stronie internetowej.
W praktyce przedsiębiorcy często błędnie utożsamiają te sytuacje. Tymczasem czym innym jest zamieszczenie odnośnika kierującego użytkownika do zewnętrznego źródła, a czym innym skopiowanie fotografii i umieszczenie jej bezpośrednio na stronie firmy. W tym drugim przypadku przedsiębiorca samodzielnie posługuje się cudzym utworem w ramach własnej działalności gospodarczej.
W realiach funkcjonowania strony internetowej firmy oznacza to, że wstawienie zdjęcia do wpisu na blogu, podstrony ofertowej, zakładki z realizacjami lub sekcji wizerunkowej firmy należy traktować jako samodzielne wykorzystanie fotografii, wymagające odpowiedniego umocowania prawnego.

Ocena prawna wykorzystania zdjęcia na stronie internetowej firmy musi uwzględniać również gospodarczy i promocyjny charakter takiej publikacji. Strona internetowa przedsiębiorcy nie jest co do zasady przestrzenią prywatną ani neutralną informacyjnie. Zasadniczo pełni ona funkcję wizerunkową, promocyjną, ofertową albo sprzedażową.
Oznacza to, że użycie zdjęcia na stronie firmowej ma z reguły charakter związany z działalnością gospodarczą, nawet jeżeli fotografia pełni wyłącznie funkcję ilustracyjną. Właśnie z tego względu przedsiębiorca powinien zachować szczególną staranność przy weryfikacji źródła fotografii, zakresu licencji oraz dopuszczalności wykorzystania zdjęcia w komunikacji komercyjnej.
Im ściślej zdjęcie wiąże się z promocją działalności przedsiębiorcy, tym wyraźniej ujawnia się konieczność wcześniejszej analizy prawnej. Dotyczy to w szczególności fotografii wykorzystywanych na stronie głównej, w zakładkach ofertowych, na landing page’ach, w opisach usług, w materiałach sprzedażowych do pobrania oraz w sekcjach budujących wiarygodność marki.
Nawet jeżeli przedsiębiorca posiada podstawę do korzystania z fotografii jako utworu, nie oznacza to jeszcze, że może legalnie umieścić takie zdjęcie na stronie internetowej firmy. Odrębną kwestią pozostaje bowiem prawo do wizerunku osoby przedstawionej na fotografii.
W praktyce należy wyraźnie podkreślić, że prawo do samej fotografii i prawo do rozpowszechniania wizerunku to dwa odrębne zagadnienia prawne. Możliwa jest sytuacja, w której przedsiębiorca legalnie nabył fotografię od autora albo korzysta z niej na podstawie licencji, ale nadal nie jest uprawniony do opublikowania jej na stronie firmowej, ponieważ brak jest odpowiedniej zgody osoby przedstawionej na zdjęciu.
Ma to szczególne znaczenie wtedy, gdy fotografia wykorzystywana jest na stronie firmy w sposób eksponowany, np. na banerze głównym, w reklamie usług, w zakładce referencyjnej albo w materiałach budujących profesjonalny wizerunek przedsiębiorcy. W takim kontekście publikacja zdjęcia może sugerować związek danej osoby z marką, produktem lub usługą, co z perspektywy prawa do wizerunku ma znaczenie istotne.
Jeżeli na fotografii widoczna jest osoba możliwa do zidentyfikowania, opublikowanie takiego zdjęcia na stronie internetowej firmy może stanowić przetwarzanie danych osobowych. Oznacza to, że poza analizą prawa autorskiego i prawa do wizerunku przedsiębiorca powinien również ocenić, czy posiada odpowiednią podstawę legalizującą takie przetwarzanie.
Z perspektywy praktycznej jest to szczególnie istotne wtedy, gdy zdjęcie umieszczane jest na stronie w sposób trwały, publiczny i łatwo dostępny, np. w zakładce zespołu, w relacji z wydarzenia, na stronie kancelarii, w portfolio albo w materiałach promujących działalność firmy. Strona internetowa przedsiębiorcy jest bowiem miejscem publicznego udostępniania treści, a nie zamkniętym obiegiem wewnętrznym.
W konsekwencji nie wystarcza samo przekonanie, że zdjęcie „już było w Internecie”. Przedsiębiorca musi ustalić, czy planowana publikacja na jego stronie jest zgodna także z reżimem ochrony danych osobowych.
Legalne wykorzystanie zdjęcia na stronie internetowej firmy jest możliwe tylko wtedy, gdy przedsiębiorca dysponuje wyraźną i odpowiednią podstawą prawną. W praktyce najczęściej chodzi o sytuację, w której:
Po pierwsze, przedsiębiorca uzyskał licencję obejmującą publikację fotografii na stronie internetowej firmy, w tym w celach komercyjnych lub promocyjnych.
Po drugie, fotografia została udostępniona na warunkach licencyjnych pozwalających na taki sposób wykorzystania, a przedsiębiorca spełnia wszystkie warunki tej licencji.
Po trzecie, wykorzystanie zdjęcia nie narusza prawa do wizerunku osoby na nim przedstawionej oraz nie pozostaje sprzeczne z przepisami o ochronie danych osobowych.
W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca powinien każdorazowo sprawdzić: kto jest uprawniony do zdjęcia, jaki jest zakres licencji, czy licencja obejmuje stronę internetową firmy, czy dopuszcza wykorzystanie komercyjne, czy można dokonywać modyfikacji fotografii oraz czy osoba przedstawiona na zdjęciu wyraziła zgodę na rozpowszechnianie jej wizerunku.
Nie każda publikacja fotografii na stronie firmy ma jednakowe znaczenie praktyczne. Szczególnie wysokie ryzyko prawne wiąże się z użyciem zdjęcia:
W tych obszarach fotografia pełni zazwyczaj funkcję wyraźnie komercyjną albo wizerunkową. To zaś oznacza, że trudniej bronić się twierdzeniem o neutralnym charakterze publikacji. Im bardziej zdjęcie służy budowaniu przewagi rynkowej przedsiębiorcy, tym większa jest doniosłość prawna braku właściwej podstawy do jego wykorzystania.
Bezprawne wykorzystanie fotografii na stronie internetowej firmy może prowadzić do odpowiedzialności w kilku równoległych reżimach. Przedsiębiorca może spotkać się z roszczeniami podmiotu uprawnionego do fotografii, roszczeniami osoby, której wizerunek został bezprawnie rozpowszechniony, a także z konsekwencjami wynikającymi z naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.
W ujęciu praktycznym może to oznaczać konieczność natychmiastowego usunięcia zdjęcia ze strony, zaniechania dalszych naruszeń, publikacji określonego oświadczenia, zapłaty świadczenia pieniężnego albo obrony stanowiska przedsiębiorcy w postępowaniu cywilnym lub administracyjnym.
Dlatego właśnie korzystanie ze zdjęć pobranych z Internetu na stronie firmy powinno być poprzedzone nie intuicyjną oceną marketingową, lecz uprzednią analizą prawną.
Z perspektywy należytej staranności najbezpieczniejsze jest przyjęcie zasady, że na stronie internetowej firmy publikowane są wyłącznie takie fotografie, co do których przedsiębiorca posiada pełną i możliwą do wykazania dokumentację prawną.
W praktyce oznacza to konieczność ustalenia:
Pobranie zdjęcia z wyszukiwarki internetowej i umieszczenie go na stronie firmy bez weryfikacji statusu prawnego nie powinno być traktowane jako zwykła czynność techniczna. Jest to działanie prawnie relewantne, które może prowadzić do wielotorowej odpowiedzialności.
Na pytanie: „Zdjęcia z Internetu na stronie firmy – czy można je legalnie użyć?” należy odpowiedzieć w sposób następujący: tak, ale wyłącznie wtedy, gdy przedsiębiorca dysponuje odpowiednią podstawą prawną do korzystania z fotografii, a publikacja nie narusza prawa do wizerunku ani przepisów o ochronie danych osobowych.
Samo to, że zdjęcie zostało znalezione w Internecie, nie oznacza, że można je legalnie umieścić na stronie internetowej firmy. Z punktu widzenia prawa decydujące znaczenie ma nie dostępność materiału, lecz istnienie konkretnego tytułu prawnego do jego wykorzystania w ramach działalności przedsiębiorcy.
Strona firmowa nie jest przestrzenią wyjętą spod reguł prawa autorskiego, ochrony wizerunku i RODO. Przeciwnie, jako narzędzie komunikacji gospodarczej wymaga szczególnie ostrożnego i sformalizowanego podejścia do korzystania z materiałów wizualnych.

W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Pierwsza połowa roku obrotowego to dla zarządów spółek czas intensywnej pracy związanej z obowiązkami sprawozdawczymi. Kluczową datą jest 30 czerwca, która wyznacza granicę dla szeregu czynności sprawozdawczych, przede wszystkim związanych ze sprawozdaniem finansowym spółki.
Przypomnijmy, sprawozdanie finansowe to dokument zawierający podstawowe informacje
o rocznej działalności przedsiębiorstwa, ujęte pod względem finansowym. Jego celem jest rzetelne i jasne przedstawienie kondycji przedsiębiorstwa na określony moment oraz za dany okres sprawozdawczy.
Sprawozdanie finansowe sporządza się według stanu na dzień nazywany dniem bilansowym.
W przypadku, gdy rok obrotowy spółki pokrywa się z rokiem kalendarzowym, dniem bilansowym jest dzień 31 grudnia.
Zakres sprawozdania finansowego określa art. 45 ustawy z dnia 29 września 1994 r.
o rachunkowości. Co do zasady obejmuje ono:
Obowiązek sporządzania sprawozdań finansowych dotyczy:
Za przygotowanie sprawozdania finansowego odpowiada kierownik jednostki, w przypadku spółek najczęściej jest to zarząd spółki. Sprawozdanie finansowe sporządza się w terminie 3 miesięcy od dnia bilansowego, zatem do dnia 31 marca (rok obrotowy pokrywa się
z kalendarzowym). Kierownik jednostki (zarząd) przedstawia je właściwym organom, zgodnie
z obowiązującymi jednostkę przepisami prawa, postanowieniami statutu lub umowy.
Sprawozdanie finansowe sporządza się w postaci elektronicznej oraz opatruje odpowiednimi podpisami elektronicznymi. Sprawozdanie podpisują wszyscy członkowie zarządu oraz osoba, której powierzono prowadzenie ksiąg rachunkowych (np. główny księgowy).
Do sprawozdania finansowego, w określonych przypadkach, należy również dołączyć sprawozdanie z działalności jednostki. Jest to dokument o charakterze opisowym, uzupełniający dane finansowe o informacje dotyczące funkcjonowania i rozwoju podmiotu
w danym roku obrotowym.
Obowiązek jego sporządzenia i złożenia dotyczy w szczególności jednostek wpisanych do rejestru przedsiębiorców KRS, takich jak spółki kapitałowe (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, spółka akcyjna), spółka komandytowo-akcyjna oraz inne jednostki, które zgodnie z przepisami ustawy o rachunkowości nie zostały zwolnione z tego obowiązku. Z obowiązku sporządzenia sprawozdania z działalności mogą być zwolnione m.in. niektóre jednostki mikro i małe, jeżeli spełnią warunki określone w ustawie.
Jeśli spółka podlega obowiązkowemu badaniu, zarząd musi:
Brak badania uniemożliwia zatwierdzenie sprawozdania.
Obowiązek poddania sprawozdania badaniu występuje przede wszystkim w odniesieniu do spółki akcyjnej (o ile na dzień kończący rok obrotowy nie była ona spółką w organizacji).
Obowiązek poddania sprawozdania finansowego badaniu przez biegłego rewidenta powstaje również w przypadku spółek, które w poprzednim roku obrotowym spełniły kryteria określone w ustawie o rachunkowości, odnoszące się m.in. do średniorocznego zatrudnienia, sumy aktywów bilansu oraz wysokości przychodów netto ze sprzedaży towarów i produktów.
W związku z tym szczególną uwagę na ten obowiązek powinny zwrócić podmioty dynamicznie rozwijające się, które – ze względu na wzrost skali działalności – mogą zostać objęte obowiązkiem badania sprawozdania finansowego przez biegłego rewidenta.

Kolejnym krokiem jest zatwierdzenie sprawozdania finansowego, które należy do organu zatwierdzającego, którym w spółkach kapitałowych jest:
Podstawą prawną tego obowiązku jest art. 53 ust. 1 ustawy o rachunkowości, zgodnie z którym zatwierdzenie powinno nastąpić w terminie 6 miesięcy od dnia bilansowego, czyli co do zasady do 30 czerwca.
Zatwierdzenie następuje w formie uchwały podjętej po rozpatrzeniu sprawozdania finansowego, sprawozdania z działalności zarządu (jeżeli jest sporządzane) oraz opinii biegłego rewidenta – w przypadku gdy sprawozdanie podlega obowiązkowemu badaniu. Co do zasady uchwała o zatwierdzeniu sprawozdania finansowego zapada zwykłą większością głosów, chyba że umowa spółki lub statut przewidują surowsze wymagania.
Jednocześnie z uchwałą o zatwierdzeniu sprawozdania finansowego podejmowane są zazwyczaj inne kluczowe uchwały dotyczące zamknięcia roku obrotowego, w szczególności:
Po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego przez właściwy organ spółki kapitałowej powstaje obowiązek jego złożenia do Krajowego Rejestru Sądowego. Zgłoszenie to obejmuje nie tylko samo sprawozdanie finansowe, ale również inne wymagane dokumenty roczne.
Podmiot wpisany do rejestru przedsiębiorców KRS jest zobowiązany do złożenia:
Dokumenty te składa się elektronicznie za pośrednictwem systemu teleinformatycznego (Repozytorium Dokumentów Finansowych), opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo osobistym.
Obowiązek złożenia sprawozdania do KRS powinien zostać wykonany w terminie 15 dni od dnia jego zatwierdzenia, czyli najpóźniej w terminie do 15 lipca.
Odpowiedzialność za prawidłowe wykonanie obowiązków sprawozdawczych w spółkach kapitałowych spoczywa przede wszystkim na członkach zarządu, którzy – jako kierownik jednostki – są zobowiązani do zapewnienia sporządzenia, zatwierdzenia oraz złożenia sprawozdania finansowego w terminach wynikających z przepisów prawa. W przypadku zarządu wieloosobowego odpowiedzialność ta ma charakter solidarny i obejmuje wszystkich jego członków.
Brak sporządzenia sprawozdania finansowego lub sporządzenie go niezgodnie z przepisami stanowi czyn zabroniony. Zgodnie z art. 77 ustawy o rachunkowości, osoba odpowiedzialna (co do zasady członkowie zarządu oraz osoba prowadząca księgi) podlega grzywnie, karze pozbawienia wolności do lat 2 albo obu tym karom łącznie.
Dodatkowo, na podstawie art. 4a ustawy o rachunkowości, kierownik jednostki (zarząd) odpowiada wobec spółki za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem naruszającym obowiązki w zakresie rachunkowości, co oznacza możliwość dochodzenia odpowiedzialności cywilnej.
Choć ustawa o rachunkowości nie przewiduje odrębnej sankcji karnej wyłącznie za brak zatwierdzenia sprawozdania, obowiązek jego przedstawienia właściwemu organowi i doprowadzenia do zatwierdzenia wynika z funkcji zarządu jako kierownika jednostki. Niedopełnienie tego obowiązku może skutkować:
Niezłożenie sprawozdania finansowego do rejestru sądowego stanowi jedno z najczęściej sankcjonowanych naruszeń. Zgodnie z art. 79 pkt 4 ustawy o rachunkowości, kto wbrew przepisom nie składa sprawozdania finansowego (oraz innych wymaganych dokumentów) do właściwego rejestru sądowego, podlega karze grzywny albo ograniczenia wolności.
Niezależnie od odpowiedzialności karnej, sąd rejestrowy może wszcząć postępowanie przymuszające na podstawie przepisów ustawy o KRS, nakładając grzywny na członków zarządu aż do wykonania obowiązku.
W przypadku gdy brak sporządzenia lub złożenia sprawozdania wpływa na realizację obowiązków podatkowych (np. brak przekazania dokumentów wraz z deklaracją CIT), członkowie zarządu mogą ponosić również odpowiedzialność na gruncie przepisów karnych skarbowych.
Odpowiedzialność za obowiązki sprawozdawcze ma charakter wielopoziomowy i obejmuje:
W praktyce oznacza to, że zaniedbania w zakresie sprawozdawczości finansowej mogą rodzić poważne konsekwencje osobiste dla członków zarządu, a także negatywnie wpływać na funkcjonowanie samej spółki.
Przedsiębiorcy powinni zastanowić się, jakie środowisko pracy AI będzie dla nich optymalne. Usługi chmurowe są dziś najczęstszym punktem wejścia dla biznesu. Oznacza to szybki start, skalowalność, stosunkowo niskie koszty, ale z drugiej strony – konieczność sprawdzenia dostawcy, subprocesorów, lokalizacji danych, standardów bezpieczeństwa, zasad retencji danych, możliwości przeprowadzania audytu i procedur wyjścia z usługi. Przeniesienie systemu do chmury nie przenosi odpowiedzialności za bezpieczeństwo i prywatność poza organizację.
Jeżeli w chmurze dochodzi do przetwarzania danych osobowych przez dostawcę działającego jako procesor, organizacja nadal musi mieć odpowiednią umowę oraz — przy transferach poza EOG — podstawę transferową zgodną z RODO. Przy transferach do państw trzecich trzeba równolegle zadbać o podstawę przetwarzania, minimalizację danych, środki bezpieczeństwa i właściwy instrument transferowy, np. odpowiednie zabezpieczenia kontraktowe.
Model on-premises albo prywatne środowisko daje zwykle większą kontrolę nad danymi, integracją i konfiguracją bezpieczeństwa, co bywa kluczowe przy tajemnicach przedsiębiorstwa, kodzie źródłowym, danych HR czy informacjach objętych tajemnicą zawodową. Ceną są jednak koszty infrastruktury, potrzeba własnych kompetencji, odpowiedzialność za aktualizacje i monitoring oraz większy ciężar operacyjny po stronie firmy.
W praktyce bardzo rozsądny bywa model hybrydowy: mniej wrażliwe zastosowania w chmurze, a dane szczególnie wrażliwe lub krytyczne procesy w środowisku lokalnym albo prywatnym. Kluczowa zasada jest jednak jeszcze prostsza: najpierw cel, potem architektura.
Jednym z najbardziej rygorystycznych wymogów AI Act jest obowiązek zapewnienia nadzoru ludzkiego nad systemami wysokiego ryzyka (Artykuł 14). Mechanizm ten ma na celu zapobieganie błędom algorytmicznym, minimalizację ryzyka dla praw podstawowych oraz przeciwdziałanie zjawisku „halucynacji”, czyli generowaniu przez AI nieprawdziwych, lecz brzmiących wiarygodnie informacji.
W praktyce sprowadza się to do trzech poziomów, zależnych od procesu, w którym używana jest sztuczna inteligencja:
Nadzór ludzki nie może być tylko formalnością. Osoby wyznaczone do tej roli muszą posiadać kompetencje niezbędne do zrozumienia ograniczeń systemu, w tym świadomość tendencji do bezkrytycznego ufania rekomendacjom algorytmu. System musi być zaprojektowany tak, aby umożliwiał nadzorcy zignorowanie, nadpisanie lub całkowite i skuteczne odwrócenie decyzji AI, a także posiadał funkcjonalność natychmiastowego zatrzymania (przycisk bezpieczeństwa).
Ten wymóg koresponduje także z RODO – zgodnie z art. 22 RODO, zakazane jest podejmowanie decyzji opartych wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, jeśli wywołują one skutki prawne wobec osób fizycznych. Wdrożenie AI w procesie kończącym się decyzją wobec drugiej osoby (np. ocena zdolności kredytowej, wydanie decyzji o ubezpieczeniu) wymaga więc zapewnienia realnej ścieżki odwoławczej do człowieka, który samodzielnie dokona merytorycznej rewizji przypadku.
AI może wspierać decyzję, ale nie powinna samodzielnie rozstrzygać sprawy tam, gdzie decyduje się o sytuacji drugiego człowieka.
Artykuł 4 AI Act wprowadza obowiązek budowania kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji (AI Literacy) wśród personelu i osób działających w imieniu firmy. Zapewnienie odpowiednich kompetencji technologicznych staje się wymaganym elementem compliance, niezależnie od poziomu ryzyka używanego systemu.
Przedsiębiorca musi dostosować programy szkoleniowe do wiedzy technicznej, doświadczenia i roli pracowników. Szkolenia powinny obejmować co najmniej:
Zgodnie z art. 100 Kodeksu pracy, pracownicy zobowiązani są wykonywać pracę sumiennie, dbając o zachowanie tajemnicy. Nauka obsługi nowych narzędzi wdrożonych w firmie staje się więc częścią obowiązków pracowniczych. Pracodawca nie może jednak obciążać pracowników kosztami tych szkoleń, a ich dokumentowanie (rejestry szkoleń, materiały edukacyjne) spoczywa na pracodawcy, który musi być w stanie rozliczyć się z tego obowiązku przed organami nadzoru rynku.
Odpowiedzialność za błędy sztucznej inteligencji jest zawsze przypisywana człowiekowi lub osobie prawnej (firmie), niezależnie od zawartych z klientami umów, postanowień regulaminów czy warunków świadczenia usług. W relacjach z klientami, każdy błąd AI (np. błędna informacja od chatbota skutkująca dodatkową zniżką) obciąża przedsiębiorcę.
Proces wdrożenia sztucznej inteligencji w firmie powinien być ustrukturyzowany i oparty na zasadzie „bezpieczeństwo przez projektowanie”. Zbierając powyższe, warto już dziś:
Największą przeszkodą we wdrożeniu AI zwykle nie jest technologia, lecz brak zasad. Bez polityki korzystania z AI firma tak naprawdę nie wdraża sztucznej inteligencji, tylko toleruje shadow AI.
Potrzebne są więc proste, ale konkretne reguły: lista zatwierdzonych narzędzi, klasyfikacja wykorzystywanych danych, szkolenia użytkowników, procedura oceny nowych use case’ów, przegląd dostawcy, testy jakości i bezpieczeństwa, a także ścieżka zgłaszania incydentów. Takie podejście pozwala wykorzystać AI jako realne wsparcie biznesu, a nie źródło kosztownych problemów prawnych, organizacyjnych i reputacyjnych.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Wkroczyliśmy w erę, gdy sztuczna inteligencja nie jest już tylko nowinką techniczną czy skomplikowanym eksperymentem, na które mogą sobie pozwolić tylko największe firmy. Narzędzia AI wspierają dziś podstawowe aspekty prowadzenia biznesu, jak sprzedaż, marketing, HR, obsługę klienta, analizę dokumentów czy automatyzację procesów.
Widać jednocześnie, że przechodzimy od fazy fascynacji i optymizmu związanych ze sztuczną inteligencją do etapu weryfikacji biznesowej jej wdrożenia. Coraz więcej firm „ma” AI, ale wciąż niewiele z nich potrafi przekuć te narzędzia w konkretny sukces rynkowy. Wdrożenia nie są łatwe, a cyfrowa transformacja nie powinna przebiegać samoczynnie – potrzebny jest plan i stosowanie się do dobrych praktyk. Wynika to nie tylko z wymogów prawnych, nakładanych przez unijny AI Act, ale także doświadczeń ostatnich lat.
Najważniejsza zasada skutecznego wdrożenia brzmi: AI powinna rozwiązywać konkretny problem biznesowy, a nie być modnym dodatkiem. Zatem najpierw cel, potem narzędzie.
Jest to jedna z najprostszych zasad, o której jednak bardzo często się zapomina. Inaczej wybiera się rozwiązanie do marketingu, inaczej do wewnętrznego wyszukiwania wiedzy, inaczej do HR, a jeszcze inaczej do obsługi klienta czy oceny ryzyka. Jeżeli organizacja nie potrafi odpowiedzieć, jakie dane będą trafiały do systemu, kto będzie korzystał z narzędzia, jaki ma być rezultat i jakie skutki może wywołać błędna odpowiedź modelu, to znaczy, że jest za wcześnie na wybór dostawcy.
Powyższe kwestie wynikają nie tylko z dobrych praktyk, ale stanowią odpowiedź na wymogi obowiązujących przepisów. Wejście w życie 1 sierpnia 2024 r. unijnego Aktu o Sztucznej Inteligencji (AI Act) zmusiło firmy do przejścia od fazy nieograniczonego eksperymentowania do zarządzania zgodnością (compliance).
AI przyjmuje podejście oparte na ryzyku, które kategoryzuje systemy w zależności od ich wpływu na społeczeństwo i jednostkę. Przede wszystkim przedsiębiorcy powinni dokonać inwentaryzacji stosowanych narzędzi i przypisać je do jednej z czterech kategorii ryzyka, co determinuje zakres obowiązków prawnych i operacyjnych.

Systemy wysokiego ryzyka stanowią najbardziej wymagający obszar dla przedsiębiorców. Zgodnie z Załącznikiem III do Aktu AI, obejmują one narzędzia wykorzystywane w tak wrażliwych sektorach jak zatrudnienie, gdzie algorytmy mogą nieświadomie utrwalać uprzedzenia (bias) w procesach selekcji pracowników. Dostawcy i podmioty wdrażające (deployers) takie systemy muszą nie tylko zapewnić wysoką jakość danych treningowych, ale także wdrożyć ciągły system zarządzania ryzykiem, który identyfikuje i łagodzi potencjalne zagrożenia przez cały cykl życia oprogramowania.
Dla firm szczególnie ważna jest data 2 sierpnia 2026 r., gdy zacznie być stosowana główna część przepisów AI Act dotyczących systemów AI i przejrzystości wobec użytkowników.
Jednym z najpoważniejszych wyzwań wdrożeniowych jest ryzyko naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa oraz wycieku danych wrażliwych do publicznych modeli językowych. Dane wprowadzone do standardowych, bezpłatnych wersji narzędzi takich jak ChatGPT są domyślnie wykorzystywane przez dostawców do trenowania przyszłych iteracji modelu, co sprawia, że poufne informacje finansowe, kod źródłowy czy strategie marketingowe mogą stać się częścią globalnej bazy wiedzy dostępnej dla osób trzecich, w tym konkurencji.
Przedsiębiorstwa dążące do zachowania kontroli nad swoimi danymi i ich poufności powinny kategorycznie unikać korzystania z wersji konsumenckich na rzecz rozwiązań klasy „Enterprise”. Droższe, wyższe wersje oferują inne podejście do prywatności i bezpieczeństwa, co jest kluczowe dla zachowania zgodności z RODO oraz ochrony wartości niematerialnych firmy.
Poważnym zagrożeniem jest zjawisko tzw. Shadow AI, w którym pracownicy samodzielnie, bez jakiegokolwiek nadzoru czy wiedzy pracodawcy korzystają z darmowych narzędzi AI. Szacunki wskazują, że w ten sposób dochodzi do 20% wszystkich incydentów naruszenia bezpieczeństwa danych w firmach, a 11% informacji wklejanych do modeli AI zawiera dane poufne.
Odpowiadając na te zagrożenia, organizacje muszą wdrożyć wewnętrzną Politykę AI (AI Policy), która definiuje klasyfikację danych i dozwolone scenariusze użycia. Przedsiębiorca musi upewnić się, że przed wprowadzeniem jakichkolwiek informacji do modelu – zwłaszcza tego darmowego, zostaną one poddane procesowi anonimizacji lub pseudonimizacji, zwłaszcza w kontekście danych osobowych klientów i pracowników.
Dlatego firma powinna jasno określić, jakich danych do AI wprowadzać nie wolno, jakie narzędzia są dopuszczone i kiedy wynik modelu musi zostać sprawdzony przez człowieka.

Przedsiębiorcy powinni zastanowić się, jakie środowisko pracy AI będzie dla nich optymalne. Usługi chmurowe są dziś najczęstszym punktem wejścia dla biznesu. Oznacza to szybki start, skalowalność, stosunkowo niskie koszty, ale z drugiej strony – konieczność sprawdzenia dostawcy, subprocesorów, lokalizacji danych, standardów bezpieczeństwa, zasad retencji danych, możliwości przeprowadzania audytu i procedur wyjścia z usługi. Przeniesienie systemu do chmury nie przenosi odpowiedzialności za bezpieczeństwo i prywatność poza organizację.
Jeżeli w chmurze dochodzi do przetwarzania danych osobowych przez dostawcę działającego jako procesor, organizacja nadal musi mieć odpowiednią umowę oraz — przy transferach poza EOG — podstawę transferową zgodną z RODO. Przy transferach do państw trzecich trzeba równolegle zadbać o podstawę przetwarzania, minimalizację danych, środki bezpieczeństwa i właściwy instrument transferowy, np. odpowiednie zabezpieczenia kontraktowe.
Model on-premises albo prywatne środowisko daje zwykle większą kontrolę nad danymi, integracją i konfiguracją bezpieczeństwa, co bywa kluczowe przy tajemnicach przedsiębiorstwa, kodzie źródłowym, danych HR czy informacjach objętych tajemnicą zawodową. Ceną są jednak koszty infrastruktury, potrzeba własnych kompetencji, odpowiedzialność za aktualizacje i monitoring oraz większy ciężar operacyjny po stronie firmy.
W praktyce bardzo rozsądny bywa model hybrydowy: mniej wrażliwe zastosowania w chmurze, a dane szczególnie wrażliwe lub krytyczne procesy w środowisku lokalnym albo prywatnym. Kluczowa zasada jest jednak jeszcze prostsza: najpierw cel, potem architektura.
Jednym z najbardziej rygorystycznych wymogów AI Act jest obowiązek zapewnienia nadzoru ludzkiego nad systemami wysokiego ryzyka (Artykuł 14). Mechanizm ten ma na celu zapobieganie błędom algorytmicznym, minimalizację ryzyka dla praw podstawowych oraz przeciwdziałanie zjawisku „halucynacji”, czyli generowaniu przez AI nieprawdziwych, lecz brzmiących wiarygodnie informacji.
W praktyce sprowadza się to do trzech poziomów, zależnych od procesu, w którym używana jest sztuczna inteligencja:
Nadzór ludzki nie może być tylko formalnością. Osoby wyznaczone do tej roli muszą posiadać kompetencje niezbędne do zrozumienia ograniczeń systemu, w tym świadomość tendencji do bezkrytycznego ufania rekomendacjom algorytmu. System musi być zaprojektowany tak, aby umożliwiał nadzorcy zignorowanie, nadpisanie lub całkowite i skuteczne odwrócenie decyzji AI, a także posiadał funkcjonalność natychmiastowego zatrzymania (przycisk bezpieczeństwa).
Ten wymóg koresponduje także z RODO – zgodnie z art. 22 RODO, zakazane jest podejmowanie decyzji opartych wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, jeśli wywołują one skutki prawne wobec osób fizycznych. Wdrożenie AI w procesie kończącym się decyzją wobec drugiej osoby (np. ocena zdolności kredytowej, wydanie decyzji o ubezpieczeniu) wymaga więc zapewnienia realnej ścieżki odwoławczej do człowieka, który samodzielnie dokona merytorycznej rewizji przypadku.
AI może wspierać decyzję, ale nie powinna samodzielnie rozstrzygać sprawy tam, gdzie decyduje się o sytuacji drugiego człowieka.
Artykuł 4 AI Act wprowadza obowiązek budowania kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji (AI Literacy) wśród personelu i osób działających w imieniu firmy. Zapewnienie odpowiednich kompetencji technologicznych staje się wymaganym elementem compliance, niezależnie od poziomu ryzyka używanego systemu.
Przedsiębiorca musi dostosować programy szkoleniowe do wiedzy technicznej, doświadczenia i roli pracowników. Szkolenia powinny obejmować co najmniej:
Zgodnie z art. 100 Kodeksu pracy, pracownicy zobowiązani są wykonywać pracę sumiennie, dbając o zachowanie tajemnicy. Nauka obsługi nowych narzędzi wdrożonych w firmie staje się więc częścią obowiązków pracowniczych. Pracodawca nie może jednak obciążać pracowników kosztami tych szkoleń, a ich dokumentowanie (rejestry szkoleń, materiały edukacyjne) spoczywa na pracodawcy, który musi być w stanie rozliczyć się z tego obowiązku przed organami nadzoru rynku.
Odpowiedzialność za błędy sztucznej inteligencji jest zawsze przypisywana człowiekowi lub osobie prawnej (firmie), niezależnie od zawartych z klientami umów, postanowień regulaminów czy warunków świadczenia usług. W relacjach z klientami, każdy błąd AI (np. błędna informacja od chatbota skutkująca dodatkową zniżką) obciąża przedsiębiorcę.
Proces wdrożenia sztucznej inteligencji w firmie powinien być ustrukturyzowany i oparty na zasadzie „bezpieczeństwo przez projektowanie”. Zbierając powyższe, warto już dziś:
Największą przeszkodą we wdrożeniu AI zwykle nie jest technologia, lecz brak zasad. Bez polityki korzystania z AI firma tak naprawdę nie wdraża sztucznej inteligencji, tylko toleruje shadow AI.
Potrzebne są więc proste, ale konkretne reguły: lista zatwierdzonych narzędzi, klasyfikacja wykorzystywanych danych, szkolenia użytkowników, procedura oceny nowych use case’ów, przegląd dostawcy, testy jakości i bezpieczeństwa, a także ścieżka zgłaszania incydentów. Takie podejście pozwala wykorzystać AI jako realne wsparcie biznesu, a nie źródło kosztownych problemów prawnych, organizacyjnych i reputacyjnych.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

W relacjach B2B umowa powinna pełnić funkcję realnego zabezpieczenia interesów przedsiębiorcy. W praktyce jednak często jest traktowana jako formalność – dokument, który „trzeba podpisać”, aby rozpocząć współpracę. Z naszego doświadczenia wynika, że to właśnie takie podejście najczęściej prowadzi do problemów, które ujawniają się dopiero w trakcie realizacji kontraktu – zwykle w najmniej dogodnym momencie.
Poniżej wskazujemy pięć błędów, które regularnie pojawiają się w umowach między przedsiębiorcami i które w praktyce przekładają się na konkretne straty finansowe lub organizacyjne.
Jednym z najczęstszych źródeł sporów jest brak jednoznacznego określenia, co dokładnie ma zostać wykonane. Zapisy ograniczające się do ogólnych sformułowań – jak „świadczenie usług doradczych” czy „realizacja projektu IT” – nie odpowiadają na kluczowe pytania: jaki jest zakres prac, jakie są ich etapy i kiedy można uznać je za wykonane.
W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której każda ze stron inaczej interpretuje swoje obowiązki. W jednym z analizowanych przez nas przypadków spór dotyczył właśnie tego, czy określony etap projektu został zakończony – mimo że umowa formalnie „opisywała” zakres współpracy.
Dlatego warto zadbać o precyzyjne wskazanie zakresu świadczenia, harmonogramu, standardów wykonania oraz jasnych kryteriów odbioru.
Obecność zapisów o odpowiedzialności w umowie nie oznacza jeszcze, że mają one realną wartość. W praktyce często spotyka się kary umowne, które są symboliczne albo tak skonstruowane, że ich dochodzenie jest utrudnione.
Zdarzają się również ograniczenia odpowiedzialności, które – ze względu na nieprecyzyjne brzmienie – nie spełniają swojej funkcji lub prowadzą do sporów interpretacyjnych. Problemem bywa także brak powiązania sankcji z najistotniejszymi obowiązkami, takimi jak terminowość czy jakość wykonania.
W efekcie zapisy, które miały zabezpieczać interes przedsiębiorcy, okazują się iluzoryczne. Skuteczna konstrukcja odpowiedzialności powinna być dopasowana do realnego ryzyka i uwzględniać scenariusze, które faktycznie mogą wystąpić w trakcie współpracy.

Nie wszystkie ryzyka w umowie są widoczne na pierwszy rzut oka. Często pojawiają się zapisy, które formalnie wydają się neutralne, alew praktyce generują dodatkowe koszty lub nakładają na jedną ze stron obowiązki niewspółmierne do uzyskiwanych korzyści.
Mogą to być m.in. dodatkowe opłaty, rozszerzone obowiązki operacyjne, automatyczne przedłużenia umowy czy niekorzystne mechanizmy rozliczeń. Ich znaczenie ujawnia się dopiero na etapie realizacji współpracy – kiedy możliwości negocjacyjne są już ograniczone.
Takie postanowienia rzadko są dostrzegane na etapie podpisywania umowy. Dlatego kluczowe jest analizowanie umowy nie tylko pod kątem treści, ale przede wszystkim jej praktycznych skutków.
Wielu sporów można by uniknąć, gdyby umowa precyzowała zasady codziennej współpracy. Tymczasem w praktyce często brakuje odpowiedzi na podstawowe pytania: kto jest odpowiedzialny za kontakt, w jakiej formie zgłaszane są uwagi, ile czasu przysługuje na odbiór prac lub zgłoszenie zastrzeżeń.
W jednej ze spraw, z którą mieliśmy do czynienia, konflikt nie dotyczył jakości usługi, lecz tego, czy została ona prawidłowo odebrana – ponieważ umowa nie przewidywała żadnej procedury odbiorowej.
Brak takich ustaleń prowadzi do chaosu organizacyjnego i zwiększa ryzyko eskalacji nieporozumień. Umowa powinna więc regulować nie tylko zakres świadczenia, ale również sposób jego realizacji – w tym procedury komunikacji, odbioru i wprowadzania zmian.
Przedsiębiorcy koncentrują się na rozpoczęciu współpracy, znacznie rzadziej analizując scenariusz jej zakończenia. Tymczasem to właśnie w takich momentach ujawniają się największe ryzyka.
Brak jasnych zasad wypowiedzenia lub odstąpienia od umowy może prowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorca jest związany niekorzystnym kontraktem lub nie ma możliwości szybkiego zakończenia współpracy z nierzetelnym partnerem. Problemem są również rozliczenia końcowe – zwłaszcza gdy umowa nie określa, jak rozliczyć częściowo wykonane świadczenia.
Brak jednoznacznych zapisów w tym zakresie może prowadzić do „uwięzienia” w niekorzystnej relacji biznesowej albo konieczności prowadzenia długotrwałego sporu. Dlatego umowa powinna precyzyjnie określać przesłanki wypowiedzenia lub odstąpienia, okresy wypowiedzenia oraz zasady rozliczeń po zakończeniu współpracy.
Każdy z opisanych błędów sprowadza się do jednego – niedostatecznej precyzji i braku przewidywania konsekwencji. W praktyce dobrze przygotowana umowa nie tylko opisuje współpracę, ale porządkuje ją operacyjnie, zabezpiecza finansowo i przewiduje scenariusze problemowe.
To właśnie jakość zapisów umownych często decyduje o tym, czy potencjalny konflikt zostanie rozwiązany szybko i bez istotnych strat – czy przekształci się w kosztowny i długotrwały spór.
Dlatego analiza i odpowiednie przygotowanie umowy to nie formalność, lecz realne narzędzie zarządzania ryzykiem w działalności gospodarczej.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Implementacja dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 w przedmiocie równości wynagrodzeń wkracza w istotną fazę procesu legislacyjnego. Opublikowanie przez ustawodawcę nowego projektu ustawy z dnia 29 kwietnia 2026 r., który zastąpił propozycję z grudnia 2025 r., sygnalizuje zmianę w podejściu do mechanizmów przejrzystości płacowej oraz instrumentów egzekwowania praw pracowniczych.
Oba projekty poddaliśmy analizie porównawczej, celem wskazania obszarów wymagających szczególnej uwagi w toku nadchodzących procesów dostosowania Zakładów pracy do wdrożenia Równości i przejrzystości płac.
Nowy projekt kładzie szczególny nacisk na wyeliminowanie wątpliwości interpretacyjnych, które mogłyby wpływać na rzetelność raportowania luki płacowej. Zmiana w definicji poziomu wynagrodzenia ma istotny charakter. Pierwotny projekt posługiwał się ogólnym pojęciem wynagrodzenia rocznego, wersja projektu ustawy z kwietnia 2026 r. precyzuje, iż należy uwzględniać rzeczywiste świadczenia otrzymane przez pracownika, z wyraźnym wyłączeniem należności związanych z ustaniem stosunku pracy, takich jak odprawy.
Przyjęta metodologia pozwala na uzyskanie miarodajnego obrazu systemowych zasad wynagradzania, wolnego od wpływu jednorazowych i incydentalnych wypłat. Dodatkowo, wprowadzenie pojęcia Rocznych Jednostek Roboczych (RJR) do obliczania progów zatrudnienia zapewnia obiektywne ujęcie struktury personelu, co ułatwia planowanie w podmiotach charakteryzujących się dużą rotacją kadr lub znacznym udziałem zatrudnienia w niepełnym wymiarze czasu pracy.
Istotnym elementem kwietniowego projektu jest doprecyzowanie obowiązków pracodawcy w zakresie wartościowania stanowisk. Ustawodawca wprowadził wymóg uwzględniania w procesie oceny tzw. umiejętności miękkich, o ile są one niezbędne do wykonywania pracy na danym stanowisku. Zmiana ta ma na celu pełniejsze odzwierciedlenie kompetencji relacyjnych i opiekuńczych, które w dotychczasowych systemach wartościowania bywały pomijane.
Projekt z kwietnia 2026 r. wprowadza również sformalizowane ramy dialogu ze stroną społeczną:

W obszarze rekrutacji oraz bieżącego zatrudnienia, projekt z kwietnia 2026 r. istotnie rozszerza uprawnienia informacyjne pracowników. Do najważniejszych zmian należą:
Znaczącą zmianą systemową jest powołanie Komisji do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji w Zatrudnieniu. Organ ten został wyposażony w szerokie kompetencje, obejmujące m.in. uprawnienie do wytaczania powództw cywilnych na rzecz pracowników na zasadach przysługujących prokuratorowi.
Równolegle zaostrzono rygory odpowiedzialności. Górna granica grzywny została ustalona na poziomie 60 000 zł, a wystąpienie zjawiska dyskryminacji krzyżowej ustawodawca wskazał jako istotną okoliczność obciążającą przy wymiarze kary.
W nowym projekcie ustawy z kwietnia 2026 r. ustawodawca uwzględnił postulaty dotyczące konieczności zapewnienia odpowiedniego czasu na dostosowanie struktur płacowych, wprowadzając sześciomiesięczny okres vacatio legis.
Półroczne opóźnienie wejścia w życie przepisów merytorycznych pozwala pracodawcom na:
Należy jednak pamiętać, że mimo wydłużonego okresu wejścia w życie przepisów, pierwsze raporty będą wymagały analizy danych wstecznych, co sprawia, że proces przygotowawczy powinien rozpocząć się bezzwłocznie po uchwaleniu ustawy.
W świetle nadchodzących regulacji, rok 2026 powinien być dla organów zarządzających oraz działów HR czasem przeprowadzenia audytów wewnętrznych. Rekomendujemy w szczególności:
Nowe przepisy wymagają od pracodawców nie tylko spełnienia obowiązków sprawozdawczych, ale przede wszystkim rzetelnego ukształtowania struktur płacowych.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

W ostatnim czasie zapadło kolejne korzystne rozstrzygnięcie dla kredytobiorców w sprawie dotyczącej sankcji kredytu darmowego. W jednej z ostatnich spraw ponownie uzyskaliśmy korzystny wyrok – tym razem sprawa dotyczyła umowy pożyczki zawartej z Bankiem Polska Kasa Opieki S.A. Orzeczenie to wpisuje się w coraz wyraźniejszy trend prokonsumencki w sprawach dotyczących sankcji kredytu darmowego.
Sąd Rejonowy w Gnieźnie I Wydział Cywilny podzielił argumenty konsumenta dot. naruszenia przez bank obowiązków informacyjnych, w szczególności zastosowania niedozwolonego oprocentowania prowizji i innych kosztów około kredytowych. W rezultacie przyjęto, że konsument jest uprawniony do skutecznego skorzystania z sankcji kredytu darmowego, co w praktyce oznacza obowiązek zwrotu przez bank dotychczas nienależnie pobranych kosztów i odsetek, a także kontynuowanie spłaty pozostałego zobowiązania przez konsumenta bez naliczania dalszych odsetek.
To kolejny przykład na to, że dokładna analiza umowy kredytu konsumenckiego może prowadzić do realnych korzyści finansowych dla kredytobiorców.
Nie sposób pominąć kontekstu, w jakim zapadło to rozstrzygnięcie. Kluczowe znaczenie ma tutaj orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 23 kwietnia 2026 r. w sprawie C-744/24, w którym Trybunał jednoznacznie wskazał, że:
To rozstrzygnięcie ma istotne znaczenie dla polskich konsumentów, bowiem podważa praktykę powszechnie stosowaną przez banki, polegającą na „kredytowaniu kosztów”
i jednoczesnym naliczaniu od nich odsetek.
Wspomniane orzeczenie TSUE może być punktem zwrotnym dla tysięcy spraw w Polsce , a także istotnie wzmacnia argumentację kredytobiorców dochodzących swoich praw przed sądami krajowymi.
Choć każda sprawa wymaga indywidualnej analizy, na poziomie krajowym dostrzegalna jest coraz bardziej spójna tendencja orzecznicza, przejawiająca się w częstszym identyfikowaniu przez sądy nieprawidłowości w konstrukcji umów kredytu lub pożyczki stosowanych przez banki.
Wspomniany wyrok Sądu Rejonowego w Gnieźnie I Wydziału Cywilnego, stanowi kolejne potwierdzenie tej linii orzeczniczej.
To właściwy moment, aby dokonać analizy swojej umowy kredytowej lub umowy pożyczki, zwłaszcza w sytuacji, gdy przewidziano w niej postanowienia dotyczące dodatkowych kosztów finansowanych kredytem, takich jak prowizja czy składki ubezpieczeniowe.
Jeśli masz wątpliwości co do prawidłowości swojej umowy kredytowej lub pożyczki, warto skonsultować ją z kancelarią. Analiza przeprowadzona przez specjalistów pozwala szybko ocenić, czy Bank dopełnił wszelkich ustawowych obowiązków informacyjnych względem konsumenta.
Więcej informacji: https://www.sobotajachira.pl/sankcja-kredytu-darmowego/

Mamy dobrą wiadomość dla kredytobiorców. Sąd Rejonowy w Malborku w całości uwzględnił roszczenie naszego Klienta i zastosował tzw. sankcję kredytu darmowego. W praktyce oznacza to, że Klient musi oddać tylko pożyczony kapitał – bez odsetek i dodatkowych kosztów, a dotychczas uiszczone odsetki i prowizje zostaną mu zwrócone.
To jeden z tych wyroków, które pokazują, że obowiązki informacyjne kredytodawców nie są pustą formalnością.
Sąd uznał, że umowa kredytu konsumenckiego naruszała przepisy ustawy o kredycie konsumenckim w kilku kluczowych obszarach:
Sąd podkreślił, że RRSO i przejrzystość informacji to fundament świadomej decyzji konsumenta. Jeżeli te elementy są wadliwe, konsument traci realną możliwość porównania ofert i oceny skutków umowy.
W konsekwencji zastosowano sankcję kredytu darmowego. Kredytobiorca zobowiązany jest do zwrotu wyłącznie kapitału udzielonego kredytu, bez odsetek i innych kosztów, a dotychczas uiszczone odsetki i prowizje zostaną mu zwrócone. W tym wypadku to oszczędność, aż kilkunastu tysięcy złotych!
Ten wyrok to kolejny już sygnał:
Dla konsumentów to potwierdzenie, że warto weryfikować swoje umowy, bowiem może się to przełożyć na znaczące oszczędności, w tym zwrot zapłaconych już kosztów oraz odsetek i obowiązek spłaty wyłącznie pożyczonego kapitału.
Jeśli masz wątpliwości co do prawidłowości swojej umowy kredytowej lub pożyczki, warto skonsultować ją z kancelarią. Analiza przeprowadzona przez specjalistów pozwala szybko ocenić, czy Bank dopełnił wszelkich ustawowych obowiązków informacyjnych względem konsumenta.
Więcej informacji: https://www.sobotajachira.pl/sankcja-kredytu-darmowego/

W dniu 16 kwietnia 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał ważne orzeczenie w sprawie C-753/24 (Rzepacz),które ma istotne znaczenie dla innych toczących się postępowań, w których banki skierowały przeciwko konsumentom pozwy o zwrot kapitału po unieważnieniu umowy.
Sprawa trafiła do TSUE na skutek pytania prejudycjalnego skierowanego przez Sąd Okręgowy w Warszawie w związku z toczącym się postępowaniem zainicjowanym przez bank przeciwko konsumentom. Sąd krajowy miał wątpliwości czy można uwzględnić przedawnione roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi o zwrot świadczeń nienależnych spełnionych na podstawie umowy, która stała się nieważna, jeżeli wymagają tego względy słuszności lub zasady współżycia społecznego.
Istotą sporu jest art. 117¹ Kodeksu cywilnego, który w wyjątkowych przypadkach pozwala sądowi uwzględnić przedawnione roszczenie przedsiębiorcy wobec konsumenta.
W praktyce oznacza to, że bank, którego roszczenie uległo przedawnieniu wskutek upływu ustawowego terminu, w dalszym ciągu ma możliwość dochodzenia zapłaty.
Ponadto, w przypadku uznania przez sąd, że przemawiają za tym względy słuszności lub zasady współżycia społecznego, roszczenie banku – mimo przedawnienia – może zostać uwzględnione. Tego rodzaju wyjątek od zasady pewności prawa prowadzi do nałożenia na konsumentów ryzyka, zwłaszcza w sytuacji, gdy nieważność umowy wynika z zastosowania przez bank niedozwolonych postanowień umownych.
TSUE wskazał, że art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich oraz zasadę skuteczności, przy uwzględnieniu prawa do sądu, a także zasad proporcjonalności i pewności prawa należy interpretować w ten sposób, że nie stoją one co do zasady na przeszkodzie przepisowi prawa krajowego, który zezwala sądowi krajowemu, w wyjątkowych okolicznościach i gdy wymagają tego względy słuszności, na uwzględnienie powództwa przedsiębiorcy o zwrot od konsumenta świadczeń wypłaconych mu na podstawie umowy kredytu nieważnej ze względu na zawarte w niej nieuczciwe warunki, nawet jeśli upłynął termin przedawnienia roszczenia tego przedsiębiorcy o zwrot tych świadczeń, pod warunkiem że przy stosowaniu tego przepisu sąd ten podejmie wszelkie niezbędne środki w celu zapewnienia, by wykonywanie praw przyznanych konsumentowi przez tę dyrektywę nie było nadmiernie utrudnione lub praktycznie niemożliwe.
Trybunał uznał, że prawo Unii Europejskiej (art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r.) dopuszcza uwzględnienie przedawnionych roszczeń banku, w wyjątkowych okolicznościach i gdy wymagają tego względy słuszności, na uwzględnienie powództwa przedsiębiorcy o zwrot od konsumenta świadczeń wypłaconych mu na podstawie unieważnionej umowy kredytu, nawet jeśli upłynął termin przedawnienia roszczenia banku, pod warunkiem że przy stosowaniu tego przepisu sąd ten podejmie wszelkie niezbędne środki w celu zapewnienia, by wykonywanie praw przyznanych konsumentowi przez tę dyrektywę nie było utrudnione.
Trybunał zwrócił uwagę na zasadę proporcjonalności i słuszności w rozliczeniach po unieważnieniu umów. W przypadku unieważnienia umowy każda ze stron zobowiązana jest do zwrotu świadczeń otrzymanych od drugiej strony, konsument odzyskuje środki wpłacone na rzecz banku, a bank uzyskuje zwrot udostępnionego kapitału kredytu.
Wyrok TSUE C‑753/24 nie zmienia dotychczasowych zasad oceny przez sądy zasady słuszności pod kątem uwzględniania zarzutu przedawnienia w sprawa o zwrot kapitału.
Skutkiem wydanego wyroku są:

Transparentność życia publicznego w Polsce wchodzi na zupełnie nowy poziom. Choć o Centralnym Rejestrze Umów (CRU) mówiło się od lat, to rok 2026 wyznacza moment pełnej dojrzałości cyfrowej tego narzędzia i bezwzględnego egzekwowania przepisów. Dla prawników, urzędników oraz przedsiębiorców startujących w przetargach oznacza to konieczność przedefiniowania podejścia do tajemnicy przedsiębiorstwa i obiegu dokumentów.
System, prowadzony przez Ministra Finansów, ma być centralnym repozytorium wiedzy o tym, jak wydatkowane są publiczne pieniądze. Obowiązkowi wpisu podlegają umowy, których wartość przedmiotu przekracza 500 zł netto. W rejestrze znajdą się kluczowe informacje:
Co istotne, rejestr jest powszechnie dostępny, bezpłatny i posiada zaawansowaną wyszukiwarkę, co pozwala na filtrowanie wydatków konkretnych gmin, ministerstw czy uczelni wyższych w czasie rzeczywistym.
Obowiązek publikacji spoczywa na wszystkich jednostkach sektora finansów publicznych w rozumieniu art. 9 ustawy o finansach publicznych. Mowa tu zarówno o administracji rządowej, jak i samorządowej, agencjach wykonawczych, ZUS, KRUS czy samodzielnych publicznych zakładach opieki zdrowotnej.
Kierownik jednostki ma 14 dni od daty zawarcia umowy na wprowadzenie danych do systemu. Każda zwłoka lub podanie nieprawdziwych informacji wiąże się nie tylko z odpowiedzialnością dyscyplinarną, ale również karną (grzywna, kara ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności do roku).
Największym punktem spornym pozostaje kolizja zasady jawności z ochroną tajemnicy przedsiębiorstwa. Przedsiębiorcy współpracujący z sektorem publicznym muszą mieć świadomość, że ich kontrakty – w tym cenniki jednostkowe czy specyficzne warunki realizacji – będą dostępne dla konkurencji.
Aby skutecznie zastrzec wybrane fragmenty umowy jako tajemnicę, nie wystarczy już ogólna klauzula poufności. Przedsiębiorca musi wykazać, że informacje mają wartość gospodarczą i podjęto kroki w celu zachowania ich w poufności. Urzędy, bojąc się sankcji za brak wpisu, będą rzadziej przychylać się do prośby o utajnienie, co wymusza na prawnikach konstruowanie bardziej precyzyjnych uzasadnień dla ochrony know-how klientów.

Rejestr nie jest absolutny. Jawności nie podlegają umowy dotyczące spraw, w których ujawnienie informacji mogłoby naruszyć bezpieczeństwo państwa, interesy obronne lub dotyczyć kwestii objętych klauzulą „niejawne”. Wyłączone są również umowy zawierane w ramach postępowań niepodlegających ustawie Prawo zamówień publicznych ze względu na specyfikę służb specjalnych czy wywiadu.
Wprowadzenie pełnej jawności umów od 2026 roku to krok w stronę standardów skandynawskich. Dla sektora publicznego to test sprawności administracyjnej, a dla obywateli – narzędzie realnej kontroli społecznej. Firmy muszą natomiast zrewidować swoje strategie ofertowe, biorąc pod uwagę, że ich „poufne” dotąd warunki handlowe mogą stać się lekturą dla całego rynku.
W dobie cyfryzacji prawo do prywatności w relacjach z państwem ustępuje miejsca zasadzie transparentności. Przygotowanie odpowiednich procedur wewnętrznych będzie kluczowe, aby uniknąć paraliżu organizacyjnego i ryzyk prawnych w momencie wejścia w życie pełnej operacyjności rejestru.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Ustawa z dnia 5 grudnia 2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej (Dz.U. 2024 poz. 1907 z późn. zm.), podpisana przez Prezydenta RP w dniu 17 grudnia 2024 r., stanowi przełomową regulację w polskim systemie prawnym. Wypełnia ona wieloletnią lukę w zakresie ochrony ludności cywilnej, wprowadzając kompleksowy system planowania, budowania i utrzymywania obiektów zbiorowej ochrony. Choć ustawa w pierwszej kolejności adresuje zadania do organów administracji publicznej, jej przepisy w istotnym zakresie oddziałują także na sektor prywatny, a w szczególności na deweloperów realizujących inwestycje mieszkaniowe i komercyjne. Ustawa nakazuje projektowanie i wznoszenie obiektów zbiorowej ochrony zgodnie z określonymi wymogami techniczno-budowlanymi, w szczególności obejmującymi m.in. wytrzymałość, bezpieczeństwo pożarowe, wentylację, ewakuację oraz zaopatrzenie w energię i wodę.
Kluczową zmianę normuje art. 94 ustawy, który nakłada na inwestorów obowiązek projektowania kondygnacji podziemnych w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych oraz garaży podziemnych w taki sposób, aby możliwe było zorganizowanie w nich miejsc doraźnego schronienia – o ile w danym obiekcie nie przewidziano budowli ochronnej wyższej kategorii (schronu lub ukrycia). Przepis ten objął wszystkie zamierzenia budowlane, dla których złożono wniosek o pozwolenie na budowę albo dokonano zgłoszenia budowy lub robót budowlanych, gdy pozwolenie nie jest wymagane po 31 grudnia 2025 r.
Nowe przepisy wywierają bezpośredni wpływ na etap projektowania inwestycji. Każdy projekt budowlany dotyczący budynku mieszkalnego wielorodzinnego lub budynku użyteczności publicznej z kondygnacją podziemną lub garażem podziemnym, złożony po 31 grudnia 2025 r., musi uwzględniać wymogi ustawy schronowej. Co istotne, obowiązek ten dotyczy nie tylko budowy nowych obiektów, lecz także przebudowy, montażu i remontów obejmujących część budynku objętą obowiązkiem adaptacji.
Ustawa schronowa nie nakłada na deweloperów bezwzględnego obowiązku wybudowania schronu lub miejsca ukrycia, jednak jeżeli w inwestycji nie przewidziano budowli ochronnej wyższej kategorii, garaż podziemny lub kondygnacja podziemna muszą zostać zaprojektowane z uwzględnieniem możliwości późniejszego zorganizowania w nim miejsca doraźnego schronienia.
W praktyce deweloper powinien więc przeanalizować już na etapie koncepcji, czy planowany budynek może być uznany za obiekt zbiorowej ochrony albo czy trzeba go zaprojektować tak, by w przyszłości dało się w nim zorganizować miejsce doraźnego schronienia. Ustawa przewiduje też możliwość uznania planowanego obiektu budowlanego za budowlę ochronną w drodze decyzji lub porozumienia z właściwym organem ochrony ludności. To istotne, gdyż decyzje te mogą wiązać się z dodatkowymi obowiązkami właściciela lub zarządcy, w tym z obowiązkiem udostępnienia budowli na cele ochrony ludności na polecenie organu.
Jednocześnie ustawodawca zostawił otwartą furtkę do finansowania części działań z dotacji celowych, m.in. na budowę, przebudowę i organizowanie miejsc doraźnego schronienia.

Nieprzestrzeganie przepisów tzw. ustawy schronowej wiąże się z ryzykiem zastosowania środków o charakterze sankcyjnym.
W szczególności niespełnienie wymogów określonych w art. 94 może skutkować odmową zatwierdzenia projektu budowlanego, odmową wydania pozwolenia na użytkowanie albo zastosowaniem środków nadzoru budowlanego, włącznie z wszczęciem postępowania w sprawie samowoli budowlanej.
Ponadto, na podstawie art. 102 ust. 2 organ ochrony ludności może – w drodze decyzji administracyjnej – nałożyć obowiązek przystosowania nieruchomości lub wykonania miejsc doraźnego schronienia. Niewykonanie takiego nakazu stanowi czyn sankcjonowany, zagrożony karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny (art. 166 ustawy w zw. z art. 82b Kodeksu wykroczeń).
Dodatkowo, w warunkach stanu nadzwyczajnego możliwe jest obligatoryjne włączenie dewelopera w realizację zadań z zakresu ochrony ludności (art. 5 ust. 3), co w przypadku niewykonania nałożonych obowiązków może prowadzić do zastosowania dalszych środków przymusu przewidzianych przepisami prawa.
Ustawa schronowa stanowi jedną z ważniejszych zmian prawnych dla sektora deweloperskiego ostatnich lat. Obowiązki wynikające z art. 94 Ustawy objęły wszystkie wnioski o pozwolenie na budowę albo zgłoszenia budowy złożone po 31 grudnia 2025 r. Z punktu widzenia przedsiębiorców, należy dojść do wniosku, iż temat schronów przestaje być wyłącznie zagadnieniem administracyjnym, a staje się jednym z parametrów projektowych i kosztowych inwestycji. Deweloperzy planujący nowe inwestycje wielorodzinne z kondygnacją lub garażem podziemnym powinni niezwłocznie zaktualizować dokumentację projektową o wymagania dotyczące miejsc doraźnego schronienia (w tym warunki zabudowy, układ kondygnacji podziemnych, rozwiązania wentylacyjne, ewakuacyjne i techniczne) oraz zweryfikować, czy planowana inwestycja nie zostanie objęta decyzją o uznaniu za budowlę ochronną. Dynamicznie zmieniające się otoczenie regulacyjne sprawia, że stałe monitorowanie przepisów i bieżące konsultacje prawne stają się niezbędnym elementem procesu inwestycyjnego.
W razie jakichkolwiek wątpliwości dotyczących obowiązków wynikających z ustawy schronowej w zakresie wymagań projektowych czy też oceny ryzyka inwestycyjnego – zapraszamy do kontaktu z naszą Kancelarią. Specjalizujemy się w kompleksowej obsłudze prawnej podmiotów z branży deweloperskiej, w tym w zakresie nowych regulacji z obszaru ochrony ludności i obrony cywilnej.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Działalność gospodarcza oparta na aktywnym pozyskiwaniu klientów została w ostatnim czasie mocno ograniczona regulacjami prawnymi. Od 10 listopada 2024 roku obowiązują nowe przepisy Prawa komunikacji elektronicznej (PKE), które zmieniły zasady marketingu bezpośredniego. Nowe regulacje wymuszają na przedsiębiorcach poważną redefinicję dotychczasowych strategii sprzedażowych, procesów pozyskiwania leadów oraz architektury zarządzania bazami danych.
Szczególną uwagę należy zwrócić na artykuł 398 PKE, który odzwierciedla nowe podejście ustawodawcy do kwestii marketingu bezpośredniego. Przepis ten wprowadza surowe mechanizmy kontrolne, przenosząc ciężar dowodowy i organizacyjny na podmioty inicjujące kontakt. Ustawodawca kategorycznie zakazał wykorzystywania telekomunikacyjnych urządzeń końcowych (telefon, Internet) oraz automatycznych systemów wywołujących do celów marketingu bezpośredniego bez uprzedniej, wyraźnej zgody odbiorcy. W praktyce oznacza to, że każda forma cyfrowego lub telekomunikacyjnego kontaktu w celu zaprezentowania oferty handlowej – niezależnie czy jest to e-mail, wiadomość SMS, czy połączenie telefoniczne realizowane przez ludzkiego konsultanta lub bota – wymaga uzyskania ważnego oświadczenia woli jeszcze przed zainicjowaniem kontaktu.
Istotnym ograniczeniem jest przy tym także całkowite zrównanie statusu osób prawnych i fizycznych. Obecnie relacje B2B (business-to-business) podlegają równie rygorystycznej ochronie przed niechcianą komunikacją marketingową, co relacje z konsumentami (B2C). Wysłanie oferty handlowej do spółki, z którą firma nie miała wcześniej relacji gospodarczych, traktowane jest dziś z taką samą surowością, jak spamowanie prywatnych skrzynek pocztowych.
Przez lata sektor B2B w praktyce korzystał z łagodniejszego traktowania. Powszechną praktyką biznesową było masowe pobieranie danych teleadresowych z ogólnodostępnych rejestrów państwowych, takich jak Krajowy Rejestr Sądowy (KRS) czy Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej (CEIDG), a następnie kierowanie na te adresy niezamówionych ofert handlowych, w ramach tak zwanego cold mailingu lub cold callingu.
Po nowelizacji PKE, fakt iż adres e-mail lub numer telefonu potencjalnego kontrahenta jest publicznie dostępny w rejestrze państwowym lub na firmowej stronie internetowej, nie stanowi domniemania zgody na kontakt marketingowy. Każda wiadomość elektroniczna posiadająca cel handlowy wymaga uprzedniej zgody, co oznacza, że pozyskiwanie kontaktów z otwartych źródeł (prospecting) bez odpowiedniej podstawy prawnej jest naruszeniem przepisów.
Surowo traktowane są także próby obejścia tych przepisów. Niedopuszczalne jest nawet wysyłanie zapytań o samą możliwość przedstawienia oferty, ponieważ takie działanie samo w sobie jest kwalifikowane jako komunikacja marketingowa. Inicjowanie pierwszego kontaktu w celu pozyskania zgody na przesłanie docelowej oferty handlowej stanowi złamanie art. 398 PKE.
W efekcie firmy zmuszone są zrezygnować z aktywnego wypatrywania klientów na rzecz strategii inbound marketingowych, w których to sam potencjalny klient, zwabiony wartościowymi treściami, dobrowolnie pozostawia swoje dane i wyraża zgodę na kontakt. Jedynym dopuszczalnym wyjątkiem, w którym możliwe jest natychmiastowe przedstawienie oferty drogą elektroniczną, jest sytuacja bezpośredniej odpowiedzi na zapytanie ofertowe zainicjowane uprzednio przez samego kontrahenta.
Działalność marketingowa prowadzona z naruszeniem omówionych standardów to nie tylko ryzyko utraty reputacji, ale przede wszystkim realne zagrożenie finansowe. Zbieg przepisów PKE, ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) oraz ustaw o ochronie konkurencji powoduje, że nielegalna wysyłka ofert aktywuje odpowiedzialność wielopłaszczyznową. Ten sam błąd proceduralny może skutkować wszczęciem postępowań przez trzy niezależne organy administracji publicznej.

Prezes UKE posiada kompetencje do egzekwowania kar za naruszenia Prawa komunikacji elektronicznej. Jeśli podmiot dopuszczający się naruszeń nie osiągnął w poprzednim roku przychodu lub był on niższy niż 500 000 zł, organ nałoży karę na podstawie średniej z trzech ostatnich lat, a w przypadku braku danych ukarze firmę kwotą szacunkową, która nie może być niższa niż pół miliona złotych. Kary te podlegają natychmiastowej egzekucji administracyjnej. Z kolei w obszarze ochrony danych osobowych sankcje nakładane przez UODO osiągają wymiar wielomilionowy.
Szczególną determinację w zwalczaniu nieuczciwych praktyk rynkowych wykazuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tylko w 2025 roku Prezes UOKiK wydał 900 decyzji, nakładając na przedsiębiorców kary o łącznej wartości przekraczającej 1,15 miliarda złotych. Spośród nich aż 530 decyzji dotyczyło bezpośrednio ochrony konsumentów, a suma sankcji w tym obszarze wyniosła 545 milionów złotych. Surowe konsekwencje poniosły największe podmioty na rynku: operator sieci Play (spółka P4) został ukarany kwotą blisko 110 milionów złotych, na banki z grupy Pekao nałożono niemal 119 milionów złotych kar, a wobec T-Mobile wydano decyzję zobowiązującą w związku z naliczaniem opłat za subskrypcje bez wyraźnej zgody klientów, zmuszając firmę do wypłaty rekompensat w wysokości 500 zł dla poszkodowanych. Dodatkowo interweniowano wobec globalnych platform, takich jak PayPal, co wyraźnie pokazuje, że organy nadzoru nie wahają się sięgać po kary, niezależnie od wielkości podmiotu.
Zjawisko to uzupełnia rosnąca świadomość cywilnoprawna społeczeństwa. Odbiorcy niechcianych komunikatów, wyczerpani agresywnym telemarketingiem, coraz częściej dochodzą roszczeń cywilnych z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
Aby działania marketingowe można było uznać za w pełni legalne, zgoda na przetwarzanie danych i kontakt handlowy musi spełniać kryteria wyznaczone wspólnie przez RODO oraz PKE.
Przede wszystkim oświadczenie o wyrażeniu zgody musi cechować się nieskrępowaną dobrowolnością. Przedsiębiorcy nie mogą wymuszać zgód poprzez blokowanie dostępu do podstawowych usług czy uzależnianie zawarcia umowy od wyrażenia zgody na cele marketingowe.
Kolejnym wymogiem jest konkretność i granularność. Konieczne jest zapewnienie osobnej zgody na każdy kanał kontaktu z klientem – oznacza to zakaz stosowania jednej, łącznej zgody na wysyłkę e-maili, SMS-ów oraz na kontakt telefoniczny. Przedsiębiorca musi zaprojektować interfejs w sposób pozwalający na zaznaczenie oddzielnego okienka dla każdego z kanałów.
Ważna zgoda opiera się na pełnej świadomości odbiorcy. Użytkownik musi z góry wiedzieć, kto jest beneficjentem zgody, w jakim celu dane będą przetwarzane oraz jakiego rodzaju oferty będzie otrzymywał. Co więcej, zgoda uzyskiwana jest zawsze dla precyzyjnie określonego podmiotu i nie może być automatycznie dystrybuowana do spółek powiązanych kapitałowo czy zewnętrznych partnerów biznesowych, bez wyraźnego i odrębnego upoważnienia ze strony klienta.
Kluczowym aspektem jest również jednoznaczność wyrażenia woli. Przepisy wykluczają domniemanie zgody. Milczenie, bierność odbiorcy czy stosowanie w formularzach okienek domyślnie zaznaczonych przez system nie stanowią ważnego potwierdzenia. Odbiorca musi podjąć świadomą aktywność (model opt-in). Pewnym ułatwieniem pozostawionym przez ustawodawcę jest jednak możliwość wyrażenia zgody poprzez samo udostępnienie adresu elektronicznego – wpisanie e-maila w dedykowane pole z wyraźnym opisem informującym o subskrypcji newslettera jest traktowane jako prawidłowo udzielona zgoda marketingowa.
Elementem systemu zgód musi być ponadto możliwość łatwego jej wycofania w dowolnym momencie. Procedura rezygnacji (opt-out) nie może być bardziej skomplikowana niż proces jej udzielania, co wymusza stosowanie bezpośrednich linków anulujących subskrypcję w każdej wiadomości elektronicznej.
Nowe przepisy oznaczają, że zarządy i kadra menedżerska powinna pilnie przeprowadzić wewnętrzne audyty tak, by wywiązać się z zasady rozliczalności. To na administratorze danych spoczywa obowiązek udowodnienia, w jakich okolicznościach, kiedy i na jakiej podstawie pozyskano zgodę. Poważnym problemem jest dość częsty brak technicznej dokumentacji procesu pozyskania zgody.
Warto dokonać inwentaryzację historycznych baz danych. Dotychczas zgromadzone kontakty zachowują legalność wyłącznie w sytuacji, gdy ich pozyskanie spełniało rygory nałożone przez przepisy obowiązujące współcześnie. Podmioty korzystające w przeszłości z baz zebranych poprzez prospecting rejestrów publicznych muszą usunąć te dane lub poszukać innej, zgodnej z prawem ścieżki legalizacji ich pozyskania. Warto także przeprowadzić przegląd procedur dotyczących współpracy z zewnętrznymi dostawcami usług. Kiedy kampanie realizuje zewnętrzna agencja marketingowa, konieczna jest weryfikacja zawartych z nią umów powierzenia przetwarzania danych osobowych, upewnienie się co do podziału odpowiedzialności oraz weryfikacja czy agencja legitymuje się zgodami odpowiadającymi nowym standardom. Wszelkie klauzule informacyjne na stronach internetowych i w formularzach muszą zostać zaktualizowane i dostosowane do brzmienia obecnych przepisów.
Równie ważny jest czynnik ludzki – edukacja zespołów handlowych w zakresie identyfikacji phishingu, zgłaszania incydentów cybernetycznych i zasad prawidłowego pozyskiwania leadów. Prowadzenie działalności gospodarczej w aktualnym reżimie prawnym wymaga pełnej integracji procesów sprzedaży, opieki prawnej i adekwatnych zabezpieczeń teleinformatycznych.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Wielu przedsiębiorców przez lata buduje swoją firmę od podstaw – inwestując czas, kapitał i ogromną ilość energii. Z czasem przedsiębiorstwo staje się czymś więcej niż tylko źródłem przychodu – to dorobek życia, efekt wielu decyzji, ryzyka i konsekwentnej pracy. Prędzej czy później pojawia się jednak pytanie, którego nie da się uniknąć: co stanie się z firmą, gdy przestanę nią zarządzać?
Na to pytanie odpowiada właśnie sukcesja, czyli zaplanowany i świadomie przeprowadzony proces przekazania władzy, własności oraz odpowiedzialności za przedsiębiorstwo kolejnemu liderowi. Dobrze przygotowana sukcesja pozwala zachować ciągłość działania firmy, ochronić jej wartość oraz zapewnić stabilność pracownikom i partnerom biznesowym.
Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez właścicieli firm jest traktowanie sukcesji jako jednorazowego aktu – formalnego przekazania udziałów czy funkcji w zarządzie. W rzeczywistości jest to wieloetapowy proces, który w dobrze zarządzanych organizacjach planuje się z wieloletnim wyprzedzeniem.
Brak przemyślanej strategii sukcesyjnej może prowadzić do poważnych konsekwencji: konfliktów w rodzinie, sporów między wspólnikami, dezorganizacji struktur zarządczych, a w skrajnych przypadkach nawet do utraty wartości przedsiębiorstwa. Szczególnie widoczne jest to w firmach rodzinnych, gdzie kwestie biznesowe często przenikają się z relacjami osobistymi. Historia wielu znanych marek pokazuje, że nieprzygotowana sukcesja potrafi doprowadzić do wieloletnich sporów – przykładem może być chociażby włoski dom mody Gucci.
Centralną postacią procesu sukcesji jest sukcesor – osoba, która przejmie odpowiedzialność za dalszy rozwój przedsiębiorstwa. Może nim być członek rodziny, wieloletni menedżer z organizacji lub lider pozyskany z zewnątrz.
Niezależnie od tego, kto zostanie wybrany, kluczowe jest odpowiednie przygotowanie następcy do nowej roli. W praktyce oznacza to stopniowe przekazywanie kompetencji, włączanie w proces podejmowania strategicznych decyzji oraz budowanie autorytetu wśród pracowników i partnerów biznesowych. Sukcesja, która odbywa się nagle i bez przygotowania, często prowadzi do chaosu decyzyjnego i utraty stabilności organizacyjnej.

Przedsiębiorcy mają dziś do dyspozycji kilka modeli przekazania firmy. Najbardziej naturalnym rozwiązaniem pozostaje sukcesja rodzinna, polegająca na przekazaniu biznesu kolejnemu pokoleniu właścicieli.
Coraz częściej stosowanym rozwiązaniem jest także sukcesja menedżerska, w której stery przejmuje doświadczony menedżer z organizacji – niekiedy w ramach tzw. wykupu menedżerskiego. W innych przypadkach właściciele decydują się na sprzedaż przedsiębiorstwa inwestorowi strategicznemu lub finansowemu albo powierzenie zarządzania profesjonalnemu menedżerowi z rynku.
W kontekście firm rodzinnych coraz większą popularność zdobywa również fundacja rodzinna. To rozwiązanie prawne pozwala oddzielić kwestie własnościowe od bieżącego zarządzania przedsiębiorstwem oraz zabezpieczyć majątek rodzinny na kolejne pokolenia.
Skuteczna sukcesja zawsze zaczyna się od starannie przygotowanego planu. Obejmuje on przede wszystkim identyfikację potencjalnego następcy, określenie harmonogramu przekazywania kompetencji oraz uporządkowanie kwestii prawnych i majątkowych.
Równie istotnym elementem jest komunikacja – zarówno wewnątrz organizacji, jak i z partnerami biznesowymi. Pracownicy, kontrahenci czy instytucje finansowe muszą mieć pewność, że zmiana właścicielska nie oznacza destabilizacji działalności firmy.
Wbrew pozorom sukcesja nie jest końcem historii przedsiębiorcy z firmą. Dla wielu właścicieli to raczej nowy etap – możliwość stopniowego wycofania się z codziennego zarządzania przy jednoczesnym zachowaniu wpływu na strategiczny kierunek rozwoju przedsiębiorstwa.
Dobrze przygotowany proces pozwala zabezpieczyć dorobek budowany przez lata, zachować know-how organizacji oraz zapewnić stabilność biznesu w kolejnych dekadach. Sukces firmy nie kończy się bowiem wraz ze zmianą pokoleniową – pod warunkiem, że jest ona odpowiednio zaplanowana.
Warto pamiętać, że sukcesja nie zawsze musi oznaczać przekazanie firmy w ręce następcy z rodziny czy kadry zarządzającej. W praktyce przedsiębiorcy coraz częściej rozważają również inne scenariusze strategiczne, takie jak sprzedaż przedsiębiorstwa, połączenie z inną firmą czy – w określonych sytuacjach – uporządkowane zakończenie działalności.
Sprzedaż firmy może dotyczyć całego przedsiębiorstwa lub jego wyodrębnionej części, czyli zorganizowanego zespołu składników materialnych i niematerialnych zdolnych do samodzielnego prowadzenia działalności gospodarczej. Tego typu transakcje wymagają jednak starannego przygotowania – obejmują m.in. analizę prawną i finansową przedsiębiorstwa, jego wycenę oraz przygotowanie dokumentacji dla potencjalnych inwestorów.
Alternatywą może być również fuzja lub przejęcie, które pozwalają przedsiębiorstwom zwiększyć skalę działalności, wejść na nowe rynki i wykorzystać efekt synergii. Z kolei likwidacja przedsiębiorstwa – choć rzadziej rozważana – w niektórych przypadkach bywa najbardziej racjonalnym rozwiązaniem z ekonomicznego punktu widzenia.
Niezależnie od wybranego scenariusza kluczowe znaczenie ma odpowiednie przygotowanie procesu oraz dokładna analiza jego konsekwencji prawnych, finansowych i organizacyjnych.
Dlatego właśnie o przyszłości firmy warto zacząć myśleć odpowiednio wcześnie. Świadome zaplanowanie sukcesji lub innej formy zmiany właścicielskiej to wyraz odpowiedzialności za przedsiębiorstwo, jego pracowników oraz dorobek budowany przez lata.
Wsparcie doświadczonej kancelarii pozwala spokojnie przeanalizować dostępne scenariusze i wybrać rozwiązanie najlepiej dopasowane do sytuacji właściciela oraz specyfiki prowadzonego biznesu.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Wybór między umową o pracę a kontraktem B2B nie jest wyłącznie decyzją o wysokości wynagrodzenia i oszczędnościach podatkowo-składkowych. Jest to istotna decyzja o modelu organizacji pracy, poziomie formalizacji i rozkładzie ryzyk. W praktyce B2B często zyskuje przewagę w firmach, gdzie kluczowa jest elastyczność i przewidywalny koszt miesięczny. Etat pozostaje natomiast naturalnym rozwiązaniem tam, gdzie praca ma cechy podporządkowania pracowniczego, a więc jest wykonywana pod kierownictwem, w określonym miejscu i czasie oraz jako stały element struktury firmy.
Z perspektywy kosztowej umowa B2B jest zazwyczaj prostsza do rozliczenia. Po stronie przedsiębiorcy podstawowym wydatkiem jest wynagrodzenie wynikające z faktury. Nie ma listy płac, rozliczania urlopów wypoczynkowych, wynagrodzenia chorobowego, ewidencji czasu pracy czy typowych obowiązków kadrowych związanych ze stosunkiem pracy. Ograniczona jest także znaczna część bieżącej obsługi administracyjnej kontraktu, w tym obsługi kadrowo-płacowej. Dla wielu firm już sama prostota współpracy ma wymiar ekonomiczny. Ogranicza bowiem czas obsługi oraz ryzyko błędów w rozliczeniach pracowniczych.
W praktyce przewaga B2B ujawnia się także przy zmianach personalnych i krótszych projektach. Zakończenie współpracy co do zasady opiera się na postanowieniach umownych, a nie na reżimie wypowiadania umów o pracę, konsultacji wewnętrznych czy analizie uprawnień ochronnych pracownika. Dla firmy oznacza to większą przewidywalność operacyjną oraz mniejszy koszt obsługi prawnej i administracyjnej całego cyklu współpracy. To właśnie te koszty pomocnicze, często pomijane w prostym porównaniu stawek, realnie decydują o opłacalności wybranego modelu.
Istotna jest również kwestia kosztów pośrednich. W przypadku etatu przedsiębiorca ponosi nie tylko ciężar składek finansowanych przez pracodawcę, lecz także inne obciążenia wynikające z przepisów prawa pracy. W zależności od skali zatrudnienia mogą pojawić się obowiązki dotyczące wpłat na PFRON albo tworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Przy współpracy B2B co do zasady ten wykonawca nie zwiększa stanu zatrudnienia pracowniczego, od którego liczy się tego rodzaju obowiązki. To oznacza, że kontrakt cywilnoprawny bywa korzystny nie tylko przez niższy koszt jednostkowy, ale również przez brak efektu progowego po stronie pracodawcy.
Mimo wielu zalet, kontrakt B2B nie zawsze będzie rozwiązaniem bezpieczniejszym. Z punktu widzenia prawnego najważniejsze jest, aby model współpracy odpowiadał rzeczywistym warunkom wykonywania pracy czy zlecenia. Jeżeli przedsiębiorca oczekuje pełnego podporządkowania, narzuca godziny, miejsce świadczenia pracy i sposób jej wykonywania, samo podpisanie umowy B2B nie wyeliminuje ryzyka uznania relacji za stosunek pracy. W takim negatywnym scenariuszu pozorna oszczędność może zamienić się w zaległe składki, podatek, roszczenia pracownicze i spór z organami lub z wykonawcą.
Etat jest co do zasady droższy i bardziej sformalizowany, ale daje jednak firmie mocniejszą pozycję organizacyjną – ułatwia budowanie stabilnego zespołu, wdrażanie procedur i egzekwowanie dyspozycyjności w granicach prawa pracy. W niektórych branżach ten model będzie lepiej odpowiadać rzeczywistemu sposobowi wykonywania obowiązków. Wtedy wyższy koszt nie będzie wadą, lecz ceną za zgodność z przepisami, stabilność zatrudnienia i niższe ryzyko podatkowo-składkowe.

Z perspektywy przedsiębiorcy wybór między B2B a etatem powinien wynikać nie tylko z porównania stawek, ale z oceny całkowitego kosztu relacji oraz dopasowania modelu do rzeczywistego sposobu wykonywania pracy. W praktyce można to ująć następująco:
Etat jest więc bezsprzecznie rozwiązaniem bardziej sformalizowanym i często droższym. Daje jednak przedsiębiorcy większą stabilność organizacyjną, ułatwia zarządzanie zespołem i lepiej odpowiada sytuacjom, w których praca ma cechy podporządkowania. Jeżeli współpraca w praktyce przypomina stosunek pracy, wybór etatu może okazać się bezpieczniejszy prawnie i długofalowo tańszy, ponieważ ogranicza ryzyko zakwestionowania modelu współpracy B2B i związanych z tym zaległości składkowo-podatkowych oraz roszczeń pracowniczych.
Wniosek jest praktyczny – jeżeli przedsiębiorcy zależy na prostocie rozliczeń, elastyczności i ograniczeniu kosztów pośrednich, przewagę często będzie miało B2B. Jeżeli jednak współpraca ma ewidentne cechy umowy o pracę, bardziej racjonalnym wyborem pozostanie etat. Ostatecznie opłacalny jest bowiem nie ten model, który wygląda taniej na pierwszy rzut oka, ale ten, który jest zgodny z realiami współpracy i bezpieczny pod względem prawno-podatkowym.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Zasiedzenie służebności to mechanizm prawny, który pozwala nabyć określone prawo do korzystania z cudzej nieruchomości wyłącznie na skutek długotrwałego i faktycznego wykonywania tego prawa. W praktyce oznacza to, że właściciel działki może z czasem utracić możliwość sprzeciwiania się określonemu sposobowi korzystania z jego gruntu, na przykład przejazdowi przez posesję czy utrzymywaniu infrastruktury przesyłowej. Z tego powodu instytucja zasiedzenia służebności ma istotne znaczenie zarówno dla właścicieli nieruchomości, jak i dla przedsiębiorstw przesyłowych czy sąsiadów korzystających z drogi dojazdowej. Warto zatem wiedzieć, kiedy takie zasiedzenie może nastąpić i jakie konsekwencje prawne się z nim wiążą.
Służebność to ograniczone prawo rzeczowe, które polega na tym, że właściciel jednej nieruchomości musi znosić określony sposób korzystania z niej przez inną osobę albo powstrzymywać się od wykonywania części swoich uprawnień. Instytucja ta została uregulowana w przepisach Kodeksu cywilnego i służy przede wszystkim uporządkowaniu relacji pomiędzy właścicielami nieruchomości oraz zapewnieniu prawidłowego funkcjonowania infrastruktury technicznej. Polskie prawo wyróżnia trzy podstawowe rodzaje służebności. Pierwszą z nich jest służebność gruntowa, która obciąża jedną nieruchomość na rzecz innej nieruchomości. Najczęściej dotyczy ona prawa przejazdu lub przechodu przez cudzą działkę. Drugim rodzajem jest służebność osobista, ustanawiana na rzecz konkretnej osoby fizycznej, a nie na rzecz innej nieruchomości. Typowym przykładem jest służebność mieszkania. Trzecią kategorią jest służebność przesyłu, która została wprowadzona do Kodeksu cywilnego w 2008 r. i umożliwia przedsiębiorstwom przesyłowym korzystanie z nieruchomości w celu budowy i utrzymania urządzeń takich jak linie energetyczne, gazociągi czy sieci telekomunikacyjne.
Zasiedzenie służebności polega na nabyciu tego prawa przez długotrwałe wykonywanie określonego sposobu korzystania z cudzej nieruchomości. Innymi słowy, jeżeli ktoś przez wiele lat faktycznie korzysta z cudzego gruntu w sposób odpowiadający treści służebności, a właściciel nieruchomości nie sprzeciwia się temu, z czasem może dojść do nabycia tego prawa z mocy samego prawa.
Podstawę prawną tej instytucji stanowią przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące zasiedzenia oraz służebności gruntowych. Warunkiem jest przede wszystkim nieprzerwane wykonywanie służebności przez określony czas oraz posiadanie jej w taki sposób, jak gdyby przysługiwała ona osobie korzystającej z nieruchomości. W praktyce oznacza to np. wieloletnie korzystanie z drogi przebiegającej przez cudzą działkę lub utrzymywanie na niej urządzeń przesyłowych.
Zasiedzenie służebności może dotyczyć przede wszystkim służebności gruntowych oraz służebności przesyłu. W przypadku służebności osobistych zasiedzenie nie znajduje zastosowania, ponieważ prawa te są ściśle związane z konkretną osobą i wygasają najpóźniej z chwilą jej śmierci.
Najczęściej w praktyce spotyka się zasiedzenie służebności drogi koniecznej lub przejazdu przez sąsiednią działkę. Właściciel nieruchomości władnącej przez wiele lat korzysta z drogi przebiegającej przez grunt sąsiada, traktując ją jako stały dojazd do swojej posesji. Jeżeli taki stan trwa odpowiednio długo i spełnia ustawowe warunki, może dojść do nabycia służebności przez zasiedzenie.
Drugim ważnym obszarem jest zasiedzenie służebności przesyłu, które dotyczy przedsiębiorstw energetycznych, gazowych czy telekomunikacyjnych utrzymujących urządzenia infrastrukturalne na cudzych nieruchomościach.
Do zasiedzenia służebności dochodzi po upływie określonego czasu, w którym dana osoba faktycznie wykonuje prawo odpowiadające treści służebności. Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego okres ten wynosi 20 lat w przypadku działania w dobrej wierze oraz 30 lat w przypadku złej wiary.
Dobra wiara oznacza przekonanie osoby korzystającej z nieruchomości, że przysługuje jej określone prawo do takiego działania. Zła wiara występuje natomiast wtedy, gdy osoba korzystająca z cudzego gruntu ma świadomość, że nie posiada formalnego prawa do wykonywania danej służebności.
W przypadku służebności przesyłu szczególne znaczenie ma data 3 sierpnia 2008 r., kiedy instytucja ta została wprowadzona do Kodeksu cywilnego. Jeżeli sądy uznają, że przedsiębiorstwa przesyłowe mogły korzystać z cudzych nieruchomości w dobrej wierze, termin zasiedzenia wynoszący 20 lat może być liczony właśnie od tej daty. W takim scenariuszu kluczowym momentem stanie się rok 2028, kiedy część przedsiębiorstw będzie mogła powoływać się na nabycie służebności przez zasiedzenie. Jeśli jednak sądy uznają, że przedsiębiorstwa działały w złej wierze, zastosowanie będzie miał 30-letni termin zasiedzenia, co znacząco wydłuży moment, w którym takie roszczenie mogłoby zostać skutecznie podniesione.
Właściciel nieruchomości nie jest pozbawiony możliwości ochrony swoich praw. Najważniejsze jest reagowanie na sytuacje, w których inne osoby korzystają z jego działki w sposób mogący prowadzić do powstania służebności.
Jednym z podstawowych sposobów jest wyraźne sprzeciwienie się korzystaniu z nieruchomości, na przykład poprzez wezwanie do zaprzestania naruszeń lub formalne uregulowanie zasad korzystania z gruntu w drodze umowy. Istotne znaczenie może mieć również ustanowienie służebności odpłatnie na podstawie aktu notarialnego. Takie rozwiązanie porządkuje sytuację prawną i jednocześnie przerywa bieg ewentualnego zasiedzenia.
W niektórych przypadkach właściciel nieruchomości może także dochodzić swoich praw na drodze sądowej, żądając usunięcia urządzeń lub zaprzestania korzystania z jego gruntu.
Ile kosztuje ustanowienie służebności?
Opłata sądowa za wpis służebności do księgi wieczystej wynosi obecnie 200 zł. Do tego należy doliczyć koszty notarialne, które są uzależnione od wartości prawa ustanawianego w umowie.
Skutkiem zasiedzenia jest trwałe powstanie ograniczonego prawa rzeczowego obciążającego nieruchomość. Oznacza to, że właściciel gruntu musi tolerować określony sposób korzystania z jego działki przez inną osobę lub podmiot. W praktyce może to oznaczać konieczność znoszenia przejazdu przez posesję, utrzymywania na działce infrastruktury przesyłowej czy ograniczenia możliwości zabudowy części nieruchomości.
Warto podkreślić, że zasiedzenie prowadzi do powstania prawa rzeczowego, które wiąże się z nieruchomością niezależnie od zmiany właściciela. Oznacza to, że nawet sprzedaż działki nie powoduje wygaśnięcia takiej służebności.
W ostatnim czasie szczególnego znaczenia nabrały spory dotyczące wynagrodzenia za ustanowienie służebności przesyłu. Najnowszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego znacząco wzmocnił pozycję właścicieli nieruchomości, na których znajdują się urządzenia przesyłowe. Zgodnie z tym stanowiskiem przedsiębiorstwa przesyłowe muszą obecnie znacznie dokładniej wykazywać przesłanki zasiedzenia służebności.
W praktyce oznacza to, że firmy energetyczne czy gazowe powinny szczegółowo udowodnić okres oraz sposób korzystania z nieruchomości, który miałby prowadzić do zasiedzenia. Jednocześnie wynagrodzenie za ustanowienie służebności przesyłu powinno być ustalane na podstawie aktualnych realiów rynkowych, a nie według wcześniej stosowanych stałych ryczałtów. Coraz częściej przyjmuje się, że pasy eksploatacyjne wymagają indywidualnej wyceny, uwzględniającej realny wpływ infrastruktury na wartość nieruchomości i możliwości jej zagospodarowania.
W efekcie właściciele gruntów uzyskali silniejsze narzędzia do dochodzenia wynagrodzenia za korzystanie z ich nieruchomości, zwłaszcza w sytuacjach, gdy przedsiębiorstwo przesyłowe nie jest w stanie skutecznie wykazać zasiedzenia służebności.
Tu jednak wracamy do kwestii zasiedzenia służebności. Jeśli do niej dojdzie, wówczas właściciel nieruchomości traci prawo do wynagrodzenia. Jak wspomnieliśmy – pierwsze zasiedzenia mogą nastąpić już 3 sierpnia 2028 roku. Czas działa więc na niekorzyść właścicieli działek. Warto możliwie najszybciej uregulować kwestię służebności przesyłu i zweryfikować, czy z tego tytułu dana firma nie powinna zapłacić odpowiedniego wynagrodzenia.
Więcej informacji na ten temat można znaleźć na https://www.sobotajachira.pl/odszkodowanie-sluzebnosc-przesylu/.
Jeśli podejrzewasz, że może Ci się należeć wynagrodzenie za służebność przesyłu, zgłoś się do naszej Kancelarii. Napisz wiadomość na adres [email protected] – dokonamy bezpłatnej analizy, zweryfikujemy księgę wieczystą oraz dokumenty oraz ocenimy ryzyko ewentualnego zasiedzenia i poinformujemy Cię, czy i jakiego wynagrodzenia możesz żądać od firmy przesyłowej.

Ustanowienie służebności to czynność prawna, która pozwala formalnie uregulować korzystanie z cudzej nieruchomości. Najczęściej dotyczy sytuacji, gdy konieczne jest zapewnienie przejazdu przez sąsiednią działkę, dostęp do drogi publicznej albo utrzymanie infrastruktury technicznej, takiej jak linie energetyczne czy sieci gazowe. Aby takie prawo było skuteczne i bezpieczne prawnie, musi zostać ustanowione zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego i odpowiednio ujawnione w księdze wieczystej. W praktyce wymaga to nie tylko zgody stron, lecz także właściwej dokumentacji i aktu notarialnego.
Służebność to ograniczone prawo rzeczowe, które polega na tym, że właściciel jednej nieruchomości musi znosić określony sposób korzystania z niej przez inną osobę albo powstrzymywać się od wykonywania części swoich uprawnień właścicielskich. Instytucja ta została uregulowana w Kodeksie cywilnym, przede wszystkim w art. 285–305, a także w art. 244–251.
Najprościej mówiąc, służebność umożliwia korzystanie z cudzej nieruchomości w ściśle określonym zakresie. Właściciel nieruchomości obciążonej nadal pozostaje jej właścicielem, ale jego prawo własności zostaje ograniczone poprzez przyznanie określonego uprawnienia innej osobie. Zakres tego ograniczenia zawsze powinien być precyzyjnie określony w akcie ustanawiającym służebność.
Polskie prawo cywilne wyróżnia trzy podstawowe typy służebności.
Pierwszym z nich jest służebność gruntowa, która polega na tym, że jedna nieruchomość (tzw. nieruchomość władnąca) uzyskuje określone uprawnienie względem innej nieruchomości (nieruchomości obciążonej). Najczęściej spotykanym przykładem jest służebność drogi koniecznej, czyli prawo przejazdu lub przechodu przez działkę sąsiada.
Drugim rodzajem jest służebność osobista, która przysługuje konkretnej osobie fizycznej. Klasycznym przykładem jest służebność mieszkania, pozwalająca określonej osobie na korzystanie z części nieruchomości w celu zamieszkiwania. Prawo to wygasa najpóźniej z chwilą śmierci uprawnionego.
Trzecią kategorią jest służebność przesyłu, wprowadzona do Kodeksu cywilnego w 2008 r. Dotyczy przedsiębiorstw przesyłowych, takich jak operatorzy sieci energetycznych, gazowych czy telekomunikacyjnych. Umożliwia im korzystanie z cudzej nieruchomości w celu budowy i eksploatacji infrastruktury technicznej.
Ustanowienie służebności ma przede wszystkim uporządkować relacje między właścicielami nieruchomości i zapobiec konfliktom w przyszłości. W wielu przypadkach jest to jedyny sposób na zapewnienie prawidłowego korzystania z nieruchomości.
Najczęściej służebność ustanawia się w sytuacji, gdy działka nie ma bezpośredniego dostępu do drogi publicznej, a przejazd musi odbywać się przez grunt sąsiada. Podobnie dzieje się w przypadku infrastruktury technicznej, gdy przez prywatną nieruchomość przebiegają linie energetyczne, gazociągi czy sieci telekomunikacyjne.
Służebność bywa także stosowana w sprawach rodzinnych lub spadkowych, na przykład w celu zabezpieczenia prawa do zamieszkiwania w domu przekazanym innemu właścicielowi.
Podstawą ustanowienia służebności jest co do zasady umowa zawarta między właścicielem nieruchomości obciążonej a osobą uprawnioną. Zgodnie z przepisami prawa taka umowa musi zostać zawarta w formie aktu notarialnego, jeśli ma obciążać nieruchomość.
Do sporządzenia aktu notarialnego konieczne są przede wszystkim dokumenty dotyczące nieruchomości, w szczególności odpis z księgi wieczystej, dokument potwierdzający tytuł własności oraz dane identyfikujące strony czynności. W wielu przypadkach potrzebna jest również mapa sytuacyjna lub dokumentacja geodezyjna, która precyzyjnie określa przebieg służebności.
Po zawarciu umowy notariusz składa wniosek o wpis służebności do księgi wieczystej nieruchomości. Dopiero taki wpis zapewnia pełną skuteczność prawa wobec osób trzecich.
W praktyce ustanowienie służebności następuje najczęściej w kancelarii notarialnej. To właśnie notariusz sporządza akt notarialny oraz wniosek o dokonanie wpisu w księdze wieczystej.
Jeżeli strony nie są w stanie dojść do porozumienia, służebność może zostać ustanowiona również przez sąd. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy właściciel nieruchomości odmawia zgody na ustanowienie drogi koniecznej mimo oczywistej potrzeby zapewnienia dostępu do drogi publicznej.
Koszt ustanowienia służebności zależy od kilku czynników. W pierwszej kolejności należy uwzględnić taksę notarialną za sporządzenie aktu notarialnego, opłatę sądową za wpis w księdze wieczystej oraz ewentualne wynagrodzenie należne właścicielowi nieruchomości obciążonej.
Opłata sądowa za wpis służebności do księgi wieczystej wynosi obecnie 200 zł. Do tego należy doliczyć koszty notarialne, które są uzależnione od wartości prawa ustanawianego w umowie.
W przypadku służebności przesyłu lub drogi koniecznej bardzo często pojawia się również kwestia wynagrodzenia dla właściciela nieruchomości, którego prawo własności zostaje ograniczone.
Choć sama konstrukcja prawna służebności jest stosunkowo przejrzysta, w praktyce proces jej ustanowienia może napotkać liczne trudności. Najczęściej dotyczą one braku zgody właściciela nieruchomości obciążonej lub sporu co do zakresu służebności.
Problemem bywa również nieprecyzyjne określenie przebiegu drogi lub infrastruktury w dokumentacji geodezyjnej. W takich sytuacjach konieczne może być sporządzenie dodatkowych map lub opinii biegłego.
Dodatkową komplikacją są nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym albo takie, w których księga wieczysta nie odpowiada rzeczywistemu stanowi własności.
W kontekście służebności przesyłu coraz częściej pojawia się również kwestia zasiedzenia tego prawa przez przedsiębiorstwa przesyłowe, czyli np. firmy energetyczne czy gazowe. Zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów Kodeksu cywilnego, okres zasiedzenia wynosi 20 lat w przypadku działania w dobrej wierze oraz 30 lat w przypadku złej wiary.
Szczególne znaczenie ma tu data 3 sierpnia 2008 r., kiedy do polskiego porządku prawnego wprowadzono instytucję służebności przesyłu. Jeżeli w orzecznictwie sądów utrwali się pogląd, że przedsiębiorstwa przesyłowe mogły korzystać z cudzych nieruchomości w dobrej wierze, termin zasiedzenia wynoszący 20 lat będzie liczony właśnie od tej daty. W takim wariancie momentem granicznym stanie się rok 2028, po którym część przedsiębiorców może powoływać się na nabycie służebności przez zasiedzenie.
Dlatego bardzo ważne jest możliwie najszybsze uregulowanie tej kwestii. Jeśli firma nabędzie prawa do służebności przez zasiedzenie, właściciel nieruchomości nie będzie mógł rościć sobie praw do wynagrodzenia (odszkodowania). W praktyce oznacza to, że firma będzie w takiej sytuacji korzystać z działki za darmo.
Więcej informacji na ten temat można znaleźć pod adresem https://www.sobotajachira.pl/odszkodowanie-sluzebnosc-przesylu/.
Jeśli podejrzewasz, że może Ci się należeć wynagrodzenie za służebność przesyłu, zgłoś się do naszej Kancelarii. Napisz wiadomość na adres [email protected] – dokonamy bezpłatnej analizy, zweryfikujemy księgę wieczystą oraz dokumenty oraz ocenimy ryzyko ewentualnego zasiedzenia i poinformujemy Cię, czy i jakiego wynagrodzenia możesz żądać od firmy przesyłowej.

Poświadczenie nieprawdy to jedno z przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów, które w praktyce dotyczy przede wszystkim osób pełniących funkcje publiczne lub uprawnionych do wystawiania dokumentów. Nie chodzi tu o zwykłe kłamstwo czy nieścisłość, lecz o sytuację, w której w oficjalnym dokumencie zostaje potwierdzona niezgodna z rzeczywistością okoliczność mająca znaczenie prawne. Skutki mogą być daleko idące, zarówno dla osoby wystawiającej dokument, jak i dla podmiotu, który się nim posługuje.
Poświadczenie nieprawdy zostało uregulowane w art. 271 § 1 Kodeksu karnego. Zgodnie z tym przepisem funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Istotą czynu jest więc nie samo sporządzenie dokumentu, lecz potwierdzenie w nim niezgodnych z rzeczywistością danych, które wywołują lub mogą wywołać określone skutki prawne. Przestępstwo ma charakter umyślny i wymaga wykazania, że sprawca miał świadomość niezgodności treści dokumentu z rzeczywistością.
W prawie karnym rozróżniamy dwa rodzaje fałszerstw dokumentów, które choć brzmią podobnie, dotyczą zupełnie innych naruszeń. Kluczem do zrozumienia art. 271 k.k. jest odróżnienie formy dokumentu od jego faktycznej treści.
W przypadku art. 270 k.k. (podrobienie lub przerobienie dokumentu) przedmiotem ochrony jest autentyczność. Chodzi o sytuację, w której dokument „udaje” coś, czym nie jest – na przykład gdy ktoś inny podpisuje się za wystawcę lub modyfikuje treść już istniejącego pisma. Jest to przestępstwo powszechne, co oznacza, że może je popełnić każdy.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku poświadczenia nieprawdy (art. 271 k.k.), gdzie kluczowa jest prawda w treści. Tutaj dokument jest w pełni autentyczny – został sporządzony przez właściwą, uprawnioną do tego osobę, która podpisała się własnym nazwiskiem. Problemem nie jest więc to, kto wystawił dokument, ale co w nim napisał. Sprawca potwierdza w oficjalnym dokumencie okoliczność niezgodną z rzeczywistością. Krótko mówiąc: o ile art. 270 k.k. karze za „fałszywy dokument”, o tyle art. 271 k.k. uderza w „intelektualne kłamstwo” zawarte w prawdziwym piśmie.
Zobacz także: Czym jest naruszenie dóbr osobistych?
Kto może być sprawcą? Nie każdy może dopuścić się tego czynu. Sprawcą może być:
Co może być przedmiotem czynu? Przedmiotem może być każdy dokument w rozumieniu art. 115 § 14 k.k., czyli nośnik informacji stanowiący dowód prawa lub stosunku prawnego. W praktyce są to m.in.: decyzje administracyjne, akty notarialne, dokumentacja medyczna, protokoły czy dokumenty księgowe.
To fakty lub dane, które wpływają na powstanie, zmianę lub ustanie praw i obowiązków. Może to być np. potwierdzenie zatrudnienia, wysokości dochodu, stanu zdrowia czy przebiegu czynności urzędowej. Jeśli dana informacja nie wywołuje żadnych skutków prawnych, poświadczenie nieprawdy w tym zakresie może nie zostać uznane za przestępstwo z art. 271 k.k.
Zgodnie z art. 271 § 1 Kodeksu karnego, poświadczenie nieprawdy zagrożone jest karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jeżeli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, zastosowanie ma surowsza kwalifikacja z § 3, która przewiduje karę od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Odpowiedzialność karna może być połączona z konsekwencjami dyscyplinarnymi lub zawodowymi, w tym utratą uprawnień do wykonywania określonego zawodu.
Jeżeli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, zastosowanie ma surowsza kwalifikacja z § 3, która przewiduje karę od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Odpowiedzialność karna może być połączona z konsekwencjami dyscyplinarnymi lub zawodowymi, w tym utratą uprawnień do wykonywania określonego zawodu
Sprawdź także: Odszkodowanie za niesłuszne zatrzymanie – co warto wiedzieć?
Przestępstwo z art. 271 k.k. ma charakter umyślny, co oznacza, że sprawca musi działać z zamiarem poświadczenia nieprawdy. Sam błąd, niedbalstwo czy brak staranności nie wypełniają znamion tego czynu. W praktyce jednak nieumyślne wprowadzenie do dokumentu nieprawdziwych danych może rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną, służbową lub cywilną. Ocena, czy doszło do działania umyślnego, wymaga szczegółowej analizy okoliczności sprawy oraz świadomości osoby sporządzającej dokument.
Poświadczenie nieprawdy jest przestępstwem ściganym z urzędu. Oznacza to, że organy ścigania wszczynają postępowanie niezależnie od woli osoby pokrzywdzonej, jeżeli uzyskają informację o możliwości popełnienia czynu. Zawiadomienie może złożyć każda osoba, która powzięła wiadomość o nieprawidłowościach w dokumencie.
Termin przedawnienia zależy od zagrożenia karą przewidzianego w ustawie. W przypadku czynu z art. 271 § 1 k.k., zagrożonego karą do 5 lat pozbawienia wolności, karalność ustaje co do zasady po upływie 10 lat od czasu jego popełnienia, zgodnie z art. 101 § 1 pkt 3 Kodeksu karnego. W razie wszczęcia postępowania w tym okresie, termin przedawnienia ulega wydłużeniu na zasadach określonych w art. 102 k.k.
Sprawy dotyczące poświadczenia nieprawdy wymagają szczegółowej analizy treści dokumentu, zakresu uprawnień osoby go wystawiającej oraz znaczenia prawnego zakwestionowanych informacji. Kluczowe jest ustalenie, czy doszło do działania umyślnego oraz czy dana okoliczność rzeczywiście miała charakter prawnie relewantny. Profesjonalny pełnomocnik lub obrońca może pomóc w ocenie materiału dowodowego, sformułowaniu linii obrony oraz reprezentacji w postępowaniu karnym. W tego typu sprawach precyzyjna argumentacja prawna często decyduje o wyniku postępowania i odpowiedzialności karnej oskarżonego.
Jeśli potrzebują Państwo profesjonalnej pomocy prawnika w sprawie dotyczącej poświadczenia nieprawdy lub jakiejkolwiek innej z zakresu prawa karnego – zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.
Kancelaria prawna Wrocław Sobota Jachira
Czym jest poświadczenie nieprawdy?
Poświadczenie nieprawdy to przestępstwo polegające na potwierdzeniu w dokumencie informacji niezgodnych z rzeczywistością, jeżeli dotyczą one okoliczności mających znaczenie prawne. Czyn ten został uregulowany w art. 271 Kodeksu karnego.
Kto może ponosić odpowiedzialność za poświadczenie nieprawdy?
Odpowiedzialność ponosi funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która w ramach swoich kompetencji potwierdza w nim nieprawdziwe dane. Kluczowe jest to, aby działała w zakresie swoich uprawnień i miała świadomość niezgodności informacji z rzeczywistością.
Czy każdy błąd w dokumencie oznacza poświadczenie nieprawdy?
Nie. Przestępstwo ma charakter umyślny. Odpowiedzialność karna powstaje wyłącznie wtedy, gdy sprawca świadomie potwierdza nieprawdziwe informacje. Zwykła pomyłka lub niedbalstwo nie wypełniają znamion czynu z art. 271 k.k., choć mogą rodzić inne konsekwencje.
Jakie dokumenty mogą być objęte poświadczeniem nieprawdy?
Mogą to być wszelkie dokumenty mające znaczenie prawne, takie jak zaświadczenia, decyzje administracyjne, protokoły, akty notarialne, dokumentacja medyczna czy księgowa. Warunkiem jest, aby dokument stanowił dowód określonego prawa, stosunku prawnego lub istotnej okoliczności.
Co grozi za poświadczenie nieprawdy?
Za czyn z art. 271 § 1 Kodeksu karnego grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jeżeli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, kara może wynosić od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Czy poświadczenie nieprawdy jest ścigane z urzędu?
Tak. Jest to przestępstwo ścigane z urzędu, co oznacza, że organy ścigania wszczynają postępowanie niezależnie od wniosku pokrzywdzonego.
Kiedy następuje przedawnienie poświadczenia nieprawdy?
W przypadku podstawowego typu przestępstwa karalność ustaje co do zasady po 10 latach od jego popełnienia, zgodnie z przepisami o przedawnieniu zawartymi w Kodeksie karnym.
Czy warto skorzystać z pomocy prawnika?
Tak. Sprawy dotyczące poświadczenia nieprawdy wymagają analizy zakresu uprawnień osoby wystawiającej dokument, charakteru informacji oraz strony podmiotowej czynu. Profesjonalna obrona może mieć istotne znaczenie dla wyniku postępowania karnego.

Cyfryzacja obrotu gospodarczego sprawiła, że podpis elektroniczny przestał być rozwiązaniem niszowym, a stał się jednym z kluczowych narzędzi w relacjach biznesowych i administracyjnych. Jego znaczenie w polskim porządku prawnym wynika przede wszystkim z przepisów prawa unijnego, w szczególności z Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 910/2014 z dnia 23 lipca 2014 r. w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym (eIDAS) (Dz. Urz. UE L 257 z 28.08.2014.)
Rozporządzenie eIDAS obowiązuje bezpośrednio we wszystkich państwach członkowskich UE, w tym w Polsce, i ustanawia jednolite zasady dotyczące podpisów elektronicznych oraz ich skutków prawnych.
Podpis elektroniczny jest przede wszystkim sposobem identyfikacji osób fizycznych oraz podmiotów, które się nim posługują. Umożliwia on obiektywne ustalenie tożsamości osoby składającej podpis pod dokumentem elektronicznym. Oznacza to, że podpis nie jest jedynie „obrazkiem” odręcznego podpisu wklejonym do pliku, lecz mechanizmem pozwalającym powiązać konkretną osobę z określoną treścią dokumentu.
W praktyce wciąż spotykamy się z błędnym przekonaniem, że podpisanie dokumentu ręcznie, jego zeskanowanie i przesłanie e-mailem jest równoznaczne z przekazaniem podpisanego dokumentu. W rzeczywistości w takim przypadku przekazujemy wyłącznie kopię (skan) dokumentu papierowego. Oryginał istnieje w formie papierowej i pozostaje u nadawcy.
Inaczej jest w przypadku podpisu elektronicznego. Dokument tworzony i podpisywany jest z poziomu komputera – przy użyciu specjalnego oprogramowania lub usługi (np. podpisu jednorazowego w chmurze). Po złożeniu podpisu plik – najczęściej w formacie PDF – zawiera informację o podpisie elektronicznym i może zostać przesłany drugiej stronie. W takiej sytuacji przekazywany jest oryginał dokumentu, ponieważ jego pierwotna i jedyna forma ma charakter elektroniczny. Wydruk takiego dokumentu stanowi jedynie kopię.
Rozporządzenie eIDAS wyróżnia trzy podstawowe rodzaje podpisów elektronicznych:
Jest dopuszczalny w obrocie prawnym i może skutecznie wyrażać wolę stron, o ile przepisy nie wymagają szczególnej formy. Nie spełnia jednak wymogu formy pisemnej w rozumieniu art. 78 § 1 Kodeksu cywilnego i nie jest zrównany z podpisem własnoręcznym.

W polskim porządku prawnym istotną rolę odgrywa również Profil Zaufany ePUAP, funkcjonujący na podstawie ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.
Podpis złożony przy użyciu profilu zaufanego (tzw. podpis zaufany) jest bezpłatnym narzędziem umożliwiającym potwierdzanie tożsamości w kontaktach z administracją publiczną. Technicznie nie jest on kwalifikowanym podpisem elektronicznym w rozumieniu eIDAS, jednak ustawodawca krajowy przyznał mu szczególne znaczenie w obrocie z podmiotami publicznymi.
Zgodnie z przepisami ustawy o informatyzacji, podpis zaufany wywołuje skutki prawne równoważne podpisowi własnoręcznemu w relacjach z podmiotami realizującymi zadania publiczne. Oznacza to, że dokument podpisany profilem zaufanym i wniesiony za pośrednictwem właściwego systemu teleinformatycznego (np. ePUAP) spełnia wymóg formy pisemnej w postępowaniach administracyjnych, podatkowych czy sądowoadministracyjnych – o ile przepisy szczególne nie stanowią inaczej.
Należy jednak podkreślić, że poza sferą kontaktów z administracją publiczną podpis zaufany nie zawsze będzie traktowany jako równoważny podpisowi własnoręcznemu. W szczególności w obrocie prywatnym (np. przy zawieraniu umów między przedsiębiorcami) co do zasady jedynie kwalifikowany podpis elektroniczny gwarantuje zachowanie formy pisemnej w rozumieniu Kodeksu cywilnego.
Kluczową zasadą wynikającą z rozporządzenia eIDAS jest zakaz odmowy skuteczności prawnej podpisowi elektronicznemu wyłącznie z tego powodu, że ma on formę elektroniczną. W praktyce oznacza to, że dokument elektroniczny – odpowiednio podpisany – może wywoływać takie same skutki jak dokument papierowy.
W przypadku czynności wymagających formy pisemnej pod rygorem nieważności (np. niektóre umowy, pełnomocnictwa), co do zasady konieczne będzie użycie kwalifikowanego podpisu elektronicznego, aby zachować równoważność z podpisem własnoręcznym. W kontaktach z administracją publiczną wystarczające może być natomiast użycie profilu zaufanego – o ile czynność dokonywana jest w ramach systemu przewidzianego przez przepisy.
Podpis elektroniczny nie jest jedynie technologiczną ciekawostką, lecz pełnoprawnym narzędziem obrotu prawnego. Umożliwia skuteczną identyfikację stron, zapewnia integralność dokumentów oraz – w przypadku podpisu kwalifikowanego – zastępuje podpis własnoręczny w rozumieniu prawa w całej Unii Europejskiej.
Profil zaufany stanowi natomiast praktyczne i bezpłatne rozwiązanie w relacjach z administracją publiczną, gdzie – w granicach wyznaczonych ustawą – jest traktowany jak podpis własnoręczny.
Dla przedsiębiorców oznacza to realne przyspieszenie procesów decyzyjnych, ograniczenie kosztów oraz większą elastyczność w zawieraniu umów. Jednocześnie właściwy dobór rodzaju podpisu elektronicznego powinien każdorazowo uwzględniać charakter czynności prawnej, krąg podmiotów oraz poziom ryzyka z nią związany.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Kontrola trzeźwości pracowników od kilku lat budzi duże zainteresowanie pracodawców – szczególnie w branżach, w których bezpieczeństwo ma kluczowe znaczenie. Nowelizacja przepisów Kodeks pracy wprowadziła wyraźne podstawy prawne dla prewencyjnego badania trzeźwości. Od 21 lutego 2023 r. (art. 22¹c – 22¹h Kodeksu pracy) pracodawcy w Polsce mają wyraźną podstawę prawną do samodzielnego kontrolowania trzeźwości pracowników bez konieczności wzywania policji za każdym razem. W praktyce wciąż pojawia się wiele wątpliwości: kiedy badanie jest legalne? Czy wymagana jest zgoda pracownika? Jakie obowiązki informacyjne spoczywają na pracodawcy?
Pracodawca może wprowadzić kontrolę trzeźwości, jeżeli jest to niezbędne do zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracowników lub innych osób albo ochrony mienia.
Kontrola może mieć charakter:
Ważne: kontrola nie może być stosowana dowolnie ani wobec wszystkich stanowisk „na wszelki wypadek”. Musi być uzasadniona charakterem pracy (np. operatorzy maszyn, kierowcy, pracownicy produkcyjni).
Legalność kontroli zależy przede wszystkim od jej prawidłowego uregulowania w aktach wewnątrzzakładowych. Odpowiednie postanowienia powinny znaleźć się w układzie zbiorowym pracy, regulaminie pracy albo w obwieszczeniu, jeżeli pracodawca nie ma obowiązku ustalania regulaminu.
Regulacja powinna określać w szczególności grupy pracowników objęte kontrolą, sposób jej przeprowadzania, rodzaj urządzenia wykorzystywanego do badania oraz czas i częstotliwość pomiarów. Pracownicy muszą zostać poinformowani o wprowadzeniu kontroli co najmniej dwa tygodnie przed jej rozpoczęciem.
W przypadku kontroli wprowadzonej zgodnie z przepisami Kodeksu pracy zgoda pracownika nie jest wymagana. Odmowa poddania się badaniu może skutkować niedopuszczeniem do pracy. Jeżeli pracownik kwestionuje wynik, ma prawo żądać przeprowadzenia badania przez uprawniony organ, na przykład policję.

Metoda badania musi być zgodna z rozporządzeniem.Dopuszczalne są wyłącznie urządzenia:
Wynik badania trzeźwości stanowi dane osobowe dotyczące zdrowia, a więc dane szczególnej kategorii w rozumieniu RODO. Z tego względu pracodawca może przetwarzać wyłącznie niezbędny zakres informacji, obejmujący przede wszystkim wynik badania oraz datę i godzinę jego przeprowadzenia.
Dane te powinny być odpowiednio zabezpieczone oraz przechowywane co do zasady nie dłużej niż przez rok, chyba że są niezbędne w związku z toczącym się postępowaniem.
W przypadku potwierdzenia stanu po użyciu alkoholu lub stanu nietrzeźwości pracodawca ma obowiązek nie dopuścić pracownika do wykonywania pracy. W zależności od okoliczności możliwe jest zastosowanie kary porządkowej, a w poważniejszych przypadkach rozwiązanie umowy o pracę, również w trybie dyscyplinarnym.
Każda decyzja powinna być jednak poprzedzona indywidualną oceną sytuacji oraz analizą proporcjonalności zastosowanych środków.
Badanie trzeźwości w miejscu pracy stanowi obecnie dopuszczalne narzędzie zarządzania bezpieczeństwem i ryzykiem organizacyjnym. Warunkiem jego legalności jest jednak spełnienie ustawowych przesłanek, właściwe uregulowanie procedur wewnętrznych oraz przestrzeganie zasad ochrony danych osobowych.
Odpowiednio przygotowana regulacja nie tylko zwiększa poziom bezpieczeństwa, lecz także ogranicza ryzyko sporów pracowniczych i odpowiedzialności prawnej pracodawcy.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu:

Nieterminowe płatności to problem, z którym mierzy się zdecydowana większość przedsiębiorców niezależnie od branży czy skali działalności. Nawet pojedyncza nieopłacona faktura może zachwiać płynnością finansową firmy, a długotrwałe zatory płatnicze potrafią zagrozić jej stabilności.
Dobra wiadomość jest taka, że ryzyko można w znacznym stopniu ograniczyć, pod warunkiem wdrożenia odpowiednich procedur i zabezpieczeń prawnych.
Ochrona przed dłużnikami zaczyna się jeszcze przed podpisaniem umowy. Brak weryfikacji kontrahenta to jeden z najczęstszych błędów przedsiębiorców. W praktyce warto sprawdzić dane rejestrowe w CEIDG lub KRS, zweryfikować status podatnika VAT, przeanalizować dostępne sprawozdania finansowe (w przypadku spółek), sprawdzić, czy kontrahent nie figuruje w rejestrach dłużników, w tym przede wszystkim w Krajowym Rejestrze Zadłużonych.
Już na tym etapie można wychwycić sygnały ostrzegawcze, takie jak częste zmiany zarządu, niski kapitał zakładowy czy zaległości finansowe. Weryfikacja Krajowego Rejestru Zadłużonych pozwoli natomiast zweryfikować, czy z udziałem potencjalnego kontrahenta nie toczą się postępowania restrukturyzacyjne lub upadłościowe.
W relacjach biznesowych kluczowe znaczenie ma umowa. Precyzyjne zapisy umowne to podstawa skutecznej ochrony przed niewypłacalnością kontrahenta.
W szczególności warto zadbać o jasno określony termin płatności, zastrzeżenie prawa do naliczania odsetek za opóźnienie w wysokości umownej, wyższej niż te ustawowe, podkreślenie prawa do naliczenia rekompensaty za koszty odzyskiwania należności. W przypadku kontrahentów o wyższym ryzyko płatniczym warto zdecydować się na zastrzeżenie prawa własności towaru do momentu zapłaty, czy też na obowiązek przedpłaty lub zaliczki przy większych zamówieniach.
W wielu przypadkach zasadne jest również zastosowanie dodatkowych form zabezpieczenia, takich jak: weksel, poręczenie, gwarancja bankowa, zastaw lub hipoteka (przy większych kontraktach).
Im większa wartość umowy, tym większą wagę należy przyłożyć do zabezpieczeń.

Nawet najlepsza umowa nie zastąpi konsekwentnego działania.
Brak reakcji na pierwsze opóźnienia w płatności często zachęca dłużnika do dalszego zwlekania. Warto wdrożyć w firmie standardową procedurę monitorowania terminów płatności dokumentów księgowych zakładającą:
Szybka reakcja zwiększa szanse na polubowne odzyskanie należności i pokazuje kontrahentowi, że przedsiębiorca aktywnie monitoruje swoje wierzytelności.
W obrocie profesjonalnym wierzyciel ma prawo do naliczania odsetek za opóźnienie w transakcjach handlowych, które są wyższe od podstawowych odsetek ustawowych. Ponadto można żądać stałej rekompensaty za koszty odzyskiwania należności (40, 70 lub 100 euro, w zależności od wysokości faktury) nawet bez wykazania poniesienia kosztów dochodzenia zapłaty zadłużenia.
Wielu przedsiębiorców nie korzysta z tych uprawnień, rezygnując z realnego instrumentu dyscyplinującego dłużnika. Tymczasem już samo poinformowanie kontrahenta o naliczaniu odsetek i rekompensaty często przyspiesza płatność.
Jeżeli wezwania do zapłaty nie przynoszą skutku, nie warto zwlekać z podjęciem dalszych kroków.
Im szybciej zostanie wszczęte postępowanie sądowe, tym większa szansa na skuteczną egzekucję należności. W zależności od sytuacji możliwe jest szybkie uzyskanie sądowego nakazu zapłaty w ramach postępowanie upominawczego lub nakazowego, a w szczególnych sytuacjach, gdy kontrahent ma już duże problemy z płynnością, zabezpieczenie roszczenia jeszcze przed uzyskaniem orzeczenia sądowego.
Po uzyskaniu tytułu wykonawczego sprawa może zostać skierowana do komornika. Zwlekanie z działaniem zwiększa ryzyko, że majątek dłużnika zostanie wyzbyty lub że stanie się on niewypłacalny.
Coraz więcej firm traktuje obsługę prawną nie jako koszt, lecz jako element zarządzania ryzykiem.
Regularna analiza umów, wsparcie przy negocjacjach oraz szybka reakcja na opóźnienia płatnicze znacząco ograniczają straty finansowe.
Profesjonalne wsparcie pozwala również ocenić, czy w danym przypadku warto podjąć działania polubowne, czy od razu skierować sprawę na drogę sądową.
Ochrona firmy przed dłużnikami nie polega wyłącznie na skutecznym dochodzeniu należności. Najważniejsze jest działanie prewencyjne: weryfikacja kontrahentów, odpowiednie zapisy umowne oraz konsekwentna polityka płatności.
W praktyce to właśnie połączenie prewencji i szybkiej reakcji daje najlepsze rezultaty i pozwala zachować stabilność finansową przedsiębiorstwa.
Jeżeli Państwa firma mierzy się z problemem nieopłaconych faktur lub chce uporządkować procedury zabezpieczające należności, warto skonsultować dostępne rozwiązania prawne i dostosować je do specyfiki prowadzonej działalności.
W razie pytań, a także pomysłów tematów na kolejne wydania Newsletter’a zapraszamy do kontaktu: